|
|
|
|
Marta Michałowicz - Kubal, Zamki, dwory i pałace województwa podkarpackiego, Krosno 2006. Tekst opublikowany za zgodą autorki. Książkę wydało ©Wydawnictwo Arete II. Opracowanie: ©Paweł Rydzewski / www.roztocze.horyniec.net |
|
|
|
NAROL To urocze, malutkie miasteczko jest dziś stolicą najdalej na północny wschód położonej gminy Podkarpacia, należącej do powiatu lubaczowskiego. Położone nad Tanwią, na urozmaiconym krajobrazowo Roztoczu Południowym, kryje w swym wnętrzu pałac, który śmiało możemy uznać za architektoniczną perełkę doby klasycyzmu. Pieczołowicie remontowany z roku na rok odzyskuje dawne piękno. Zarówno pałac, jak i sam Narol posiadają ciekawą i burzliwą historię. Dzieje miejscowości związane są z rodem Łaszczów herbu Prawdzic, wywodzącym się z ziemi bełskiej. W 1592 roku Florian Łaszcz, syn Stanisława Łaszcza z Nieledwi uzyskał u króla Zygmunta III Wazy przywilej na lokację miasta na terenie wsi Narol, które nazwano na jego cześć Florianowem. Łaszcz zapewne czerpał przykład ze swego potężnego sąsiada Jana Zamoyskiego, założyciela niedalekiego Zamościa. Dzięki prawu do organizowania cotygodniowych targów oraz trzech dorocznych jarmarków Florianów przyciągał kupców i rzemieślników, bogacił się i rozrastał, aby w 1630 roku liczyć sobie już 238 domów. Szczęśliwa gwiazda towarzyszyła też samemu Łaszczowi, który nie miał problemu z przekazaniem swego dorobku dziedzicom. Żona jego, Katarzyna z Trzcińskich, obdarzyła go bowiem sześcioma córkami i siedmioma synami. Florianów przypadł w udziale Jerzemu Łaszczowi, staroście jasielskiemu i prawdopodobnie jego bratu Samuelowi. Idyllę Florianowa i spokój Łaszczów przerwało jednak rozpętane na Kresach Rzeczpospolitej powstanie Chmielnickiego, który wraz z okrutnym Tuhaj - Bejem pustoszył wszystko na swej drodze. W październiku 1648 roku Chmielnicki, po otrzymaniu wysokiego okupu odstąpił od oblegania Lwowa i ruszył na Zamość, a droga jego wiodła właśnie przez Narol. Na wieść o zbliżaniu się niemal 100-tysięcznej armii Kozaków i Tatarów w mieście wybuchła panika, a chaos spotęgowała jeszcze fala uchodźców z całej okolicy licząca około 20 tys. ludzi. Jednocześnie Samuel Łaszcz podjął dramatyczną decyzję o obronie miasta, które wytrzymało jednak tylko trzy dni. Po wdarciu się do Florianowa rozszalałej watahy Tatarów, rozpoczęła się straszliwa rzeź mieszkańców i palenie miasta, okrutnie też zamęczono na śmierć Samuela. Bilans najazdu Chmielnickiego był dla Florianowa straszny, nic dziwnego, że współcześni skonstatowali iż "nie było w całej Polsce rzezi tak okropnej”. Nie ma też chyba dużej przesady w przekazie informującym, że Tanew była czerwona od krwi. Dwa lata po pogromie Florianów liczył zaledwie 26 domów, a tragedii miasta dopełnili Szwedzi, którzy w latach Potopu doszczętnie złupili, co jeszcze zostało. Dawny Florianów spadł do rangi małej wioski i coraz częściej zaczęto używać nazwy Narol. Łaszczowie władali okolicznymi dobrami jeszcze do połowy wieku XVIII, a potem drogą mariaży przechodziły one na obce rody. W końcu w 1735 roku klucz narolski zakupił kasztelan kamieniecki, a potem też lwowski - Michał Łoś, herbu Dąbrowa - i odtąd aż do roku 1867 Łosiowie będą rezydowali w Narolu. Potem wraz z ręką hrabianki Marii Łosiówny przeszedł na własność księcia Jana Puzyny. Najwspanialszymi głoskami w dziejach miasta zapisał się jednak syn Michała - Feliks Antoni Łoś, twórca pałacu, który możemy do dziś podziwiać. Niezwykła to była postać - łącząca w sobie cechy butnego magnata i hojnego mecenasa sztuki, człowieka miłującego piękno, popierającego naukę i sprytnie lawirującego w politycznym światku czasów Stanisławowskich. Początkowo wierny Poniatowskiemu, przyjmuje z jego rąk Order Orła Białego i urząd wojewody pomorskiego. Po I rozbiorze zaczyna coraz wyraźniej ciążyć w kierunku nowego pana - cesarza Austrii. Ostatecznie zrzeka się województwa i przyjmuje od niego obcy dotychczas w Polsce tytuł hrabiowski i urząd wielkiego kuchmistrza. Właściciel potężnego majątku i tylu zacnych tytułów nie mógł zadowolić się skromną, szlachecką siedzibą. W roku 1770 przystąpił do wznoszenia pałacu, który stał się godną niego rezydencją. O niezwykłej pysze Łosia nie świadczy tylko jego siedziba. W Narolu znajduje się także niepozorna kapliczka jego fundacji - i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie napis, który hrabia Łoś kazał na niej umieścić. A brzmi on następująco - "Pan Panu - Pan wie za co" - zaiste jest to chyba najmniej skromna inskrypcja ofiarowana Bogu! Feliks Łoś niejednokrotnie udowadniał swój hrabiowski majestat, dając się we znaki własnej służbie. Pewnej wczesnej wiosny postanowił przejechać bryczką wezbrany po roztopach strumień. Kiedy woźnica po sprawdzeniu orzekł, iż woda głęboka jest "na chłopa", hrabia stwierdził "A jeśli na chłopa, to panu po kostki" i kazał jechać. Nurt rzeki porwał bryczkę razem z koniem, słudze jednak udało się uratować upartego dziedzica. Po powrocie do pałacu, Łoś kazał wymierzyć służącemu 50 batów za to że ośmielił się go tknąć! Kiedy po egzekucji chłop leżał jęcząc, hrabia oświadczył mu, że teraz w podzięce za uratowane życie nadaje mu znaczne dobra na Podolu! Ot, pańska fantazja! Pałac Feliksa Antoniego zbudowany jest na wzniesieniu, za miastem. Jest oparty na planie podkowy - nawiązano tym samym do herbu rodziny Łosiów. Całość założenia poprzedza reprezentacyjna brama, przez której potężny łuk podziwiamy front pałacu. Jest to oparty na planie prostokąta, duży, piętrowy budynek, ozdobiony w części centralnej wspaniałym ryza- litem. Wejście do pałacu ograniczają cztery kolumny, których smukłość i elegancję podkreślają korynckie kapitele. Po obu stronach pałacu, stanowiąc ramiona podkowy, biegną równolegle ażurowe kordegardy. Ich zwieńczeniem są kwadratowe oficyny, nakryte mansardowym dachem. Siedziba Łosia zaprojektowana prawdopodobnie przez Columbaniego, liczyła sobie ongiś 50 ozdobionych freskami pokoi, a najwspanialsze, przedstawiające sceny rybackie, znajdowały się w sali balowej. Nie ma też już śladu po tzw. Sali Familijnej, na której ścianach pyszniły się portrety przodków. Rezydencja to jednak nie tylko pałac, ale starannie zaprojektowany przez Norberta Hammerschmidta ogród w stylu włoskim, o założeniu geometrycznym. Uwagę zwracają także dwa obeliski umieszczone w pobliżu bramy wjazdowej. Ciekawa jest teoria pani M. Wójcikiewicz, która udowadnia, że narolska rezydencja była tylko częścią większego założenia kompozycyjnego, które obejmowało okoliczne łąki, lasy, a nawet pola uprawne. Bezmyślnie podpalony już po wojnie pałac, nieudolnie remontowany przez PGR i doprowadzony do ruiny przez bankrutujący Igloopol nie jest już tą samą, hrabiowską rezydencją. Na szczęście dla obiektu, w 1995 roku zakupiło go od Agencji Własności Rolnej małżeństwo muzyków - Ewa Iżykowska - Kłosiewicz i jej mąż, profesor Władysław Kłosiewicz. W celu przywrócenia świetności pałacu powołali oni fundację "Pro Academia Narolense", nawiązując tym samym do istniejącej tu za czasów Feliksa Łosia szkoły artystycznej dla szlachty. Od tej pory sukcesywnie odnawiają pałac, a w miarę jak prace posuwają się naprzód ukazuje się prawdziwe jego piękno. Celem fundacji jest także utworzenie oraz prowadzenie szkoleniowo - naukowego centrum artystycznego, gdzie mają znaleźć swoje miejsce muzycy, historycy sztuki, literaci, teatrolodzy, konserwatorzy zabytków, ze szczególnym uwzględnieniem młodzieży z krajów Europy Środkowej.
HORYNIEC ZDRÓJ Położony jest na Płaskowyżu Tarnogrodzkim, na pograniczu z Roztoczem Wschodnim, nad potokiem Glinianiec. Horyniec jest dużą miejscowością, siedzibą gminy, a ze względu na swoje walory w 1962 roku otrzymał status uzdrowiska, stąd nazwa Horyniec Zdrój. Według tradycji już w XVII wieku miał tu zażywać leczniczych kąpieli sam król Jan III Sobieski. Faktem jest natomiast, że tutejsze dobra należały do rodu Sobieskich, którzy prawdopodobnie wystawili tu niewielki zameczek myśliwski, jako że okoliczne lasy obfitowały w zwierzynę. Po Sobieskich, Horyniec wraz z okolicznymi ziemiami przypadł Stadnickim ze Żmigrodu, którzy ufundowali tutejszy zespół klasztorny oo. Franciszkanów oraz przebudowali zapewne dawną siedzibę Sobieskich. Jak chcą inni badacze, przed Stadnickimi Horyńcem władali Telefusowie i to im przypisuje się wystawienie pierwotnego dworu oraz rozpoczęcie budowy klasztoru Franciszkanów w 1703 roku. Ostatnią właścicielką z rodu Stadnickich była Zofia Stadnicka, która owdowiawszy w 1815 roku powtórnie wyszła za mąż za księcia Aleksandra Ponińskiego i w tym książęcym rodzie Horyniec pozostawał aż do roku 1920. Po bezpotomnej śmierci Kaliksta Michała Ponińskiego, tutejsze dobra przeszły na rzecz Karłowskich, spokrewnionych z książętami przez Różę Ponińską, siostrę Kaliksta i pozostawały w ich rękach aż do zakończenia II wojny światowej. Pamiątką po dawnych właścicielach jest zachowany w świetnej formie pałac, w którym czytelne są wcześniejsze założenia, pamiętające być może Telefusów. Obecny pałac, gruntownie przebudowany został przez Ponińskich w latach 1905 - 1912. Zatrudniony przez książąt wybitny architekt Teodor Talowski nadał rezydencji ciekawszą, różnorodną formę. Poprzedni pałac był prawdopodobnie budowlą o zwartej bryle. Obecny eklektyczny pałacyk, utrzymany na planie litery H składa się z kilku części. Główny korpus jest jednopiętrowy, z mieszkalnym poddaszem i ozdobiony pseudogotyckim wykuszem. W jego centralnej części znajduje się potężny ryzalit poprzedzony czterokolumnowym portykiem dźwigającym balkon. Po bokach korpusu znajdują się wyższe, dwupiętrowe skrzydła. Nawiązaniem do sztuki romańskiej są natomiast detale architektoniczne wykonane z ociosanych kamieni. Podczas II wojny światowej pałac znacznie ucierpiał, podpalony przez operujące tu oddziały UPA. Po wojnie odbudowany, służył najpierw jako budynek szkoły, mieścił biura tutejszego PGR-u, a nawet mieszkania prywatne. Lepsze czasy dla zabytku nadeszły pod koniec lat 60., gruntownie odrestaurowany pałac stał się siedzibą sanatorium "Metalowiec" i funkcję tę pełni do dziś. W Horyńcu warto również zwrócić uwagę na dawny teatr dworski, wystawiony w latach 1837 - 1848 przez Ponińskich. W czasie II wojny światowej budynek uległ niemal doszczętnej zagładzie, na szczęście zadecydowano o jego odbudowie i dziś znów pełni, jak przed laty, funkcję ośrodka kulturalnego. Znajduje się tu bowiem kino oraz Ośrodek Kultury, który organizuje przeglądy teatralne.
OLESZYCE Oddalone 6 km na zachód od Lubaczowa, niegdyś szczycące się wspaniałym zespołem pałacowo - parkowym. Dzisiaj trudno odnaleźć dawną warownię Sieniawskich, o której istnieniu świadczy zamkowe wzgórze, kryjące w swym wnętrzu fragmenty piwnic. Zachowała się jedynie późniejsza, XVIII-wieczna oficyna, niestety pozostająca obecnie w smutnej ruinie oraz fragmenty parku, ongiś wzbudzającego powszechny podziw. Pierwszy, obronny dwór wystawili na początku XVIII wieku władający tymi ziemiami Sieniawscy. Była to początkowo skromna, drewniana fortalicja, w miarę upływu czasu rozbudowywana przez znamienitych członków rodu. Tak było m.in. w 1713 roku za czasów Adama i Elżbiety Sieniawskich, którzy nosili się również z zamiarem zburzenia starej siedziby i wzniesienia nowego, barokowego pałacu. Zamysł rodziców zrealizowała dopiero ich córka - Maria Zofia, bajecznie bogata spadkobierczyni rodu Sieniawskich, a po śmierci pierwszego męża - także Denhoffów. W połowie XVIII wieku majętna wdowa wyszła ponownie za mąż, tym razem za przedstawiciela najwybitniejszego wówczas rodu - "Familii" Czartoryskich - Augusta Aleksandra. Wpływowa i potężna rodzina nie mogła nadal pomieszkiwać, nawet czasowo, w niegodnej swej pozycji fortalicji. Za ich czasów powstał murowany pałac z alkierzami w narożach. Wspaniały był także oleszycki park, w XIX wieku do istniejącego barokowego ogrodu w stylu francuskim dodano obszerny, krajobrazowy park angielski. Jego relikty przetrwały do dziś. W połowie XIX wieku Oleszyce należały do Stanisława Potockiego i jego żony Anny z Działyńskich. W obliczu przeprowadzenia bardzo kosztownego remontu pałacu Czartoryskich, woleli jednak sprzedać Oleszyce i przenieść się do Rymanowa. Majątek zakupił Kazimierz Potulicki, a jego córka Elżbieta wniosła go w posagu panu na Krasiczynie, księciu Władysławowi Sapiesze. W rodzie Sapiehów Oleszyce były do II wojny światowej, oni także przebudowali pałac i gruntownie odnowili. Niestety pałac najpierw ogołocony i zniszczony w 1915 roku, spalony w 1941 roku, nie podniósł się już z ruin. Po wojnie jego mury rozebrano na budulec i dziś już tylko wzniesienie i stare drzewa wskażą nam miejsce po dawnym pałacu.
RUDA RÓŻANIECKA Położona wśród rozlewisk potoku Różanieckiego, wśród dzikiej i niezniszczonej przyrody Puszczy Solskiej, około 12 km na południowy zachód od Narola. Jej nazwa wiązana jest z eksploatowanymi tutaj rudami żelaza. Za czasów I Rzeczpospolitej wchodziła w skład dóbr lubaczowskich i była własnością królewską, puszczaną w dzierżawę. Ostatnim jej właścicielem przed I rozbiorem Polski był Jerzy August Mniszech, kasztelan krakowski, któremu przypisuje się wystawienie tutejszego pałacu. Po przejęciu dóbr przez rząd austriacki i wystawieniu ich na licytację Ruda Różaniecka dostała się we władanie Brunickich. Wraz z ręką Henrietty Brunickiej przeszła w połowie XIX stulecia na własność barona Ludwika Wattmanna Maelcamp de Beaulieu, a potem ich syna Hugona, ostatniego dziedzica Rudy Różanieckiej. Po dawnych właścicielach pozostał do dziś zespół pałacowy, w którego skład wchodzi obszerny i imponujący pałac wzniesiony w XVIII stuleciu, murowana oficyna z końca XVIII stulecia, dawna leśniczówka oraz gorzelnia z początków XX stulecia. Po nabyciu włości Bruniccy przebudowali pałac, znacznie go powiększając i nadając mu neobarokowy charakter. Również ostatni właściciele wprowadzili pewne zmiany na początku XX wieku. W ten sposób powstał ciekawy architektonicznie obiekt, utrzymany na planie wydłużonego prostokąta, z potężnymi ryzalitami nakrytymi mansardowym dachem. Na frontowym zwieńczeniu królują dwie tarcze herbowe, niżej wejście osłania wsparty na czterech fantazyjnych kolumnach portyk z tarasem na piętrze. W wyniku przebudowy pałac został wzbogacony nowymi ryzalitami oraz ciekawymi w swej formie wieżyczkami, umieszczonymi po bokach budowli i nadającymi nieco przyciężkiej bryle lekkości i powabu. Zwieńczone wysmukłymi hełmami i połączone rozległym tarasem, stanowiły wspaniały wstęp dla rozległego parku. Pałac znacznie ucierpiał w czasie I wojny światowej, kiedy przechodzące tędy wojska rosyjskie podpaliły budynek, plądrując przedtem bogate zbiory Brunickich. Obecnie gruntownie odnowiony pałac, otoczony wspaniałym parkiem krajobrazowym z początków XIX wieku jest własnością Domu Pomocy Społecznej, dając wytchnienie ludziom schorowanym, samotnym i opuszczonym. ©Wszystkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment niniejszej strony nie może być wykorzystany w formie drukowanej lub elektronicznej bez uzyskania zgody Wydawnictwa Arete II oraz autora niniejszej strony internetowej. |