©Krzysztof Dawid Majus


WIELKIE OCZY – SMUTNA HISTORIA WÓJTA SMUTKA

Tekst opublikowany za zgodą autora

Opracowanie ©Paweł Rydzewski / www.roztocze.horyniec.net


Jedną z osób znaczących dla Wielkich Oczu, o której wiadomo bardzo niewiele, to Ukrainiec Józef Smutok – wójt wielkoockiej gminy w latach 1941-1944, kiedy po dokonanej przez okupacyjne władze niemieckie reorganizacji administracji lokalnej Dystryktu Galicja liczyła ona aż 15 gromad, od Fehlbachu (Potoku Jaworowskiego) na zachodzie po Poruby na wschodzie, zajmując największy w swej historii obszar. 

Pomimo poszukiwań nie udało mi się zebrać wystarczającej ilości faktów, aby przedstawić tę postać bardziej dokładnie, lecz pomimo to uznałem, że należy przybliżyć ją zainteresowanym czytelnikom na podstawie kilku oderwanych faktów i świadectw. Kierowały mną dwa powody. Po pierwsze, chciałem pokazać tragizm ludzi, którzy w tamtych ciężkich czasach musieli nieraz podejmować trudne wybory między uczciwością a śmiercią, determinujące ich własny los i losy wielu innych. Po drugie, liczę na to, że być może przeczyta tę notkę ktoś, kto posiada jakiekolwiek informacje o Józefie Smutku i zechce podzielić się nimi uzupełniając w ten sposób bardziej niż szczupłą jego biografię.

Nie muszę też wyjaśniać, że u polskiego czytelnika postać Ukraińca pełniącego funkcję wójta z wyboru władz niemieckich wywołuje zapewne negatywne skojarzenia, zgodne z wciąż powszechnymi stereotypami. Spróbuję pokazać, że i w tym przypadku takie schematyczne myślenie prowadzić może do mylnych i krzywdzących osądów, tym bardziej, że każdy, kto choć trochę interesuje się historią tych ziem wie, że w latach 40-tych XX wieku nic nie było na wschód od Sanu ani czarne, ani białe, a praktykowane nieraz odniesienia i proste porównania do jakiejkolwiek innej części Polski są całkowicie bezużyteczne i wprowadzają tylko fałszujące prawdę historyczną uproszczenia.

Józef Smutok urodził się we wsi Kobylnica Ruska koło Wielkich Oczu na przełomie lat 80-tych i 90-tych XIX wieku. Jego rodzicami byli Piotr i Anna z Rogalskich. O losach Smutka do roku 1941 wiadomo mi tylko tyle, że założył rodzinę żeniąc się z Marią z Kotylaków i że w czasie I wojny światowej służył w 2-im pułku artylerii polowej armii austro-węgierskiej w randze podoficera. Tak więc, z natury rzeczy, swoje opowiadanie rozpocznę w roku 1941. 

Po ataku hitlerowskiej Rzeszy na stalinowski Związek Sowiecki leżące tuż przy ówczesnej granicy Wielkie Oczy zostały zajęte przez Niemców nazajutrz po wybuchu wojny, czyli 23 czerwca 1941. Już w lipcu powołano nowy zarząd gminny złożony z Ukraińców. Było to zgodne z ówczesną polityką niemieckich władz okupacyjnych, które przekazywały władzę administracyjną najniższego stopnia w ręce polskie w gminach o przewadze ludności polskiej i w ręce ukraińskie w gminach o przewadze ludności ukraińskiej. Trzeba tu wyjaśnić, że choć w samych Wielkich Oczach przeważała ludność polska, to ponad 60% mieszkańców wielkoockiej gminy w jej przedwojennych granicach stanowili Ukraińcy (Polacy 30%, Żydzi 7%, Niemcy 2%). 

Na czele gminy, jako wójt, stanął właśnie Józef Smutok. Nie zachowały się żadne świadectwa mówiące o sposobie zarządzania gminą przez Smutka, ani o jego stosunku do władz niemieckich. Zapewne nie różnił się pod tym względem od innych ukraińskich i polskich wójtów zmuszonych biegiem historii do umiejętnego lawirowania między wypełnianiem nakazów władz odnoszących się głównie do ściągania kontyngentów żywnościowych i organizowaniem wysyłki ludzi na roboty do Niemiec, a dbaniem o interesy gminy. Wiemy tylko z lokalnej kroniki, że był zaangażowany w działalność na rzecz niepodległej Ukrainy, choć brak jakichkolwiek szczegółów na ten temat.

Pierwszym ważnym świadectwem mówiącym wiele o Józefie Smutku, jako o człowieku, są wspomnienia żydowskiego lekarza z Rzeszowa rzuconego w latach 1940-1942 do Wielkich Oczu, Stanisława Strassera. Trzeba tu wspomnieć, że 10 czerwca 1942 wszyscy wielkooccy Żydzi zostali wysiedleni do gett w pobliskim Krakowcu i powiatowym Jaworowie. W miasteczku pozostało tylko dwoje Żydów, dr Strasser i jego żona Hanka. Pozostawiono ich tymczasowo, gdyż zapewniali ludności opiekę lekarską i ambulatoryjną. Wkrótce jednak, bo już we wrześniu, wyznaczono nowego lekarza dla Wielkich Oczu i Strasserom groziła deportacja do obozu przy Janowskiej we Lwowie i pewna śmierć. Oddajmy tu głos Strasserowi:

… pewnego dnia przyszedł do nas do domu wójt (ten sam, który kazał mi w swoim czasie zdjąć opaskę) i powiedział nam, że dostał rozkaz odstawienia mnie i Hanki na policję . Następnego dnia przyjechać miał lekarz ukraiński, wobec tego ja jestem już niepotrzebny. Było to we wrześniu 1942. Rozkaz był, ażeby mnie policja ukraińska przewiozła na Janowską. Wójt powiedział jeszcze: „Teraz już Niemcy są pod Stalingradem, diabli wezmą wszystko wcześniej czy później. Jak chcesz, to mogę cię albo przechować, albo ja ci dam taką poświtkę, takie poświadczenie, i dam ci konie, i uciekaj stąd!”.

My posłuchaliśmy wójta i w nocy uciekliśmy do Jarosławia. W Jarosławiu wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy - dokąd? Nie wiedzieliśmy właściwie dokąd jedziemy. Jedyny dokument, jaki miałem przy sobie, to było zaświadczenie wójta stwierdzające, że dr Stanisław Strasser i żona wyjeżdżają do krewnych do Krakowa. To był jedyny dokument, jaki miałem przy sobie. Nic innego nie miałem, bo w Wielkich Oczach nic właściwie nie było.

Mogę tu tylko dodać, że Strasserowie przeżyli szczęśliwie cały okres okupacji niemieckiej (w Częstochowie) i po wojnie osiedlili się w Australii. Niewątpliwie zawdzięczają swe życie Józefowi Smutkowi.

Na przełomie maja i czerwca 1944 Wojskowy Sąd Specjalny Armii Krajowej wydał wyrok śmierci na Józefa Smutka, zarzucając mu rzekomą kolaborację z Niemcami. Biorąc pod uwagę dobre stosunki panujące w tym czasie w Wielkich Oczach między ludnością polską a niemiecką żandarmerią, wydaje się jednak, że był to tylko wygodny pretekst. Wyrok wykonał na początku czerwca 1944 Leon Wardyga, ps. „Opór”, wchodzący w skład dowództwa obwodu AK Jarosław, „na 3-cim kilometrze” od Kobylnicy Ruskiej, skąd Smutok dojeżdżał codziennie furmanką. Po pogrzebie, który odbył się w Kobylnicy Ruskiej, miejscowi Ukraińcy zamierzali dokonać odwetowego marszu na Wielkie Oczy, ale żandarmi niemieccy z Wielkich Oczu uspokoili sytuację. 

Z tego właśnie czasu pochodzi drugie świadectwo rzucające światło na postać Józefa Smutka, napisane przez polskiego księdza katolickiego z Lipiny, Franciszka Malaka, który przejściowo pełnił obowiązki proboszcza w Wielkich Oczach od końca maja do początku lipca 1944. 

Po śmierci wójta Smutka sam w niedzielę zapowiedziałem nabożeństwo żałobne z katafalkiem, na które przyszli i Ukraińcy i po Mszy św. przyszli do zakrystii z podziękowaniem. Ze strony Polaków z tego powodu nie spotkała mnie żadna wymówka. Z nieboszczykiem dobrze żyłem i był mi zawsze życzliwy.

Odprawienie w polskim kościele nabożeństwa za Ukraińca rzekomo kolaborującego z Niemcami i życzliwa opinia o Smutku wypowiedziana przez polskiego księdza latem 1944, gdy napięcia polsko-ukraińskie sięgały zenitu, mówią same za siebie. 

Taka była smutna historia wójta Józefa Smutka.

Tel Awiw, luty 2007


©Wszystkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment niniejszej strony nie może być wykorzystany w formie drukowanej lub elektronicznej bez uzyskania zgody autora tekstu oraz autora niniejszej strony internetowej.

Powrót