Ludwik Zieliński, Narol - Lubycza - Rawa - Żółkiew, cz. 1 i 2.

Opracowanie ©Paweł Rydzewski / www.roztocze.horyniec.net


Przeminęły wieki — ziemia została! — Ale czy ta sama warstwa ziemi, po której deptało krocie ludu, tocząc krwawe walki i gnieżdżąc się dla nadania imienia przyszłości? — Woda i czas, dwie siły, niczem niepokonane, biorąc w jednym dają drugiemu miejscu: tak wyraźnie widzieć można, że pokłady ziemne wodą ukształcone, przez deszcze i wylewy rzek, tu i ówdzie zebrane, osiadają znowu na innem miejscu tworząc urodzajną niwę. Z pyłu wszechmocną ręką rozgarniętego wyrasta plon i w pył obraca się: jego przemian historyja jest tylko pamiątką, księgą, na której kartach, karteczkach i świstkach blady typ przeszłości odcisnął wygasłe życie. Odwieczne życie natury daje tę pewność, że każda cząstka ziemi, w miarę przybytku czy ubycia sił rodnych, znęca lub oddala od siebie zwierzęta i ludzi. Nieurodzajnej, zimnej gleby nikt jeszcze nie zamieszkał z własnej chętki, a stare ludy osadzały w miejscach przyjaznych: instynkt, potrzeba lub doświadczenie przygód.    Piękna ta ziemia, urodzajna, W wielu miejscach pagórkami przedzielona, z położenia swego dla handlu dosyć korzystna, mogła być kiedyś podścicliskiem morza; jeżeli jakie morze w tym kraju przed wieki istniało ? — W podróży mojej po Galicyi, począwszy od Karpat, pilnie uważałem położenie gór: prawie wszystkie mają jeden kształt, z dwóch kończyn spiczaste, środkiem grube, podobne do jaja na pół przeciętego, nizinami i wąwozami przedzielone, spiczastem zakończeniem ku Bałtyckiemu morzu zwracać się zdają. Z tego wyraźnie widać, że woda wyżłobiła przedziały i spadając na obszary nizin mogła tworzyć jeziora lub morze.   Obwód żółkiewski, dawniej nazywany ziemią bełzką, dziś przypierający do Królestwa Polskiego i Gubernii Wołyńskiej, ku wschodowi rzeką Bugiem przerżnięty, ma grunta urodzajne, mokrzawiny i lasy, jak wielu twierdzi to wszystko ukształcone na starym namule morza. Piaszczyste grunta na kilka mil koło Mostów wielkich, mają swoje połączenie z tym piaskiem, który się rozsypuje na polach lubyckich, wjednem paśmie już nieprzerwanym niedaleko Narola, a z tamtąd ciągną się koło Lubaczowa, Oleszyc, do Sieniawy i Jarosławia, stykają się one z gruntami piasczystemi u brzegu Pilicy, w opoczyńskiem i radomskiem u brzegów Wisły, od Warki do Kazimierza w Podlaskiem i części północnego obwodu krasnystawskiego.   

Ta część Galicyi, co się opiera o granice Królestwa Polskiego, począwszy od Podgórza aż do Narola, ma najwięcej piasczystych gruntów, i te same piaski ciągle z sobą połączone, przebiegając w różnym kierunku Galicyję i Królestwo Polskie, giną na wybrzeżach Bałtyckiego morza. Do utworu gruntów ilastych, należą urodzajne przestrzenie ziemi pszennej od Krakowa do Wodzisławia i Korczyna, także od Sandomierza i Zawichoslu, przez Opatów do Słupi nowej i w Lubelskiem od Markuszewa przez Lublin, Krasnystaw aż do Bogu. Rozsiane urwiska skał czyli głazy narzutowe, ciągną się smugą od Warszawy do Nowego miasta nad Pilicą, Radomia i dalej pod Rzeszowem w Galicyi, a przez Lubelskie aż na Litwę, jedne się kończą pod Karpatami a drugie w południowej Rossyi. Ilaste grunta i narzuty skał granitowych na piasczystym obszarze jako wyspy wydać się mogą, ponieważ piasek obejmujący dwa wybrzeża rzek, Wisły i Sanu, a potem na kilka ramion w paśmie swym jest rozciągnięty pięćdziesiąt mil z okładem. Ten piasek, te grunta iliste, te odłamy skał granitowych, mokrzawiny i niedostępne bagna, wyraźnie świadczą o bytności morza, które niedalej jak dwoma tysiącami lat od nas oddalone, ustąpiło do Bałtyku, zostawując po sobie piasek, ślady ucieczki.   P. Michał Stroger powiada: Dalej na wschód ku Polsce i Rossyi grunt jest na przemian czarny, częścią bagnisty, glinkowaty, tu i ówdzie piasczysty i znowu gliniasty; ostatni jest tęgim w niektórych tylko okolicach, jak naprzykład około Złoczowa i Czortkowa. Gliniasty grunt bierze swój początek w piaskach za lasem lubyckim i przez wąwozy, lasy i pola ciągnie się kilkanaście mil w różnym kierunku aż ku wybrzeżom Dniestru, i dopiero w obwodzie zaleszczyckim w opokę przechodzi. W obwodzie żółkiewskim nie ma w znacznej ilości kamienia do łamania; miejsca od rzek oddalone, w których jest kamień szrutem zwany, nie mogą nam ułatwić związku z grnicą północno wschód nią: gościniec gzarpański ciągnie się od Żółkwi do Turynki gruntami piasczystemi i grząskiemi, dalej do Mostów wielkich tu i ówdzie bagnistetni, około Krystyjanpola. i do samej granicy rossyjskiej, większą część składa piasek i glina. Toż samo możemy powiedzieć i o drodze bełzkiej; uhrynowska prowadzi też piaskami i bagnami, po części trzęsawicą — zgoła zupełny brak kamienia w tych okolicach, jest przeszkodą w założeniu dróg bitych.   Z takiego opisu położenia ziemi bełzkiej, nie należy brać wniosek dla tych miejsc niekorzystny, owszem warstwa ziemi na dawnym namule morza istniejąca, przedzielona piaskami, gliną i mokrzawiną, wystarcza na obfity plon pszenicy, żyta, jęczmienia i hreczki. Obszerne lasy, dostatek zwierzyny, a przy oględnem gospodarstwie roztropnie urządzone pasieki, mogą stanowić niemało dochody. Połączenie murowanych gościńców z główną drogą, którą rząd zamyśla prowadzić z Lubyczy, okolicą Narola, aż do Jarosławia, rokuje wielkie dla tamtych stron pożytki.

NAROL

Wieś Narol, miasteczko Narol i miasteczko Lipsko, każde o kilkadziesiąt kroków od siebie oddalone, a wszystkie razem gnieżdżą się na jednej równinie przy wybrzeżu rzeczki Tanwicy. W starych aktach, miasteczka Narola dotyczących, z czasów panowania Zygmunta III, jest mowa o rzece Tanwicy. Źródłosłów rzeki spoczywa na Wiecy, zgromadzeniu szlachty, która się na roli zgromadzać mogła około rzeczki: co w powszechnem używaniu i wyrażeniu Tam – wieca, Naroli, zamieniło się w nazwisko rzeczki i osady, która z tytułu tegoż zgromadzenia, była pewnie w tem miejscu. Wioska Narol jest dawniejsza od miasteczka pod nazwą Floryjanów znanego, a Lipsko nieco później od Lipskich zostało założone. Dwa te miasteczka wraz z wioską Narolem i Bełżcem, pół mili drogi oddalonym, leżą na gruntach niegdyś przeworskich. Bełżec założony w XV wieku przez Jana Żakowskiego herbu Jastrzębiec, ten albowiem nabywszy dóbr w województwie bełzkiem, założył wieś Bełżec, od którego Bełzeckim zwać się począł. Ta majętność na samej granicy polskiej położona, wraz z wioską Narolem i gruntami przyległemi, należała do Bełzeckich: przy końcu wieku XV. wioska Narol, położona nad rzeką Tanwicą, była własnością szlachetnej rodziny Marcinowskich Toporczyków, a przez związek małżeński przeszła w dom Łaszczów. Floryjan Łaszcz Nieledewski, syn Stanisława Wojskiego Horodelskicgo, za przywilejem Stefana Batorego r. 1585 założył miasteczko Floryjanów, a Zygmunt III. przywilejem swym z dnia 2go października r. 1592 w Warszawie wydanym, na rzecz tegoż Łaszczą Nieledewskiego, jarmarki w miasteczku Floryjanowie utwierdza, prawem teutońskiem i magdeburskiem sądzić się przykazuje. Roku 1600 Samuel Lipski herbu Grabie, syn Swentosława podkomorzego bełzkiego i Anny Podhoreckiej, sędzia ziemski bełzki, marszałek trybunału koronnego za Zygmunta III., za przywilejem królewskim założył miasteczko Lipsko na gruntach przeworskich. Tak w jednym prawie czasie powstały obok siebie dwa małe miasteczka: Floryjanów dziedzictwo Łaszczów Nieledewskich, i Lipsko siedziba znakomitej rodziny Lipskich herbu Grabie. — Czy te dwa miasteczka z położenia swego, bagnistą, doliną otoczone między dwoma wzgórzami, dla stanowiska, handlowego dogodne i w tej myśli założone były, czy dla miejsca nie tak łatwo dostępnego w czasach wojen i napadów tatarskich za ochronę służyć miały; ani w pierwszym ani w drugim przywileju królewskim, powodu założenia nie wyrażono. W przywileju danym dla Floryjanowa, zastrzeżone jamarki, były częstym powodem kłótni i procesów między dwoma miasteczkami, lecz sąd grodzki bełzki r. 1647 przytaczając przywilej Zygmunta III. wydany na jarmarki, i utwierdzający sąd miejski według praw teutońskich, magdeburskich dla miasteczka Floryjanowa, temuż miasteczku rzeczony sąd grodzki, przed miasteczkiem Lipskiem pierwszeństwo daje. Wyrokiem swoim, wspartym powagą przywileju Zygmunta III., skłania, że tak rzekę, Lipsko, sądzić się w magistracie Fioryjanowa, i tem samem wskazuje, że Lipsko osobnych praw i przywilejów miejskich nie miało. Przywilej wydany dla Floryjanowa na jarmarki i targi, na utrzymanie inagistratury według praw magdeburskich, jest wyraźnym dowodem, że to miejsce dla handlu dogodne było. Floryjan Łaszcz Nieledewski założył, obok miasteczka na wysepce zameczek drewniany, ten zaś będąc otoczonym wodą i bagnami, formował obronne miejsce. W zameczku, którego miejsce po dziś dzień widzieć się daje, w roku 1620 zgromadzona szlachta wyznania ewangelickiego naradzała się względem utrzymania drukarni, założonej w Łaszczowie. Czas i okoliczności szczęśliwe w przeciągu pół wieku, sprzyjaniem swoim nadały miasteczku tyle znaczenia i kredytu, iż kupcy tameczni katolicy i żydzi z Gdańskiem handel prowadząc, mieli zasoby towarów, kredyt i rzetelnych imię. Stan kwitnący nie długo uszczęśliwiał te miejsca; zachciało się Chmielnickiemu odwiedzić ziemię bełzką, jakoż nie czekając nowin z Warszawy, ruszył z całą potęgą przez Narol do Zamościa. Abraham Stern w opisie buntów ukraińskich tak się wyraża : 

Nieszczęście miasta Narola roku 1648. 

„Z pod Przemyśla poszli nieprzyjaciele do miasta Narola, obiegli je, tam zbierało się tysiącami panów i żydów, i nie znalazł się między niemi żaden Kozak. Narol składał się z trzech wielkich miast. (?) Żydzi tam będący chcieli wprawdzie z początku z tamtąd uciekać, ale dziedzic miasta niedopuścił, mówiąc im: Damy im odpór i będziemy przeciwko nim wojować, jak zrobiły inne miasta warowne. A gdy potem miasto zastało w oblężeniu, chcieli nieprzyjaciele ugodę zawrzeć, do czego żydzi przychylili się; lecz dziedzic miasta nie chciał. Wojował z nimi przez trzy dni, i położyli ogromną liczbę nieprzyjaciół trupem, ale potem gdy buntownik Chmielnicki przysłał jeszcze ogromne wojska, zdobył miasto d. 17. Heszwan 409. Naprzód zabili dziedzica miasta, nazwiskiem Łaszcz, zadali mu śmierć najdzikszym sposobem; potym wymordowali żydów różnemi barbarzynskiemi sposobami więcej, niż 12,000, bardzo wiele utonęto, kilkaset zamknęło się w bóżnicy; ale hajdamacy, wyłamawszy drzwi, zamordowali tam wszystkich, a potem spalili bóżnicę wraz z trupami. Takiego morderstwa jak w Narolu, nie było w całym kraju polskim. Wielu wziętych zostało prez Tatarów, w niewolę. Opowiadała jedna niewiasta, która została przy życiu między trupami, iż kilkaset: kobiet i dzieci i kilku mężczyzn zostających; między trupami, nie mając nic żywności, przez sześć dni musieli się żywić ciałem ludzkiem, odrzynali kawały z trupów, piekli i jedli. Wiele tysięcy trupów psy pożarły, a co z nich jeszcze zostało, wysłani zostali z miasta Przemyśla ludzie z płótnem kilkaset złotych kosztującem, którzy je poobwijali i pogrzebali.”   

Zwiedzając Narol, chciałem sprawdzić opisanie Abrahama Sterna wraz na miejscu, a jak to mówią przysłowiem: »Na gorącym uczynku! — W towarzystwie kilku osób, dokładnie położenie miejsca znających, przeglądnąłem całą okolicę; przechodząc przez rolę, zdybane skelety wziąłem za skazówkę w pobliżu znajdujących się grobów, i przekonałem się, że kilkaset wielkich jam tuż pod bokiem miasteczka wykopanych, zamknęło w sobie tysiące wyrżniętych ludzi. Przed tą rzezią, miasteczko Narol i Lipsko oblewał staw, otaczały bagna, a strażnica Łaszcza wzniesiona na małej wysepce, warowała miasteczkom jakie takie bezpieczeństwo. Chmielnicki rozłożył się taborem między Błażowem i Narolem; nieprzeliczone wojska kozackie dosięgały już przednią strażą Rybnicy: w dwa ramiona aż pod lasy lubyckie rozciągnięte niesforne gromady, objęły wokoło miasteczka Narol i Lipsko. — Jerzy Łaszcz, syn Floryjana Łaszcza Nieledewskiego, mąż rycerski, dziedzic Narola czyli tak zwanego Fioryjanowa, wyprawiwszy żonę i dzieci do Lublina, zamknął się w zbrojnicy wraz ze szlachtą, licznie z całej okolicy zgromadzoną. Zdawało się Łaszczowi, że niedostępne bagna i staw wąziutką groblą przedzielony, ochronią miasteczko od napadu Kozaków; pomylił się jednak w swojein mniemaniu, bo pod noc pierwszego dnia przybycia wojsk kozackich, z dwóch stron działa nieprzyjacielskie celnie na miasteczko wymierzone, burzyły jego domy. Zmierzch przerwał strzelanie z dział, ale za to Kozacy wpadli na groblę. Łaszcz każde poruszenie nieprzyjaciół pilnie uważając, stanął na grobli i dzielnie odpierał nacierających. Grób swój tu znalazło kilkaset Kozaków i kilkunastu szlachty: bitwa była mordercza, stokroć zwycięztwo Kozakom wydarte, utrzymało się przy orężu Łaszczą; wreszcie noc ciemna położyła kres dalszemu krwi rozlaniu: Kozacy ustąpili na ten sam pagórek, na którym dziś wznosi się pałac hrabiów Łosiów, a drużyna Łaszcza po ciemku oczyszczała z trupów groblę. O samem świtaniu wysłał Chmielnicki trębacza, oświadczając miasteczkom przebaczenie doznanego oporu, z warunkiem zachowania przy życiu, dostatkach, tak ich samych, jakoteż schronionych ludzi. Mieszczanie skłaniali się podpisać kapitulację, ale żydzi, których tam było kilkanaście tysięcy, odrzucili wniosek, jak wszędzie tak i tu lękliwi, nie mieli nadziei ocalenia życia, w otwartym boju szukając pewniejszej zguby. — Łaszcz na czele szlachty i dworzan swoich, uczynił wycieczkę, spędził Kozaków z pagórka, natłukł niemałą liczbę, kilka chorągwi odebrał i skrył się wnet do swej drewnianej zbrojnicy. Trzeba tu wiedzieć, że z okropną rzezią Narola i Lipska, wielki ma związek niejaki Michał młynarz, ten będąc chciwością zysku do czynu haniebnego powodowany, zamiast skarbów przyrzeczonych znalazł śmierć. Chmielnicki bowiem bacząc waleczność Łaszcza i niepodobieństwo wzięcia miasteczek za pośrednictwem wązkiej grobli, udał się do przekupstwa. Młynarz Michał opoiwszy straż polską przy młynie dla bezpieczeństwa postawioną, podniósł tamy i spuścił wodę. Łaszcz spokojnie zasypiał, nie marząc nawet o nieszczęściu miasteczek. Było to bowiem w nocy, Kozacy bagniste miejsca wyścieliwszy chrustem, dobrali się do stawu już spuszczonego i najpierw zaczęli nacierać na Łaszczowe gniazdo. Łaszcz porywa się ze snu, przywdziewa zbroję, szykuje na prędce zebranych dworzan, walczy z przemagającą siłą śród nocy, utracą kilkuset walecznych i nadedniem, po krwią zbroczonych komnatach, uchodzi ku wieży, z kąd kilka razy ze śmigownicy wystrzeliwszy, ranami okryty i krwią zlany, na pół żywy dostaje się w ręce Chmielnickiego. Zbrodniarze uradowani tak ważną dla siebie zdobyczą, bezbronnego więźnia obnażają, drą z niego pasy, ucinają pojedynczo członki, zgoła gdy się pastwią w kawały porzniętem ciałem, w tej chwili lont przypadkiem czy z rozmysłu położony na skrzyni z prochem, zapala wieko, a gdy Łaszcz w męczarni jękiem powietrze napełnia, proch zapalony wysadza zbrojnicę i pięćset Kozaków z niektórą starszyzną w drobne szczątki rozrywa. Tymczasem Chmielnicki owego Michała młynarza, domagającego się wypłaty umówionej sumy, jednem skinieniem na pal wbić rozkazał; szlachtę, duchowieństwo, mieszczan i żydów wpień wyciął, składy towarów, sprzętów, pieniądze, wytrzebił, wyrabował, i dopiero czwartego dnia, po zdobyciu Narola i Lipska, pod Zamość wyruszył.   Tym sposobem upadło miasteczko, handel i przemysł jego nic wzniósł się już nigdy, a na miejscu teraz, gdzie niegdyś zbiór wody dwa miasteczka otaczał, dziś jest obszerna łąka i maleńka wysepka, ślad Łaszczowej zbrojnicy.Kościół w Narolu pod wezwaniem św. Floryjana pierwotnie od Floryjana Łaszcza Nieledewskiego założony, i długo po spaleniu Narola przez Kozaków zdziałanego, opustoszały, hojnem wsparciem dźwigniony został dopiero około roku 1770 przez Michała Łosia, kasztelana lwowskiego, i syna jego Felixa Antoniego, wojewodę pomorskiego. Kościół w Narolu zawiera w sobie rodzinne groby hrabiów z Grotkowa Łosiów. W kaplicy po prawej stronie jest pięć popiersi olejno na płótnie malowanych, pod czterema na marmurowych tablicach są napisy. Stary kościółek w Narolu, wzniesiony przez Floryjana Łuszcza, wytrwał aż do czasów napadu Chmielnickiego, roku 1648 wraz z pobożnymi chrześcijanami w perzynę obrócony. Metryki kościelne mówią te słowa: Zamykam księgi metryk, bo nieprzyjaciel ogniem i mieczem zbliża się do Narola. Wojewoda pomorski kościół, i wieżę wymurował i uposażył.   

Piękny pałac w Narolu, wzniesiony na pagórku, zbudowany w kształcie podkowy, herbu familijnego Łosiów zwanego Dąbrowa, na wzór włoski, co z kolumn przed bramą pałacu postawionych. Nad bramą ładnego kształtu, którą u góry w polu kolorowem herb Dąbrowa ozdabia. Na przyczółku pałacu jest umieszczone nazwisko założyciela i rok 1781. Oficyny tegoż gmachu odsłaniają się w kształtne arkady, na zakończeniu obu dwa piękne domy o kilku stopniach, wiele się przyłożyły do podniesienia piękności całej budowy. Ogród w stylu czasów Ludwika XIV, z szerokiemi alejami i gazonami róż, rozciąga się ku stronie północnej. Pałac zawiera pięćdziesiąt pokojów, z tych salon do tańców, ozdabia piękne malowidło al Fresco, wyobrażające wieżę na Bosforze i Rybołóstwo. W sali familijnej znajduje się piętnaście olejnych portretów, wyobrażających rodzinę hrabiów Łosiów. Za czasów wojewody pomorskiego, była w Narolu w pałacu szkoła dramatyczna i muzyczna. Tu przebywał Sagatyński, Bojanowicz jenerał w. p. i Jodko pułkownik inżynierów. Wojewoda sprzyjał naukom, otaczał się ludźmi uczonymi, wspierał sztuki nadobne i na swym dworze młódź szlachecką w naukach kształcił. W Narolu szkółkę trywialną założył, w pałacu piękny księgozbiór utrzymywał i pomnażał. Było tu niegdyś ciekawe archiwum, obejmujące różną korespondencyje, stare akta i rękopisy, piękne malowidła włoskiej i holenderskiej szkoły: dziś ledwie kilka szczątków pozostało. Jest tu kapliczka obrazkami z porcelany wyłożona, a kilkadziesiąt obrazów olejno malowanych, stanowią resztkę dawnego zbioru. W tym pałacu August II., król polski, powracając z Rawy ruskiej roku 1698, był hojnie przez właściciela podejmowany, z kąd drugiego dnia pobytu do Warszawy odjechał. Lud pospolity w majętności Narola zamieszkały, chociaż Rusinami otoczony, mówi czystą polszczyzną. Zdaje się że to jest osada mazowiecka, już od czasów książąt Mazowieckich w tych stronach zamieszkała. Nieraz tu usłyszysz śpiewki krakowskie, mazurskie, nieraz podumasz z myślą: coby ten lud w te miejsca sprowadzić mogło, a zajrzawszy w dzieje kraju, znajdziesz tysiące podobnych wędrówek, tysiące osad wiecznej amalgamy. Mogło się i Łaszczom spodobać miejsce, które li pod jakimiś warunkami osadnik nabywał, a ku pomnożeniu osady, dla wzajemnego porozumienia się i braterskiego pożycia, myśl filozoficzna, lud jednej mowy i zwyczajów, w te miejsca sprowadzała. Nie zbywało garnącym się do tego przytułku na potrzebach do życia. Okolica miła, drzewa, wody i gruntów urodzaj nych dostatek, bliski Zamość, niedaleki Lublin, ziemstwo i gród w Bełzie, stary trakt do Przemyśla, a z tamtąd do Dukli, jeżeli się nie mylę, łatwym był w owych czasach dla styczności z innemi miasteczkami ruskiemi i z handlem węgierskim.

LUBYCZA

Grzązkim piaskiem i najgorszą w świecie drogą, wydobyłem się do Lubyczy, lichego miasteczka, złożonego z mieszkańców sołtysów i kilku żydów. Przez niewiadomość, rościło sobie to miasteczko prawa do kniaztwa: to jest każdy mieszkaniec tameczny na zasadzie starego szpargału pargaminowego, który od wieku w garnku zaszpuntowany na pułapie spoczywał, od trzystu lat niewidząc się z bożym światem, od nikogo nieczytany; otóż na mocy tego nigdy nieczytanego przywileju, każdy mieszkaniec lubycki dowodził i uznawał się kniaziem: niewiedząc wcale jakie ma znaczenie dla Lubyczy słowo Kniaż.Tak uznawali się szlachtą mieszkańcy kilku wsi w Galicyi, a między innemi cała osada w Kulczycach. Dało to powód nieświadomym historyi kraju, praw i zwyczajów, do wniosków dość śmiesznych. Utrzymywnno bowiem nietylko za granicą, ale co gorsza nawet w kraju, że królowa Bona i inni królowie polscy, przejeżdżając przez te wsie, z szczególniejszych względów mieszkańcom przywilejów na szlachectwo udzielali. — Ani królowa Bona, ani inny król polski nikogo nicpodnosił do miana szlachty, bez uprzednich zasług zaleconych od hetmanów, ministrów itd. Zalecenia te z wyszczególnieniem zasług, po dobrej rozwadze i niemałych sporach, w czasie sejmu były królom przedstawione, a król za zgodą stanów Korony i Litwy, nobilitacyje rozdawał. Nigdy więc nie było tego wypadku, ażeby całkowite wsie lub miasteczka w stan szlachecki przechodziły. Pamiętniki Albrychta Radziwiłła wyjaśniły pomyłkę w przywileju książęcia Ziemowita, danym kniaziom lubyckim. W dawnych czasarch nieprzywiązywano wielkiej wagi do słowa samego, raczej do urzędu lub godności, i była różnica w przydatkowem słowie. Ksiądz litewski znaczył księcia, a ksiądz wileński znaczył biskupa. Kniaź wołoski w przywileju dla Lubyczy, znamionuje sołtysa, bo Wołosza nigdy książąt nie znała tylko hospodarów. Kniaź na Rusi i Litwie znaczy książę, a kniaż przez ż jest to zwykły sołtys. Takim sołtysom czyli kniażom z Wołoszy przybyłym, Ziemowit książę, nadał grunta w Lubyczy. Potomkom kniażów (sołtysów) lubyckich, uroiło się w głowie księztwo, a rozsiewacze błędów, nieświadomi historyi narodu, utwierdzali ich w tem mniemaniu.Lubycza nigdy swoich praw z tytułu szlachectwa nie miała, rządziła się prawem teutońskiem, i po trzykrotnem spaleniu w lichą wioskę przeistoczona, dopiero za Augusta II. Sasa do dawnego stanu powróciła, należąc ciągło do starostwa rzeczyckiego. Roku 1812 była własnością Franciszka hr. Romanowskicgo, roku 1830 Henryk baron Leibnitz przyległości w raz z lasem kupił na publicznej licytacji za 24,450 złr. m. k. To wszystko jest teraz własnością Józefa książęcia Woronicckiego. Sama Lubycza dla siebie jest własnością sołtysów tak zwanych Freibauer, do których jeden folwark z okolicy należy. — Jest tu cerkiew kształtnie murowana; stara fundacyja opiera się na czasach książęcia Ziemowita. Zdarzył mi się czytać dokument, niedawnych czasów sięgający, z którego dojść można całego pasma bezprawiów i niesforności dawnej osady lubyckiej. Oto jest dosłowny wypis ceregrafu: „Ja niże wyrażony daje Dokument Kniażiom Lubyckim, Jakom uczynił Przysięgę przed urzędem Kniażtwa Lubyckiego iż od tego czasu i dnia niżej wyrażonego, Po uczyniony Przysiądze, przydam te słowa: że już niebędę zaczynać żadnego Interessu gwałtownego po nocy ani po dniowi, zboża zbierać, grunta odbierać, do śmierci y dzieciom swoim zakazuję aby takich gwałtów i szkody Kniażom nie czynili. Na to się podpisuję Ręką moją własną. Jako nieumiejący pisma, kładę znak Krzyża Ś. Tymko Obdynko”.Niepołożono wszakże dnia i roku, i tem samem Tymko nic był obowiązanym dotrzymać przyrzeczenia. Stało się to jednak roku 1760. Tymko od innych możniejszy, a pewnie i więcej wykrętów posiadając, nie położywszy daty roku i dnia, zaraz w tydzień po uczynionej przysiędze zajechał pszenicę sąsiada Mikołaja i zagrabił mu co do źdźbła. Urząd lubycki był zmuszony na odwet zagrabić godną osobę Tymka, stąd rwetes i zabijatyka. Pałkami uzbrojeni kniażowie napadli dom Tymka, złupili i dom spalili. Pokrewni i przyjaciele Tymka podpalili znowu swoich przeciwników, spaliła się więc Lubycza, proces do grodu bełzkiego zaniesiony, wytoczył się przed króla, i trwał tak długo aż Tymko pałkami zbity umarł, a reszta zacnych kniażów nie mając na czem poszukiwać spalonych majętności, rozpierzchła się za chlebem po kraju. Z tych jedni poszli na Zaporoże, drudzy w opryszki, inni znaleźli miejsce w wojsku krajowem, a mała tylko liczba spokojniejszych i uczciwszych na gruntach nowo chałupy pobudowawszy, dzisiejszą generacyję rozpoczęła.

RAWA RUSKA

Cesarska murowana droga prowadzi przez las do Rawy ruskiej. Lecz najpierw spotkać się musisz z obdrapaną żydowska, osadą. Jak dalekiej sięga starożytności, nic umiem powiedzieć, chyba zapytawszy izraelity, który utwierdzi każdego badacza starożytności, że po zburzeniu Jerozolimy była założoną. Dalej leży w pięknej okolicy włość Hrebenica pna adwokata Piwockicgo. Miłośnicy sławiańskich dziejów, będą wywodzić nazwę od słowa Hrebe, pohrebe, smentarz, pogrzebalnia. I ja także byłbym tego zdania, gdyby nie słowo Hrebeń, grzebień — otóż z tego wyrosło gniazdo grzebieniarzy, fabrykantów grzebieni, którzy słowiańskim czuprynom niemałej dodały ogłady; dziś nie ma ta żadnych śladów grzebienia, poznać to po rudych włosach zacnych mieszkańców. Okolica wszakże jest przyjemna, kilka pagórków, kilka karczem wyglądających na upatrzonego, tu i ówdzie lasek, parę krówek i bosy pastuszek kłapiąc od zimna zębami, zazdrosnym okiem spogląda na tych, którym opatrzność buty rozdała. Historycznych pamiątek nie szukaj, nie pytaj: raz tylko zawieruszył się w te strony oddział wojska z komendy Koniecpolskiego, za Jana Kazimierza; wytrzebił kury, wyłowił gęsi, biorąc jedno za Hibernę, drugie na pamiątkę. Ztąd to urosła w okolicy u ludu obszerna gawęda o Hibernie, która alias smok, mieszkańca wypłoszyła w lasy. Morowe powietrze także nawiedziło te strony; sielanie utrzymują z wiary godnego podania sprawcą tego nieszczęścin psa czarnego, który od wschodu przywędrował i co noc za Rawą ruską na pagórku zasiadłszy, wył przeraźliwie i powietrze morowe za swym głosem prowadził. W połowie wieku ośmastego pochwycono tu cztery czarownice; z tych jedna drapnęła szczęśliwie na Łysą górę, pozostałe towarzyszki sąd miejski rawski skazał do kuny, aby ludziom nic były szkodliwe. — Wjeżdżając z pagórka do Rawy ruskiej, dziwiłem się, że Święcki w opisaniu miasteczek, Rawę ruskią pominął. — Na pagórku wznosi się klasztor Reformatów, założony przez pobożnego Andrzeja Rzeczyckiego, starosty rzeczyckiego, niegdyś dziedzica Rawy ruskiej. Po drugiej stronie jest dom na piętro, mieszkanie dzisiejszego dziedzica Józefa hrabi Jabłonowskiego. Z tąd najlepszy widok na miasteczko, otoczono przyjemną okolicą: rzeczka pod bokiem, pagórki i gaje zdala rozrzucono, miejscu temu niemało powabu dodają. Miasteczko schludne, porządnie utrzymane, ozdabia ratusz, wzniesiony staraniem i kosztem dziedzica, podobno według planu p. Rawskiego. — Budowa gmachu zupełnie oryginalna w duchu naszego wieku, ni to jońskiego ni koryntskiego porządku, do obu przecie zbliżona, gustowna, zgoła ładna. Znacznie się odróżnia od wielu galicyjskich tego rodzaju gmachów, i w nim też jest główna myśl architekta. Przejezdny rzuci okiem na tę budowę i będzie podziwiać pracowicie wykończony plan, inny może zgani koszt łożony, pracę podjętą, a nam wypadnie powiedzieć, że każdej porządnej budowy jednakowy jest koszt — czemuż chronić się od nadawania piękności murom, a żądać jednostajności tak nudnej, tak smutnej, która wszystkich przeżyje, a sama siebie nie może przeżyć.— Podobał mi sie gust budowniczego; dziedzica zaś chwalę, że groszy skrzętnie zbieranych, użył na cel chwalebny.Rawa ruska zarwała także coś z historyi kraju: ma swoje podania i daty, nie bardzo świetne i nie blade; naprzykład z czasów Zygmunta starego roku 1509 wojska Bogdana, wojewody wołoskiego, przedzierając się oddziałami w te strony, wielkie spustoszenie zdziałały w Rawie i okolicy, lecz nie bawiąc 24 godzin, ustąpiły na Pokucie. — Rawa była miejscem schronienia kilku dysydentów za Zygmunia III. Luterani mieli nawet swój kościółek. Otwinowski w Pamiętnikach do panowania Augusta II. na stronie 12. i Bandtkie w Historyi Królestwa Polskiego, wyrażają się prawie we słowa : „Król August II. r. 1698 powracając z kampanij brzeżańskiej, w ruskiej Rawie zjechał się z carem moskiewskim Piotrem Alexowiczem, powracającym z Holandyi; tam z sobą wiecznej przyjaźni zawiązali związek, umówiwszy sekretnie wojnę z Szwedem.”Skutkiem tej umowy, August II. zwojowany przez Szweda, nie na długo wprawdzie, jednakżo utracił koronę, a car Piotr Alexiewicz zgniótł pod Benderem potęgę Karola XII. W roku 1715 wojska saskie i polskie dla zakończenia wzajemnego prześladowania, za wdaniem się senatorów umówiwszy zawieszenie broni, Rawę ruską na miejsce układać się mającego traktatu obrali. Wnet tedy po nowym roku 1716 zjechały się strony na traktat do Rawy ruskiej. Dworno i buńczuczno przybył tu pan Rożnowski, w kolebie pozłacanej wjechał do miasta. W kilka godzin zjawił się pan Czacki, konno wjeżdżał w towarzystwie licznej zgrai przyjaciół. Pan Kos z żydkiem, sekretarzem swoim, wleciał taradajką, mając hajduków z przodu i z tyłu konno harcujących; a że był sędzią ziemi chełmskiej, więc miał tu wiele powagi. Od Sasów przybył dworno Sapieha, pisarz polny litewski, Fleming i Goltz; zjechał też i hetman Sieniawski z żoną swoją, spodziewając się, że mu owym traktatem komenda będzie przywróconą, ale to żadną miarą być nie mogło.— Wnet po owym zjeździe zebrały się strony do narady; licha karczma żydowska na prędce wybielona, posłużyła na salę zgromadzenia. Arendarz wytaszczył się z bebechami i bachurami na poddasze; izbę szynkowną ubrano w kobierce, podłogę wyścielono suknem, postawiono długi stół na środku z krucyfiksem. Towarzysz znaku pancernego, pan Nalejko, zastąpił woźnego, przywołał obie strony do stołu, wyrecytował z rejestru krzywdy kraju i narodu, doświadczone od Sasów; wyliczył wojsk saskich zasługi, powody ukarmiania się chlebem polskim, a chociaż pozwanych nie było, ze zwyczaju trybunalskiego na ustęp prosił. Spisano traktat w ten sens: Saskie wojska miały wychodzić z Polski, ale przód rozkazano im dać z dymu po 10 tynfów; te pieniądze mieli Sasi sami wybierać, z województw ustępywać, a w tych miejscach miała być wojskom polskiem wolna lokacyja pod komendą i za uniwersałem marszałka konfederacyi.Leduchowski, jak mu przysłano punkta tego traktatu, dużo się na nie zmarszczył. Konfederacyja nieakceptowała całego traktatu, a deputowani ubawiwszy się na traktamentach, rozjechali się do domów (Otwinowski). Kos, sędzia, pozostał i kilkudniowym spekulacyjom z żydkami winien był pomnożenie swego majątku. Najpiękniej wyśpiewał on swoją czynność, Sasom i konfederacyi sprzyjał — tym i owym był wiernym liwerantem.Roku 1756 dziedzicem Rawy ruskiej był Andrzej Rzeczycki, starosta rzeczycki, z żoną Aryandą Katarzyną z domu hrabianką Krasicką. Roku 1791 Franciszek Głogowski, starosta krzywiecki, z żoną Barbarą Zapłatyńską. Roku 1834 Rawa ruska była własnością Józefa i Ludwika braci Jabłonowskich; dziś jest własnością Józefa hr. Jabłonowskicgo.

ŻÓŁKIEW

Cztery i pół mili cesarską drogą i nieprzerwaną równiną jedzie się z Rawy do Żółkwi. — Żółkiew na milę w oddaleniu, pysznie się wydaje; podobne jest do wielkiego miasta, lecz przy ciagłem zbliżaniu się niknie i maleje. Założenie Żółkwi nie zbyt dalekiej sięga starożytności: Regina z Herburtów, żona Stanisława Żółkiewskiego, hetmana, mając tu włość czyli osadę, podała myśl założenia miasteczka na imię Żółkiewskich. Hetman pochwalił zamiary żony swej; i tak w krótkim czasie z ubogiej osady powstało miasteczko warowne. Leży ono na dolinie w pięknej okolicy, otoczone rzeczką Świnią, z natury swej brudną, od zachodu okolone pasmem lesistych wzgórków. Miasto jest obwodowe; ma dwa opactwa, łacińskie i ruskie; dwa kościoły, farny kościół w stylu szlachetnym , oraz klasztor Dominikanów i Bazylianów. Kościół famy prawie w środku miasta, niedaleko bramy Rawskiej: jest też i najpiękniejszą jego ozdobą. Kilkanaście stopni nad poziom miasta wzniesiony, z daleka widziany, ciekawych przynęca. Stary organista , ułamek z wieku ośmnastego, najdawniejszy sługa tej świątyni, chodząca historyja Żółkwi, znając tu naddziadów, ich wnuki i prawnuki, wszelkie przygody i nieszczęścia: podejmuje się zawsze być w tej świątyni przewodnikiem i opowiadaczem. — „Oto są pomniki Żółkiewskich , mówił organista; marmur czarny przeżył wieki sławy; dwieście dwadzieścia i jeden lat minęło siódmego października, jak na polach cecorskich pod Buszą poległ Stanisław Żółkiewski. Dwa wieki patrzą na nas!” — Zwłoki hetmana spoczywają pod kościołem; ten pomnik po lewej stronie jest tylko jego nagrobkiem, wspiera się na słupach z kararyjskiego marmuru. Jedna figura wyobraża Stanisława, a druga jego syna. Na przeciwko nagrobek żony Stanisława Reginy z Herburtów i córki Zofii, żony Daniłowicza; a ten obraz olejno malowany, wyobraża jej syna Stanisława Daniłowicza. Ledwie skończyłem mój wywód jenealogiczny, już organista rozpowiadał dalszy ciąg przerwanych pamiątek. — Stojemy w tem miejscu, gdzie roku 1694, a sto czterdzieści lat temu, klęczał przed majestatem Stwórcy król Jan III. , studiując nabożeństwa przed wydaniem swej córki za mąż elektorowi bawarskiemu. W żółkiewskim zamku spisana umowa przedślubna wniosła w dom elektorów posag, dany z ręki, króla Jana III. czterykroć sto tysięcy talarów bitych, a od królowej jmć. oprócz wyprawy i klejnotów, złota i srebra, w gotówce sto tysięcy talarów.— Elektor w sposobie reformacyi, oddał swej żonie zamek i miasto Wasserburg.Zimne, nieogrzewane ściany mają to do siebie, że w tych miejscach, gdzie się obrazy znajdują, wilgoci naciągają, takowe malowidłom udzielając, najpierw koloryt, a potem płótno niszczą. Chcąc zabezpieczyć obrazy od podobnego zniszczenia, należy je odsunąć na kilka cali od ściany, aby powietrze przeciągiem swym wilgoć osuszyć mogło. Kilka innych obrazów, znajdujących się w kościele, jest roboty Basylego ze Lwowa, sławnego malarza ruskiego, który bawił przy dworze króla Jana III. Niektóre obrazy wybornie wykonane, zdumiewają nawet tegoczesnych malarzy. — Znowu organista przerwał moje uwagi, pokazując dwa ołtarze pięknej rzeźby, sprawione kosztem Reginy Żółkiewskiej. Z rzeźby dwóch żółkiewskich ołtarzów powziąć można dokładne wyobrażenie rysunku i sztuki malarskiej u starożytnych Polaków. — W Polsce dawniej każdy dom, każdy przysionek odznaczał się rzeźbą — dziś te pamiątki sponiewierane, giną w ogniu lub na śmieciach. Rzuciłem okiem na marmurowy oboczny ołtarz: piękny styl jego zajmuje widza; obok jest nagrobek Pawła de Wojenki Wojenkowskicgo, sekretarza Zygmunta III.W zakrystyi zajmuje widza obrazek Maryi Magdaleny na płótnie — niby na desce, wybornie udając deskę i kawałek papieru; malowany roku 1532 z podpisem Gaspar Huberti. Między osobliwościami pokazał mi organista sztandary tureckie, kawałki namiotów Kara Mustafy z pod Wiednia. Jeszcze po dziś dzień znajdują się trumny w familijnym grobowcu żółkiewskich pod kościołem; między temi spoczywa Stanisław Żółkiewski, za którego zwłoki i wykupienie dwóch synów z niewoli tureckiej, dano W. Porcie Oltomańskiej przeszło 3 miliony ówczesnych złp. Aby zebrać tak ogromną sumę, mówi Starczyński, król Zygmunt III. w Żółkwi monetę bić pozwolił. Najznakomitsze rodziny, ba nawet cały kraj składkę uczynił w srebrze i złocie; tym sposobem wykupione zwłoki spoczęły w tej świątyni.W zakrystyi kościelne archiwum, metryki i pomniki pisemne, starannie zachowane, porządnie utrzymane, biorą swój porządek z rąk w. jks. Mikołajewicza, kanonika i prob. żółk., który obecnie pracuje nad dziełkiem pożądanym, opisującym historyję miasta Żółkwi.Kościół Dominikanów wzniesła wielkim kosztem Teofila z Danilowiczów Sobieska, matka króla Jana III., na pamiątkę drogiego jej syna Marka, poległego aa wyprawie przeciw Tatarom. Obrazy w tym kościele malowali włoscy malarze, umyślnie z Rzymu sprowadzeni. Tu znajduje się grobowiec Marka Sobieskiego, krasnostawskiego starosty, i Teofili, matki. Miasto Żółkiew obwodowe, zawiera w sobie ludności przeszło 5000 dusz, po większej części żydów, prowadzących handel zbożem, wódką, skórami i innemi płodami ziemnemi. Jest tu główna szkoła obwodowa i szpital. Urząd obwodowy ma swoją siedzibą w pięknym zamku, zbudowanym w początku wieku XVII. przez Stanisława Żółkiewskiego. Odnowionym był ten zamek za Jana III.; w nim znajduje się pięć posągów, wyobrażających króla tegoż i jego rodzinę, wystawionych na pamiątkę r. 1753 przez Michała Radziwiłła, hetmana w. K.Lit., który miasto Żółkiew oddziedziczył. Na każdym rogu zamku jest wieża; zamek leży na równinie, jeziorem zasłonionej. Niegdyś był tu piękny ogród, cieplarnia zagranicznych kwiatów, chodniki gustownie urządzone, fontany wodę bijące w górę i sadzawki pełne rybek zagranicznych. Bramy i mury miasta po dziś dzień widzieć można. Po zejściu Jana III., dzieliła w Żółkwi się majątkiem pozostała rodzina, i wtedy zaszły w tem mieście nieporozumienia między królową i królewiczem Jakubem , które rozjątrzyły ku niemu matkę tak dalece, że gdy sejm konwokacyjny zaczął się dnia 27. sierp. r. 1696 w wielkim zamieszaniu umysłów niezgodnych, królowa na licznem znacznych osób zgromadzeniu uniesiona gniewem, z zawziętością zaklinała publicznie wszystkich, aby żadnego z synów jej a mianowicie królewicza Jakóba na tron nie obrali. Dzieje miasta Żółkwi niewiele się różnią od innych miasteczek ruskich: uświetnione historycznym domem Żółkiewskich i Daniłowiczów, siedzibą króla Jana III. i jego żony; na szczątkach swej warowni noszą ślady napadów tureckich i tatarskich. W ostatnich czasach, to jest roku 1770 powietrze tu grasujące umorzyło ludzi 6979. Miasto Żółkiew do roku 1770 było miejscem znakomitego handlu, miało swoje warsztaty płótna, blichy i garbarnie. Miasto to, jest stolicą druków hebrajskich; drukarni dał przywilej Jan III.; miała dawniej 8 pras. Podług woli dawcy przywileju, powinna była imię dziedzica miasta wspominać w każdym druku swoim. Obecnie znajdują się w Żółkwi dwie drukarnie hebrajskie; jedna Mejerhofera była roku 1830.Z góry Haraj, w okolicy miasta, na której niegdyś stał pałacyk, gdzie Sobieski zwykł był po polowaniu odpoczywać, użyć można bardzo pięknego i dalekiego widoku. Ujrzawszy piękny krajobraz, miał Sobieski zawołać: »Ha raj!« i z tąd nazwę góry wyprowadzają.Obwód żółkiewski liczy 96 mil kwadratowych, 4 miasta, 17 miasteczek, 257 wsi, 79 przysiółków, 35,998 domów i 208,019 mieszkańców.


Wszystkie prawa zastrzeżone. Wykorzystanie powyższego tekstu w druku lub w formie elektronicznej - bez zgody autora strony - zabronione.

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ