|
Ludwik Zieliński, Narol - Lubycza - Rawa - Żółkiew, cz. 1 i 2. Przeminęły wieki — ziemia została! — Ale czy ta sama warstwa ziemi, po której deptało krocie ludu, tocząc krwawe walki i gnieżdżąc się dla nadania imienia przyszłości? — Woda i czas, dwie siły, niczem niepokonane, biorąc w jednym dają drugiemu miejscu: tak wyraźnie widzieć można, że pokłady ziemne wodą ukształcone, przez deszcze i wylewy rzek, tu i ówdzie zebrane, osiadają znowu na innem miejscu tworząc urodzajną niwę. Z pyłu wszechmocną ręką rozgarniętego wyrasta plon i w pył obraca się: jego przemian historyja jest tylko pamiątką, księgą, na której kartach, karteczkach i świstkach blady typ przeszłości odcisnął wygasłe życie. Odwieczne życie natury daje tę pewność, że każda cząstka ziemi, w miarę przybytku czy ubycia sił rodnych, znęca lub oddala od siebie zwierzęta i ludzi. Nieurodzajnej, zimnej gleby nikt jeszcze nie zamieszkał z własnej chętki, a stare ludy osadzały w miejscach przyjaznych: instynkt, potrzeba lub doświadczenie przygód. Piękna ta ziemia, urodzajna, W wielu miejscach pagórkami przedzielona, z położenia swego dla handlu dosyć korzystna, mogła być kiedyś podścicliskiem morza; jeżeli jakie morze w tym kraju przed wieki istniało ? — W podróży mojej po Galicyi, począwszy od Karpat, pilnie uważałem położenie gór: prawie wszystkie mają jeden kształt, z dwóch kończyn spiczaste, środkiem grube, podobne do jaja na pół przeciętego, nizinami i wąwozami przedzielone, spiczastem zakończeniem ku Bałtyckiemu morzu zwracać się zdają. Z tego wyraźnie widać, że woda wyżłobiła przedziały i spadając na obszary nizin mogła tworzyć jeziora lub morze. Obwód żółkiewski, dawniej nazywany ziemią bełzką, dziś przypierający do Królestwa Polskiego i Gubernii Wołyńskiej, ku wschodowi rzeką Bugiem przerżnięty, ma grunta urodzajne, mokrzawiny i lasy, jak wielu twierdzi to wszystko ukształcone na starym namule morza. Piaszczyste grunta na kilka mil koło Mostów wielkich, mają swoje połączenie z tym piaskiem, który się rozsypuje na polach lubyckich, wjednem paśmie już nieprzerwanym niedaleko Narola, a z tamtąd ciągną się koło Lubaczowa, Oleszyc, do Sieniawy i Jarosławia, stykają się one z gruntami piasczystemi u brzegu Pilicy, w opoczyńskiem i radomskiem u brzegów Wisły, od Warki do Kazimierza w Podlaskiem i części północnego obwodu krasnystawskiego. Ta część Galicyi, co się opiera o granice Królestwa Polskiego, począwszy od Podgórza aż do Narola, ma najwięcej piasczystych gruntów, i te same piaski ciągle z sobą połączone, przebiegając w różnym kierunku Galicyję i Królestwo Polskie, giną na wybrzeżach Bałtyckiego morza. Do utworu gruntów ilastych, należą urodzajne przestrzenie ziemi pszennej od Krakowa do Wodzisławia i Korczyna, także od Sandomierza i Zawichoslu, przez Opatów do Słupi nowej i w Lubelskiem od Markuszewa przez Lublin, Krasnystaw aż do Bogu. Rozsiane urwiska skał czyli głazy narzutowe, ciągną się smugą od Warszawy do Nowego miasta nad Pilicą, Radomia i dalej pod Rzeszowem w Galicyi, a przez Lubelskie aż na Litwę, jedne się kończą pod Karpatami a drugie w południowej Rossyi. Ilaste grunta i narzuty skał granitowych na piasczystym obszarze jako wyspy wydać się mogą, ponieważ piasek obejmujący dwa wybrzeża rzek, Wisły i Sanu, a potem na kilka ramion w paśmie swym jest rozciągnięty pięćdziesiąt mil z okładem. Ten piasek, te grunta iliste, te odłamy skał granitowych, mokrzawiny i niedostępne bagna, wyraźnie świadczą o bytności morza, które niedalej jak dwoma tysiącami lat od nas oddalone, ustąpiło do Bałtyku, zostawując po sobie piasek, ślady ucieczki. P. Michał Stroger powiada: Dalej na wschód ku Polsce i Rossyi grunt jest na przemian czarny, częścią bagnisty, glinkowaty, tu i ówdzie piasczysty i znowu gliniasty; ostatni jest tęgim w niektórych tylko okolicach, jak naprzykład około Złoczowa i Czortkowa. Gliniasty grunt bierze swój początek w piaskach za lasem lubyckim i przez wąwozy, lasy i pola ciągnie się kilkanaście mil w różnym kierunku aż ku wybrzeżom Dniestru, i dopiero w obwodzie zaleszczyckim w opokę przechodzi. W obwodzie żółkiewskim nie ma w znacznej ilości kamienia do łamania; miejsca od rzek oddalone, w których jest kamień szrutem zwany, nie mogą nam ułatwić związku z grnicą północno wschód nią: gościniec gzarpański ciągnie się od Żółkwi do Turynki gruntami piasczystemi i grząskiemi, dalej do Mostów wielkich tu i ówdzie bagnistetni, około Krystyjanpola. i do samej granicy rossyjskiej, większą część składa piasek i glina. Toż samo możemy powiedzieć i o drodze bełzkiej; uhrynowska prowadzi też piaskami i bagnami, po części trzęsawicą — zgoła zupełny brak kamienia w tych okolicach, jest przeszkodą w założeniu dróg bitych. Z takiego opisu położenia ziemi bełzkiej, nie należy brać wniosek dla tych miejsc niekorzystny, owszem warstwa ziemi na dawnym namule morza istniejąca, przedzielona piaskami, gliną i mokrzawiną, wystarcza na obfity plon pszenicy, żyta, jęczmienia i hreczki. Obszerne lasy, dostatek zwierzyny, a przy oględnem gospodarstwie roztropnie urządzone pasieki, mogą stanowić niemało dochody. Połączenie murowanych gościńców z główną drogą, którą rząd zamyśla prowadzić z Lubyczy, okolicą Narola, aż do Jarosławia, rokuje wielkie dla tamtych stron pożytki. NAROL Wieś Narol, miasteczko Narol i miasteczko Lipsko, każde o kilkadziesiąt kroków od siebie oddalone, a wszystkie razem gnieżdżą się na jednej równinie przy wybrzeżu rzeczki Tanwicy. W starych aktach, miasteczka Narola dotyczących, z czasów panowania Zygmunta III, jest mowa o rzece Tanwicy. Źródłosłów rzeki spoczywa na Wiecy, zgromadzeniu szlachty, która się na roli zgromadzać mogła około rzeczki: co w powszechnem używaniu i wyrażeniu Tam – wieca, Naroli, zamieniło się w nazwisko rzeczki i osady, która z tytułu tegoż zgromadzenia, była pewnie w tem miejscu. Wioska Narol jest dawniejsza od miasteczka pod nazwą Floryjanów znanego, a Lipsko nieco później od Lipskich zostało założone. Dwa te miasteczka wraz z wioską Narolem i Bełżcem, pół mili drogi oddalonym, leżą na gruntach niegdyś przeworskich. Bełżec założony w XV wieku przez Jana Żakowskiego herbu Jastrzębiec, ten albowiem nabywszy dóbr w województwie bełzkiem, założył wieś Bełżec, od którego Bełzeckim zwać się począł. Ta majętność na samej granicy polskiej położona, wraz z wioską Narolem i gruntami przyległemi, należała do Bełzeckich: przy końcu wieku XV. wioska Narol, położona nad rzeką Tanwicą, była własnością szlachetnej rodziny Marcinowskich Toporczyków, a przez związek małżeński przeszła w dom Łaszczów. Floryjan Łaszcz Nieledewski, syn Stanisława Wojskiego Horodelskicgo, za przywilejem Stefana Batorego r. 1585 założył miasteczko Floryjanów, a Zygmunt III. przywilejem swym z dnia 2go października r. 1592 w Warszawie wydanym, na rzecz tegoż Łaszczą Nieledewskiego, jarmarki w miasteczku Floryjanowie utwierdza, prawem teutońskiem i magdeburskiem sądzić się przykazuje. Roku 1600 Samuel Lipski herbu Grabie, syn Swentosława podkomorzego bełzkiego i Anny Podhoreckiej, sędzia ziemski bełzki, marszałek trybunału koronnego za Zygmunta III., za przywilejem królewskim założył miasteczko Lipsko na gruntach przeworskich. Tak w jednym prawie czasie powstały obok siebie dwa małe miasteczka: Floryjanów dziedzictwo Łaszczów Nieledewskich, i Lipsko siedziba znakomitej rodziny Lipskich herbu Grabie. — Czy te dwa miasteczka z położenia swego, bagnistą, doliną otoczone między dwoma wzgórzami, dla stanowiska, handlowego dogodne i w tej myśli założone były, czy dla miejsca nie tak łatwo dostępnego w czasach wojen i napadów tatarskich za ochronę służyć miały; ani w pierwszym ani w drugim przywileju królewskim, powodu założenia nie wyrażono. W przywileju danym dla Floryjanowa, zastrzeżone jamarki, były częstym powodem kłótni i procesów między dwoma miasteczkami, lecz sąd grodzki bełzki r. 1647 przytaczając przywilej Zygmunta III. wydany na jarmarki, i utwierdzający sąd miejski według praw teutońskich, magdeburskich dla miasteczka Floryjanowa, temuż miasteczku rzeczony sąd grodzki, przed miasteczkiem Lipskiem pierwszeństwo daje. Wyrokiem swoim, wspartym powagą przywileju Zygmunta III., skłania, że tak rzekę, Lipsko, sądzić się w magistracie Fioryjanowa, i tem samem wskazuje, że Lipsko osobnych praw i przywilejów miejskich nie miało. Przywilej wydany dla Floryjanowa na jarmarki i targi, na utrzymanie inagistratury według praw magdeburskich, jest wyraźnym dowodem, że to miejsce dla handlu dogodne było. Floryjan Łaszcz Nieledewski założył, obok miasteczka na wysepce zameczek drewniany, ten zaś będąc otoczonym wodą i bagnami, formował obronne miejsce. W zameczku, którego miejsce po dziś dzień widzieć się daje, w roku 1620 zgromadzona szlachta wyznania ewangelickiego naradzała się względem utrzymania drukarni, założonej w Łaszczowie. Czas i okoliczności szczęśliwe w przeciągu pół wieku, sprzyjaniem swoim nadały miasteczku tyle znaczenia i kredytu, iż kupcy tameczni katolicy i żydzi z Gdańskiem handel prowadząc, mieli zasoby towarów, kredyt i rzetelnych imię. Stan kwitnący nie długo uszczęśliwiał te miejsca; zachciało się Chmielnickiemu odwiedzić ziemię bełzką, jakoż nie czekając nowin z Warszawy, ruszył z całą potęgą przez Narol do Zamościa. Abraham Stern w opisie buntów ukraińskich tak się wyraża : Nieszczęście miasta Narola roku 1648. „Z pod Przemyśla poszli nieprzyjaciele do miasta Narola, obiegli je, tam zbierało się tysiącami panów i żydów, i nie znalazł się między niemi żaden Kozak. Narol składał się z trzech wielkich miast. (?) Żydzi tam będący chcieli wprawdzie z początku z tamtąd uciekać, ale dziedzic miasta niedopuścił, mówiąc im: Damy im odpór i będziemy przeciwko nim wojować, jak zrobiły inne miasta warowne. A gdy potem miasto zastało w oblężeniu, chcieli nieprzyjaciele ugodę zawrzeć, do czego żydzi przychylili się; lecz dziedzic miasta nie chciał. Wojował z nimi przez trzy dni, i położyli ogromną liczbę nieprzyjaciół trupem, ale potem gdy buntownik Chmielnicki przysłał jeszcze ogromne wojska, zdobył miasto d. 17. Heszwan 409. Naprzód zabili dziedzica miasta, nazwiskiem Łaszcz, zadali mu śmierć najdzikszym sposobem; potym wymordowali żydów różnemi barbarzynskiemi sposobami więcej, niż 12,000, bardzo wiele utonęto, kilkaset zamknęło się w bóżnicy; ale hajdamacy, wyłamawszy drzwi, zamordowali tam wszystkich, a potem spalili bóżnicę wraz z trupami. Takiego morderstwa jak w Narolu, nie było w całym kraju polskim. Wielu wziętych zostało prez Tatarów, w niewolę. Opowiadała jedna niewiasta, która została przy życiu między trupami, iż kilkaset: kobiet i dzieci i kilku mężczyzn zostających; między trupami, nie mając nic żywności, przez sześć dni musieli się żywić ciałem ludzkiem, odrzynali kawały z trupów, piekli i jedli. Wiele tysięcy trupów psy pożarły, a co z nich jeszcze zostało, wysłani zostali z miasta Przemyśla ludzie z płótnem kilkaset złotych kosztującem, którzy je poobwijali i pogrzebali.” Zwiedzając Narol, chciałem sprawdzić opisanie Abrahama Sterna wraz na miejscu, a jak to mówią przysłowiem: »Na gorącym uczynku! — W towarzystwie kilku osób, dokładnie położenie miejsca znających, przeglądnąłem całą okolicę; przechodząc przez rolę, zdybane skelety wziąłem za skazówkę w pobliżu znajdujących się grobów, i przekonałem się, że kilkaset wielkich jam tuż pod bokiem miasteczka wykopanych, zamknęło w sobie tysiące wyrżniętych ludzi. Przed tą rzezią, miasteczko Narol i Lipsko oblewał staw, otaczały bagna, a strażnica Łaszcza wzniesiona na małej wysepce, warowała miasteczkom jakie takie bezpieczeństwo. Chmielnicki rozłożył się taborem między Błażowem i Narolem; nieprzeliczone wojska kozackie dosięgały już przednią strażą Rybnicy: w dwa ramiona aż pod lasy lubyckie rozciągnięte niesforne gromady, objęły wokoło miasteczka Narol i Lipsko. — Jerzy Łaszcz, syn Floryjana Łaszcza Nieledewskiego, mąż rycerski, dziedzic Narola czyli tak zwanego Fioryjanowa, wyprawiwszy żonę i dzieci do Lublina, zamknął się w zbrojnicy wraz ze szlachtą, licznie z całej okolicy zgromadzoną. Zdawało się Łaszczowi, że niedostępne bagna i staw wąziutką groblą przedzielony, ochronią miasteczko od napadu Kozaków; pomylił się jednak w swojein mniemaniu, bo pod noc pierwszego dnia przybycia wojsk kozackich, z dwóch stron działa nieprzyjacielskie celnie na miasteczko wymierzone, burzyły jego domy. Zmierzch przerwał strzelanie z dział, ale za to Kozacy wpadli na groblę. Łaszcz każde poruszenie nieprzyjaciół pilnie uważając, stanął na grobli i dzielnie odpierał nacierających. Grób swój tu znalazło kilkaset Kozaków i kilkunastu szlachty: bitwa była mordercza, stokroć zwycięztwo Kozakom wydarte, utrzymało się przy orężu Łaszczą; wreszcie noc ciemna położyła kres dalszemu krwi rozlaniu: Kozacy ustąpili na ten sam pagórek, na którym dziś wznosi się pałac hrabiów Łosiów, a drużyna Łaszcza po ciemku oczyszczała z trupów groblę. O samem świtaniu wysłał Chmielnicki trębacza, oświadczając miasteczkom przebaczenie doznanego oporu, z warunkiem zachowania przy życiu, dostatkach, tak ich samych, jakoteż schronionych ludzi. Mieszczanie skłaniali się podpisać kapitulację, ale żydzi, których tam było kilkanaście tysięcy, odrzucili wniosek, jak wszędzie tak i tu lękliwi, nie mieli nadziei ocalenia życia, w otwartym boju szukając pewniejszej zguby. — Łaszcz na czele szlachty i dworzan swoich, uczynił wycieczkę, spędził Kozaków z pagórka, natłukł niemałą liczbę, kilka chorągwi odebrał i skrył się wnet do swej drewnianej zbrojnicy. Trzeba tu wiedzieć, że z okropną rzezią Narola i Lipska, wielki ma związek niejaki Michał młynarz, ten będąc chciwością zysku do czynu haniebnego powodowany, zamiast skarbów przyrzeczonych znalazł śmierć. Chmielnicki bowiem bacząc waleczność Łaszcza i niepodobieństwo wzięcia miasteczek za pośrednictwem wązkiej grobli, udał się do przekupstwa. Młynarz Michał opoiwszy straż polską przy młynie dla bezpieczeństwa postawioną, podniósł tamy i spuścił wodę. Łaszcz spokojnie zasypiał, nie marząc nawet o nieszczęściu miasteczek. Było to bowiem w nocy, Kozacy bagniste miejsca wyścieliwszy chrustem, dobrali się do stawu już spuszczonego i najpierw zaczęli nacierać na Łaszczowe gniazdo. Łaszcz porywa się ze snu, przywdziewa zbroję, szykuje na prędce zebranych dworzan, walczy z przemagającą siłą śród nocy, utracą kilkuset walecznych i nadedniem, po krwią zbroczonych komnatach, uchodzi ku wieży, z kąd kilka razy ze śmigownicy wystrzeliwszy, ranami okryty i krwią zlany, na pół żywy dostaje się w ręce Chmielnickiego. Zbrodniarze uradowani tak ważną dla siebie zdobyczą, bezbronnego więźnia obnażają, drą z niego pasy, ucinają pojedynczo członki, zgoła gdy się pastwią w kawały porzniętem ciałem, w tej chwili lont przypadkiem czy z rozmysłu położony na skrzyni z prochem, zapala wieko, a gdy Łaszcz w męczarni jękiem powietrze napełnia, proch zapalony wysadza zbrojnicę i pięćset Kozaków z niektórą starszyzną w drobne szczątki rozrywa. Tymczasem Chmielnicki owego Michała młynarza, domagającego się wypłaty umówionej sumy, jednem skinieniem na pal wbić rozkazał; szlachtę, duchowieństwo, mieszczan i żydów wpień wyciął, składy towarów, sprzętów, pieniądze, wytrzebił, wyrabował, i dopiero czwartego dnia, po zdobyciu Narola i Lipska, pod Zamość wyruszył. Tym sposobem upadło miasteczko, handel i przemysł jego nic wzniósł się już nigdy, a na miejscu teraz, gdzie niegdyś zbiór wody dwa miasteczka otaczał, dziś jest obszerna łąka i maleńka wysepka, ślad Łaszczowej zbrojnicy.Kościół w Narolu pod wezwaniem św. Floryjana pierwotnie od Floryjana Łaszcza Nieledewskiego założony, i długo po spaleniu Narola przez Kozaków zdziałanego, opustoszały, hojnem wsparciem dźwigniony został dopiero około roku 1770 przez Michała Łosia, kasztelana lwowskiego, i syna jego Felixa Antoniego, wojewodę pomorskiego. Kościół w Narolu zawiera w sobie rodzinne groby hrabiów z Grotkowa Łosiów. W kaplicy po prawej stronie jest pięć popiersi olejno na płótnie malowanych, pod czterema na marmurowych tablicach są napisy. Stary kościółek w Narolu, wzniesiony przez Floryjana Łuszcza, wytrwał aż do czasów napadu Chmielnickiego, roku 1648 wraz z pobożnymi chrześcijanami w perzynę obrócony. Metryki kościelne mówią te słowa: Zamykam księgi metryk, bo nieprzyjaciel ogniem i mieczem zbliża się do Narola. Wojewoda pomorski kościół, i wieżę wymurował i uposażył. Piękny pałac w Narolu, wzniesiony na pagórku, zbudowany w kształcie podkowy, herbu familijnego Łosiów zwanego Dąbrowa, na wzór włoski, co z kolumn przed bramą pałacu postawionych. Nad bramą ładnego kształtu, którą u góry w polu kolorowem herb Dąbrowa ozdabia. Na przyczółku pałacu jest umieszczone nazwisko założyciela i rok 1781. Oficyny tegoż gmachu odsłaniają się w kształtne arkady, na zakończeniu obu dwa piękne domy o kilku stopniach, wiele się przyłożyły do podniesienia piękności całej budowy. Ogród w stylu czasów Ludwika XIV, z szerokiemi alejami i gazonami róż, rozciąga się ku stronie północnej. Pałac zawiera pięćdziesiąt pokojów, z tych salon do tańców, ozdabia piękne malowidło al Fresco, wyobrażające wieżę na Bosforze i Rybołóstwo. W sali familijnej znajduje się piętnaście olejnych portretów, wyobrażających rodzinę hrabiów Łosiów. Za czasów wojewody pomorskiego, była w Narolu w pałacu szkoła dramatyczna i muzyczna. Tu przebywał Sagatyński, Bojanowicz jenerał w. p. i Jodko pułkownik inżynierów. Wojewoda sprzyjał naukom, otaczał się ludźmi uczonymi, wspierał sztuki nadobne i na swym dworze młódź szlachecką w naukach kształcił. W Narolu szkółkę trywialną założył, w pałacu piękny księgozbiór utrzymywał i pomnażał. Było tu niegdyś ciekawe archiwum, obejmujące różną korespondencyje, stare akta i rękopisy, piękne malowidła włoskiej i holenderskiej szkoły: dziś ledwie kilka szczątków pozostało. Jest tu kapliczka obrazkami z porcelany wyłożona, a kilkadziesiąt obrazów olejno malowanych, stanowią resztkę dawnego zbioru. W tym pałacu August II., król polski, powracając z Rawy ruskiej roku 1698, był hojnie przez właściciela podejmowany, z kąd drugiego dnia pobytu do Warszawy odjechał. Lud pospolity w majętności Narola zamieszkały, chociaż Rusinami otoczony, mówi czystą polszczyzną. Zdaje się że to jest osada mazowiecka, już od czasów książąt Mazowieckich w tych stronach zamieszkała. Nieraz tu usłyszysz śpiewki krakowskie, mazurskie, nieraz podumasz z myślą: coby ten lud w te miejsca sprowadzić mogło, a zajrzawszy w dzieje kraju, znajdziesz tysiące podobnych wędrówek, tysiące osad wiecznej amalgamy. Mogło się i Łaszczom spodobać miejsce, które li pod jakimiś warunkami osadnik nabywał, a ku pomnożeniu osady, dla wzajemnego porozumienia się i braterskiego pożycia, myśl filozoficzna, lud jednej mowy i zwyczajów, w te miejsca sprowadzała. Nie zbywało garnącym się do tego przytułku na potrzebach do życia. Okolica miła, drzewa, wody i gruntów urodzaj nych dostatek, bliski Zamość, niedaleki Lublin, ziemstwo i gród w Bełzie, stary trakt do Przemyśla, a z tamtąd do Dukli, jeżeli się nie mylę, łatwym był w owych czasach dla styczności z innemi miasteczkami ruskiemi i z handlem węgierskim. LUBYCZA
|