©Paweł Rydzewski / www.roztocze.horyniec.net


Urok kresów, czar pogranicza... Jest coś niesłychanie ekscytującego w tych wędrówkach. Roztoczańskie pogranicze rozpoczyna się w Hrebennem, potem są Siedliska, Prusie, Werchrata, Moczary, Dziewięcierz, Horyniec i Radruż. Ale kulturowy obszar pogranicza roztoczańskiego jest znacznie szerszy i sięga Korni (na wschodzie) oraz Wielkich Oczu (na zachodzie). Jest to pierwszy tak szczegółowy opis wędrówek po roztoczańskim i lubaczowskim pograniczu - wraz z propozycją pokonania 'beskidzkiej' trasy wzdłuż pasa granicznego po wzgórzach pogranicza

W zasadzie jest to propozycja dla turystów pieszych, ale każdy doświadczony roztoczański turysta rowerowy wie, że tam gdzie się da przejść - można też przejechać. Niekiedy jest to nawet lepsze rozwiązanie. O jednym jeszcze trzeba pamiętać - będąc w bezpośredniej bliskości granicy należy mieć ze sobą dokumenty. Spotkanie ze strażą graniczą - bardzo prawdopodobne. I nie tyle przy samej granicy, co w przygranicznych wsiach. Trzeba przy tym pamiętać, iż  nie wolno wchodzić na pas graniczny (nie mówiąc już o przekraczaniu granicy). Należy się zaopatrzyć w mapę - najlepiej arkusz Lubaczów z serii "pięćdziesiątek"  (ewentualnie Lubaczów "setka"), koniecznie trzeba wziąć ze sobą kompas (wiele opisów w tekście odwołuje się do stron świata), przewodnik.  Może się przydać także przewodnik G.Rąkowskiego, Polska egzotyczna, część II. Uwaga: poniższy opis nie zawiera informacji o odległościach, które należy samodzielnie odczytać z mapy.

 


Początek wycieczki  Wyruszamy ze stacji PKP w Hrebennem. Zanim definitywnie opuścimy stację - warto rzucić okiem na pobliskie rozwidlenie torów kolejowych: prosto biegnie linia do Rawy Ruskiej, w prawo odchodzi tor prowadzący w kierunku Horyńca i Lubaczowa. Podążamy za znakami szlaku czerwonego mijając cmentarz z interesującymi starymi nagrobkami i kapliczką cmentarną. 

Wycieczka boczna: z Hrebennego do Korni, Teniatysk (i Lubyczy). Ze stacji PKP w Hrebennem wyruszamy za znakami szlaku czerwonego. Po ok. 300 - 400 m skręcamy w lewo w wyraźną drogę bitą prowadzącą na wschód. Przekraczamy tory linii kolejowej prowadzącej do Horyńca, a następnie - po skręcie w lewo - tory linii kolejowej prowadzącej do Rawy Ruskiej. Idziemy dalej szosą aż do Korni. W Korniach warto obejrzeć murowaną cerkiew malowniczo ukrytą wśród drzew oraz przyległy stary cmentarz. Po obejrzeniu zabytków kontynuujemy marsz w dotychczasowym kierunku, aby po ok. 100 m skręcić w lewo, w wyraźną polną drogę pnącą się łagodnie pod górę. Prosta, piaszczysta droga prowadzi w pobliżu bunkrów linii Mołotowa: najpierw mijamy obiekt po lewej stronie, a następnie - po prawej. Z tego drugiego bunkra roztocza się rozległa panorama. Na horyzoncie po lewej widać ukraińskie wzgórze Kiczera (317,5 m npm). Droga wkrótce osiąga kulminację rozległej wierzchowiny - stąd niezapomniane widoki - zwłaszcza na majaczący na horyzoncie masyw Gorajów. Jest to chyba najpiękniejszy widok na Goraje - bez porównania bardziej atrakcyjny niż z Potoków. Schodzimy na skraj wsi Mosty Małe. Stąd warto skręcić w lewo - aby po ok. 200 -300 m dotrzeć do starej drewnianej dzwonnicy cerkiewnej. Po obejrzeniu dzwonnicy wracamy do miejsca, w którym zeszliśmy do wsi i kierujemy się na północny - wschód utwardzoną drogą - za znakami szlaku niebieskiego. Po ok. 2 km docieramy do wsi Teniatyska. Naszym celem jest stare cerkwisko. Podążając za znakami szlaku niebieskiego - we wsi skręcamy w lewo, aby po przekroczeniu Sołokiji skręcić w prawo. Wkrótce dochodzimy do widnego lasu sosnowego. Na niewielkim wzniesieniu po prawej  widać nagrobki cmentarza parafialnego w Teniatyskach. Warto dokładniej obejrzeć ów cmentarz, ze względu na liczne stare nagrobki. Odnalezienie samego cerkwiska nie jest jednak rzeczą łatwą. Należy przejść na drugą stronę cmentarza parafialnego, tam odnajdujemy wyraźną leśną drogę, którą przecinamy. Na wprost znajduje się niewielki pagórek porośnięty starymi sosnami - z charakterystycznym starym wyrobiskiem (pozyskiwanie piasku). Idąc dalej - trafimy wreszcie na ruinę cerkwi oraz otaczające je stare krzyże. Szczególnie interesujące są fragmenty nagrobka Karoliny z Lubańskich Woronieckiej. Po obejrzeniu obiektu wracamy na szlak niebieski - którym można powrócić do Teniatysk, a następnie - już na szosie - skręcić w prawo i dojść do szosy Hrebenne - Tomaszów - lub też - kontunuować marsz za znakami szlaku niebieskiego aby dotrzeć do Lubyczy Królewskiej. W Lubyczy i najbliższych okolicach - liczne interesujące zabytki: ruina murowanej cerkwi w przysiółku Kniazie (na kontunuacji szlaku niebieskiego) i towarzyszący jest stary cmentarz, a nieco wcześniej - inny stary cmentarz z dzwonnicą cerkiewną.

Hrebenne - Siedliska Dochodzimy do międzynarodowej drogi nr 17 i podążamy nią przez wieś Hrebenne na pobliskie wzgórze, aby obejrzeć zabytkową cerkiew. Po zejściu ze wzgórza kontynuujemy marsz - po lewej stronie torów kolejowych - w otoczeniu malowniczych stawów. Wzgórza po drugiej stronie - to już Ukraina. Widoczne jest też przejście graniczne w Hrebennem. Po przekroczeniu torów linii kolejowej wchodzimy na szosę (opuszczając szlak turystyczny)  i wspinamy się na wzniesienie po prawej stronie. W gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia którą ścieżką wydostaniemy się na wierzchowinę. Istotne jest tylko aby maszerować utrzymując kierunek zachodni. Znajdujemy się na garbie Roztocza, który jest przedłużeniem wzniesienia Siedliska. Dalszy odcinek ma charakter terenowy, co w praktyce oznacza, że trzeba wykazać się dużym wyczuciem, aby nie zboczyć z właściwego kursu, tym bardziej, iż ścieżki są tu nieco pogmatwane. Sądzę jednak, że warto. Zawsze ciekawiło mnie dlaczego czerwony szlak turystyczny (od minięcia stawów w Hrebennem aż do Siedlisk) został tak nieciekawie poprowadzony (cały czas szosą) - podczas gdy istnieje taka wspaniała alternatywa. Turyści - eksploratorzy na pewno będą usatysfakcjonowani. Wędrując czymś w rodzaju rozległej grani - warto zwrócić uwagę na aleję starych, zabytkowych lip - po prawej. Teren stopniowo podnosi się. Wkraczamy do lasu. Mniej więcej w tym miejscu należy opuścić wzniesienie i zejść do doliny Siedlisk - po lewej. Ongiś - kiedy drzewa były niższe roztaczała się w tym miejscu rozległa panorama. To w którym miejscu zejdziemy nie jest aż tak istotne - i tak wydostaniemy się na pola za którymi rozciąga się (równolegle do naszej trasy) wieś Siedliska. Miedzami dochodzimy do poprzecznej polnej drogi - i dalej - w kierunku zabudowań. Chcę wyraźnie zaznaczyć, iż omawiany odcinek może sprawić nieco trudności. Alternatywą jest kontynuacja marszu za znakami szlaku czerwonego - po szosie. Turyści, którzy wybiorą wariant łatwiejszy będą mogli zobaczyć (już w Siedliskach) uroczą małą kapliczkę oraz wysoki krzyż polny (w celu obejrzenia krzyża i rozległej panoramy należy zejść z szosy w prawo - ok. 100 m). Niezależnie od wybranej trasy - należy dojść do murowanej cerkwi w Siedliskach. Obok cerkwi - drewniana dzwonnica, wsparta na skamieniałych drzewach których w okolicy Siedlisk nie brakowało. Dziś zobaczyć je można właśnie przy dzwonnicy oraz obok leśniczówki. Będąc w Siedliskach warto też zobaczyć ładną, drewnianą kapliczkę "na źródełkach".

Siedliska - Prusie Z Siedlisk musimy przedostać się do wsi Prusie. Z tym może być niewielki problem, gdyż widniejąca na niektórych mapach droga łącząca obydwie wsie - w rzeczywistości nie istnieje. Przedzieranie się przez las jest dość ryzykowane, gdyż łatwo jest się zgubić w plątaninie leśnych dróg. Tego też doświadczył ongiś piszący te słowa. Mając jednak w sumie więcej szczęścia niż rozumu - w końcu wyszedłem na jakieś pola - okazało się, że należące do wsi Prusie. Jednak - raczej nie polecam tej wersji. Co pozostaje? Dla chętnych - wycieczka po torach linii kolejowej. Dla pozostałych - trasa wzdłuż pasa granicznego. Polecam tę drugą wersję. W tym celu - od cerkwi w Siedliskach należy dotrzeć do przystanku PKP Siedliska Tomaszowskie (obok cmentarza). Kiedyś za poczekalnię służył mały wagonik, drewniany, zdewastowany, postawiony obok peronu. Obiekt chyba bardzo starożytny (ja takich nie pamiętam). Byłem świadkiem transportowania tegoż wagonika przez ciągnik - w nieznanym kierunku. Szkoda. Ale idziemy dalej - w tym samym kierunku. A więc przechodzimy przez tory, po prawej zadrzewienia, po lewej pola. Po dojściu do granicy - skręcamy w prawo i podążamy polną drogą, która niemal cały czas prowadzi wzdłuż pasa granicznego, tylko w jednym miejscu odbiega nieco w prawo omijając niewielkie rozlewisko. Ostatecznie powinniśmy wyjść na wschodnim krańcu wsi Prusie, przy torach kolejowych. Dla chętnych - idąc dalej po torach kolejowych po ok. 200 m dotrzemy do rozwidlenia linii kolejowej - stąd odchodzi rzadko używany szeroki tor do Rawy Ruskiej. Powrót do skraju wsi - tą samą drogą. Uwaga! Wędrując po torach trzeba zachować czujność. Linia Hrebenne - Horyniec jest wprawdzie bardzo rzadko używana - ale zawsze może pojawić się jakaś drezyna lub pociąg towarowy.

Prusie - Moczary We wsi Prusie - kilka ciekawych obiektów. Przy rozlewiskach Raty,  początku wsi  - samotny nagrobek. W centrum wsi - drewniana cerkiew, a w pobliżu - stary cmentarz. Dalsza nasza trasa wiedzie w kierunku wsi Moczary. Można ją przebyć przynajmniej na dwa sposoby. Wariant pierwszy - "przez wąwozy": po obejrzeniu cerkwi - wracamy w stronę granicy, aż do centrum wsi przy przystanku PKS. Tu skręcamy w prawo - w kierunku południowym i po przekroczeniu Raty, a następnie torów kolejowych zagłębiamy się w las. Utrzymując kierunek południowo - wschodni idziemy przez malownicze wąwozy mniej więcej równolegle w stosunku do granicy. Ostatecznie wychodzimy na pola wsi Moczary i docieramy do samej wsi. Na odcinku końcowym droga nieco meandruje wśród licznych wąwozów, niemniej jednak nie ma możliwości zabłądzenia: utrzymując kierunek zawsze wyjdziemy w którymś miejscu na pola wsi Moczary. Wariant drugi przejścia - "szlakiem zielonym": od cerkwi w Prusiu idziemy w kierunku Werchraty (a więc przeciwnym niż w wariancie pierwszym). Po kilkuset metrach po lewej stronie pojawi się asfaltowa droga, w którą skręcamy. Przekraczamy tory kolejowe i odnajdujemy znaki szlaku zielonego. W pobliżu strażnica Straży Granicznej. Podążamy za znakami szlaku, aż do miejsca, w którym szlak przybliży się do pól. Są to pola wsi Moczary. Idąc po miedzach przez pola lub wzdłuż ściany lasu (w lewo) dotrzemy do zabudowań wsi.  Przy wschodnim krańcu wsi - niewielki krzyż między drzewami. Według relacji mieszkańców wsi w tym miejscu przebiegała granica przed tzw. regulacją. Obecnie przebiega kilkaset metrów dalej na wschód.

Wycieczka boczna: Ze wsi Prusie do Werchraty i na Monastyr. Po obejrzeniu cerkwi w Prusiu idziemy drogą prowadzącą się na północny - wschód, w stronę Werchraty (dla chętnych - do Werchraty można też przejść "granią" wzniesienia po prawej. Zabierze to więcej czasu, trochę trzeba będzie kluczyć, ale widoki są fantastyczne). W Werchracie - murowana cerkiew. Warto też wejść na wzniesienie powyżej cerkwi - stamtąd rozległe panoramy. Od cerkwi idziemy dalej szosą na północny - zachód, za znakami szlaku zielonego. Przed lasem skręcamy  w prawo i dalej - przez las aż na rozległą polanę. Opodal, po prawej - zniszczony krzyż przydrożny. Po przecięciu polany wchodzimy w las. Zaraz po lewej - kapliczka. Idziemy pod górę, wspinając się na wzgórze Monastyr. Wokół - nieliczne już ślady wsi o takiej samej nazwie. Na szczycie wzniesienia - cerkwisko. Zachowały się piwnice dawnego klasztoru bazylianów, fragmenty murów i  tzw. studnia. W obrębie murów - cmentarz wojenny z czasów I wojny. Ok. 50 dalej - wciąż na szlaku - niewielkie fragmenty pustelni brata Alberta Chmielowskiego. Powrót - do Werchraty tą samą drogą lub dalej - za znakami szlaku - np. do Huty Lubyckiej (wybierając tę wersję należy dojść za znakami szlaku zielonego do pierwszych znaków szlaku niebieskiego i podążać już tym szlakiem). Jednak kontynuując trasę przygraniczną należałoby zejść z powrotem do Werchraty. Tu - możliwy nocleg (ok. 80 miejsc noclegowych). W tym celu należy kontaktować się z księdzem mieszkającym przy cerkwi.

Moczary - Radruż Z Moczarów wyruszamy drogą na południowy - zachód (jest to jedyna droga bita łącząca tę wieś ze światem). Na skraju wsi - mała kapliczka. Droga prowadzi nieco pod górę. Ze wzniesienia - piękne widoki, urocza okolica. Po chwili z lewej - wzgórze, które przecina granica. Nasza droga prowadzi wzdłuż ściany lasu, niemal równolegle do granicy. Dochodzimy do ostrego (90 stopni) skrętu  w prawo. Niemal na wprost niezwykle interesujące miejsce (Dziewięcierz - Moczary). Stary, zabytkowy cmentarz, za cmentarzem - cerkwisko. Miejsce o szczególnym uroku. Za niewielkim ciekiem wodnym kolejne atrakcje - tzw. dom diaka (obecnie ruina z podpiwniczeniem) oraz piękna kapliczka "na wodzie". Wszystko to w bezpośredniej bliskości granicy. Po obejrzeniu wszystkich obiektów - dysponując rezerwą czasu - można wspiąć się na wzgórze leżące na północ od cerkwiska i otoczone z dwóch stron drogą, którą przybyliśmy. Szczyt porośnięty jest krzakami jeżyn, stąd trudno osiągalny - jednak warto spróbować (wczesną wiosną lub późną jesienią dostęp jest nieco łatwiejszy). Widoki ze wzgórza są przepiękne - zarówno na stronę południowo - wschodnią, jak też północno - zachodnią. U podnóża kulminacji - bunkier linii Mołotowa. Po powrocie do cerkwiska wędrujemy dalej drogą, którą wyruszyliśmy z Moczarów. Celem jest szosa Werchrata - Horyniec. Od tego miejsca niestety jesteśmy zmuszeni oddalić się nieco od granicy, gdyż między Moczarami i Radrużem nie ma drogi.  

  Po wzgórzach pogranicza - opcja alternatywna Jedną z możliwych opcji jest wędrowanie przez ok. 4 km (z Moczarów do Radruża) ściśle trzymając się pasa granicznego. Jest to jedna z najbardziej atrakcyjnych  tras na całym Roztoczu, prowadząca przez szczyty czterech wzniesień, z iście beskidzkimi widokami i koniecznością pokonywania wąwozów - coś wspaniałego dla wytrwałych eksploratorów. Zakończenie przejścia "przygranicznego" w Radrużu, po minięciu ruin kapliczki i starego przydrożnego krzyża. Można też kontynuować marsz wzdłuż granicy - po drodze wąwóz o niemal pionowej ścianie zachodniej, dobrze widoczna ukraińska wieża obserwacyjna i rozległa przestrzeń z widokami na Radruż i okolice (po prawej - wśród drzew, w odległości kilkuset metrów widać kopułę "młodszej" cerkwi radruskiej). Marsz ma sens w zasadzie do miejsca, w którym dochodzimy do pierwszych drzew, a po prawej pojawiają się charakterystyczne czerwone dachy dużego gospodarstwa rolnego. Tu - radziłbym przejść drogą prowadzącą przez pola - właśnie w kierunku owego gospodarstwa, dojść do drogi biegnącej wzdłuż ogrodzenia i udać się w lewo - w kierunku przysiółka Raduż - Kolonia i dalej przez łąki w stronę lasu aż do nieistniejącej wsi Kuczery. Turyści pragnący przeżyć przygodę należącą raczej już do kategorii ekstremalnych mogą oczywiście iść dalej wzdłuż granicy - lecz po drodze (do Huty Kryształowej) konieczność trzykrotnego przekraczania cieków wodnych i towarzyszących im bagien. Tak czy inaczej - trasa nadaje się na wycieczkę pieszą. Pamiętać trzeba o zabraniu dokumentów oraz zgłoszeniu chęci odbycia takiej wyprawy w najbliższej placówce Straży Granicznej - w tym przypadku w Horyńcu.

PANORAMA ROZTOCZA ZE SZCZYTU GRANICZNEGO:  PLIK 1.08 MB   PLIK 0.42 MB

Jednak turystów rowerowych zachęcam do jazdy szosą aż do Horyńca (ze wspaniałym długim zjazdem z garbu Roztocza) i stamtąd szosą do Radruża. Turystów pieszych namawiałbym na inne rozwiązanie - dłuższe lecz z pewnością bardziej interesujące niż wielokilometrowy marsz szosą. Proponuję dojście do szosy Werchrata - Horyniec (idąc drogą z Moczarów w dotychczasowym kierunku) - a następnie udanie się w prawo, w kierunku Werchraty (ok. 500 m szosą). Powinniśmy natrafić na wychodzący z Doliny Popowej szlak zielony, który przecina szosę i prowadzi w kierunku zachodnim, a następnie południowo - zachodnim. Należy podążyć za znakami szlaku (w lewo). W ten sposób dotrzemy do Horyńca drogą nieco okrężną, ale jakże ciekawą. Po drodze miniemy rezerwat jałowców Sołokije, będziemy w bezpośredniej bliskości tzw. Świątyni Słońca (szlak niestety omija to ciekawe miejsce), obejrzymy kapliczkę w Nowinach Horynieckich (dla chętnych - poza szlakiem, na początku wsi znajduje się jeszcze jedna, bardzo ładna kapliczka). Do Horyńca wchodzimy w miejscu zwanym Miasteczko. Nie można przy tym ominąć zabytkowego klasztoru franciszkanów. Stąd podążamy w kierunku Radruża - ale zamiast iść szosą - proponuję skrót: pomiędzy klasztorem i potokiem Glinianiec znajdziemy drogę prowadzącą na wschód z lekkim odchyleniem południowym. Droga wyprowadza na rozległą bezleśną wierzchowinę, po czym ostro skręca w prawo, dokładnie w kierunku południowym i doprowadza do przysiółka Radruża. 

  Wycieczka boczna: do kapliczki. Po dojściu do przysiółka Radruża skręcamy w lewo i maszerujemy utwardzoną a później już tylko zwykłą polną drogą w kierunku granicy. Dochodzimy do ruin murowanej kapliczki, niezwykle malowniczo położonej. Obok kapliczki - krzyż. Stąd widać już słupy graniczne. Powrót - tą samą drogą. Cała trasa w obie strony - ok. 3 km.

Radruż - Huta Kryształowa Stąd idziemy utwardzoną drogą w prawo w kierunku szosy Horyniec - Radruż. Po dojściu do szosy skręcamy w lewo i dochodzimy do samego Radruża. We wsi skręcamy w lewo i dochodzimy do zabytkowego zespołu cerkiewnego. W pobliskiej szkole można poprosić o otwarcie bramy i zwiedzić wnętrze. Obok cerkwi - stare nagrobki. Przed bramą - na niewielkim pagórku - stary cmentarz. Warto też zobaczyć zespół cerkiewny od strony północnej. W pobliżu drugi cmentarz - starszy i większy - z licznymi zabytkowymi nagrobkami, w tym także z wykończeniem metalowym. Zainteresowanych zespołem cerkiewnym w Radrużu odsyłam do monografii dostępnej na stronie Roztocza Południowego. W Radrużu znajduje się jeszcze jedna cerkiew, nie tak wiekowa, ale również godna obejrzenia. Znajduje się w południowo - zachodniej części wsi - na niewielkim wzniesieniu za rzeką Radrużką. Po obejrzeniu cerkwi maszerujemy dalej przez wieś, wciąż utrzymując kierunek południowo - zachodni. Dalej - przez pola i łąki - w kierunku lasu. Wchodzimy na teren nieistniejącej dziś wsi Kuczery. Tu - w lesie - samotny krzyż. Ostatecznie dochodzimy do rozwidlenia dróg na skraju łąk - po prawej. W lecie łąki mogą nie być widoczne. Aby upewnić się, że idziemy właściwą drogą - warto skręcić w prawo i po ok. 100 dotrzemy do łąk - drogą która prowadzi do Wólki Horynieckiej. Powracamy i kierujemy się drogą w prawo (jeżeli nie mamy ochoty robić wycieczki bocznej na łąki - wówczas na rozwidleniu należy skręcić w lewo). Wyraźna droga - nieco meandrując - doprowadza do niewielkiego skrzyżowania dróg leśnych - tu w prawo. Wkrótce dochodzimy do mostku na Sołotwie i pierwszych zabudowań Huty Kryształowej.  W Hucie Kryształowej naszym celem jest obejrzenie starego parku podworskiego z pomnikowymi lipami i sosnami amerykańskimi. Znalezienie parku nie jest łatwe, jak również nie jest łatwe podanie opisu, który gwarantowałby szybkie dotarcie do celu. Od strony Radruża najłatwiej jest dojść do parku w sposób następujący: po upewnieniu się, że jesteśmy w Hucie Kryształowej, wracamy do mostku na Sołotwie. Nie przechodząc na drugą stronę rzeki (jesteśmy więc po stronie Huty) - udajemy się wzdłuż brzegu rzeki w kierunku południowo - wschodnim (ku granicy). Ponieważ brzegi w lecie są zarośnięte - lepiej poruszać się skrajem pobliskiego pola. Po dojściu do granicy - skręcamy w prawo - wzdłuż ściany lasu, następnie przecinamy jęzor lasu i wychodzimy na pole. Naszym celem jest teraz ściana lasu po lewej. Tu rozpoczyna się stara aleja lipowa, którą posuwamy się dalej - mniej więcej równolegle do ściany lasu. Po ok. 100 - 150 m natrafiamy na okazy sosny amerykańskiej, w pobliżu - ledwie widoczne pozostałości fundamentów dworu. Idąc dalej docieramy do skraju parku, który rozciąga się po lewej. Park jest widny, niezarośnięty. Dalsza trasa wymaga podjęcia decyzji - drogą łatwiejszą lecz znacznie dłuższą, czy też nieco trudniejszą - lecz krótszą. 

Huta Kryształowa - Tymosze Jako pierwszy opiszę wariant dłuższy i łatwiejszy, prowadzący drogami bitymi, polecany raczej dla turystów rowerowych.  W pobliżu północno - zachodniego skraju parku należy odszukać polną drogę, która przetnie pole i następnie skieruje się w lewo, wzdłuż ściany lasu. W pewnym momencie droga przetnie wąski pas lasu i wyprowadzi na kolejne pole. Kontynuujemy marsz, kierując się w lewo, drogą, która biegnąc nieco pod górę doprowadzi do widocznej starej alei lipowej. W miejscu, w którym droga polna dochodzi do alei - doskonały punkt widokowy. Przy dobrej pogodzie widoczna jest biała wieża kościoła w Wólce Horynieckiej. Aleją lipową - w prawo. Można nią zejść do końca - do wsi - lub pójść skrótem - wyraźną drogą odbiegającą z alei w lewo - w kierunku budynków byłego PGR, który przecinamy (w prawo) i wychodzimy na główną drogę w Hucie Kryształowej. W przypadku kłopotów ze znalezieniem opisanej wyżej drogi wyprowadzającej z parku można wrócić do mostku na Sołotwie w taki sam sposób, w jaki doszliśmy do parku. Po dotarciu do mostku - skręt w lewo, w kierunku wsi. Huta Kryształowa to wieś "po-pegeerowska". Warto zwrócić uwagę na bunkier linii Mołotowa - ok. 200 m od drogi. Teren wokół bunkra został oczyszczony. Piszący te słowa zlustrował bunkier i stwierdził, że został on wstępnie "zaadaptowany" na użytek konsumentów napojów wyskokowych. Opuszczamy wieś (kierunek - Basznia). Przed lasem - interesująca rzeźba przydrożna. Za Hutą - w lesie - rozwidlenie dróg bitych. Skręcamy w lewo, w utwardzoną, ale bardzo zniszczoną drogę do Budomierza. Dochodzimy do kolejnego skrzyżowania. Element charakterystyczny - duży drewniany krzyż po prawej. Jest to tzw. Czerwona Figura. W prawo odbiega droga do Borowej Góry i Lubaczowa. My skręcamy w lewo, omijając szlaban. Obecnie celem jest stary cmentarz w Tymoszach (wg. niektórych autorów właściwa nazwa byłej wsi brzmi -  Sieniawka). Po wsi pozostała tylko nazwa i... cmentarz - dobrze ukryty w lesie. Ok. 600 m od czerwonej figury, po prawej odnajdujemy niewielką figurę, stąd dalsze 500 m - i poszukujemy niezbyt wyraźnej drogi w prawo. Jeżeli pojawią się kłopoty z jej znalezieniem, to można przebyć jeszcze 200 m i poszukać kolejnej drogi w prawo. Obydwie prowadzą w pobliże cmentarza (ok. 300 m), który jest usytuowany na wyraźnym garbie o przebiegu mniej więcej równoległym do drogi, która nas tu przywiodła spod czerwonej figury. Na cmentarzu - liczne stare nagrobki, zdarzają się nawet stare drewniane krzyże. Tu chwilowo robimy postój oczekując na turystów, którzy wybrali krótszy lecz trudniejszy wariant dojścia z Huty Kryształowej. 

Wariant drugi przedstawię raczej skrótowo, gdyż pokonałem opisaną trasę tylko raz (zimą) w dodatku w kierunku odwrotnym. W sumie najlepszym rozwiązaniem byłoby zapytanie któregoś z mieszkańców Huty Kryształowej o drogę w kierunku nagrobka Dygdalewicza. Trasa wiedzie przez malownicze, obszerne polany leśne, dawniej użytkowane jako pola PGR-owskie. Ostatecznie docieramy do wyraźnej drogi poprzecznej z Borowej Góry do granicy RP. Na wprost - niewielki krzyż otoczony metalowym płotkiem. To nagrobek Dygdalewicza, leśniczego zabitego w czasie wojny. Obecnie naszym celem jest cmentarz w Tymoszach. Przy nagrobku skręcamy w lewo i po ok. 500 m docieramy w bezpośrednie sąsiedztwo cmentarza.

Tymosze - Budomierz - Cetynia Następny odcinek - do Budomierza. Zakłada dojście (powrót) do czerwonej figury i stąd w lewo utwardzoną drogą. Na skraju lasu, po prawej - leśniczówka, potem - przekroczenie dwóch rzek i nieco pod górę do samej wsi. Tym razem nie proponuję wersji alternatywnej, choć z mapy wynika, iż taka jest możliwa. Jednak - jak to również wynika z mapy - bardzo łatwo można się na tym odcinku zgubić na wielu rozwidleniach leśnych dróg. Nie polecam trasy wzdłuż pasa granicznego - po drodze bagno. Wycieczkę proponuję zaplanować w taki sposób, aby Budomierz był miejscem noclegowym (z braku bazy - namiot lub stodoła) lub z Budomierza udać się na noc do pobliskiego Lubaczowa (ostatni autobus PKS - 18.10, w dni nauki szkolnej - 19.00). Z Lubaczowa można powrócić na trasę - od razu do Cetyni (PKS z Lubaczowa - 7.20, kursuje w dni robocze). Rozwiązanie to ma same plusy, gdyż unikamy konieczności wędrowania przez mało interesujące wsie - ulicówki - Krowicę Hołodowską i Krowicę Samą. Powtórzmy - celem jest dotarcie do wsi Cetynia.

Cetynia - Wielkie Oczy Nocując w Budomierzu również możemy dotrzeć do Cetyni autobusem PKS - odjazd z Budomierza (kierunek Lubaczów) - 8.30, kursuje w dni robocze. Na skraju Cetyni, za ostatnimi zabudowaniami - kapliczka. Opuszczamy wieś kierując się główną drogą na południe. Stan drogi stopniowo się pogarsza. Ostatecznie docieramy do skrzyżowania. W lewo - starym traktem prosto do granicy. W prawo - skrót przez las do Majdanu Lipowieckiego. My idziemy prosto. Po przebyciu 100 - 150 m, po lewej  - figura MB. Wąska dróżka biegnąca obok figury w las doprowadza nas do niezwykłego miejsca, tzw. pięć sosen. Jest to sosna, z której wyrasta pięć potężnych pni. Obok - kapliczka. Jest to miejsce lokalnego kultu. Wracamy na drogę, którą przyszliśmy z Cetyni i wędrujemy nią dalej. Po pewnym czasie dochodzi boczna droga z prawej - skrót do Wielkich Oczu. My jednak podążamy w dotychczasowym kierunku. Ostatecznie osiągamy pierwsze zabudowania niewielkiej wsi Wólka Żmijowska. We wsi - duża atrakcja, piękna drewniana cerkiew, po prawej. W okolicy, ale bardzo trudne do znalezienia - pozostałości miejscowego cmentarza. Za cerkwią skręcamy w prawo, nieco pod górę, polną drogą. Z wierzchowiny - rozległa panorama. Droga - od wsi bardzo piaszczysta, stopniowo nabiera cech zbliżających ją do kategorii bardzo zniszczonej drogi bitej. Wkraczamy do Żmijowisk, wsi znacznie większej niż pobliska Wólka. W Żmijowiskach wypatrujemy drogi dochodzącej do głównej z lewej strony - nieco pod górę. Naszym celem jest miejscowa cerkiew. Po skręceniu w lewo wędrujemy prosto, aż do pól uprawnych, tu droga skręca w lewo i prowadzi obok zadrzewionego wzgórza. W zadrzewieniach odkrywamy stary cmentarz oraz górującą nad nim drewnianą cerkiew. Drzwi cerkwi - otwarte, stan - opłakany. Wewnątrz można jeszcze zobaczyć resztki wystroju świątyni. Po obejrzeniu zabytku - wracamy do głównej drogi przecinającej wieś i wędrujemy nią do pierwszych zabudowań Wielkich Oczu. Po prawej - infrastruktura kolonijna. Mieści się ona na resztkach nieistniejącego już dworku, siedziby ostatniego dziedzica Wielkich Oczu, dra Karola Czernego. Za ośrodkiem kolonijnym z prawej strony dobiega bita droga prowadząca aleją grabową. Podążamy nią wychodząc na skraju starego parku (po prawej). W parku wiele starych, niekiedy egzotycznych drzew. Za parkiem - droga w prawo wiodąca do lasu: to najkrótsza droga do Lubaczowa, tzw. droga gazownicza, obecnie zniszczona lecz prowadząca przez okolice niezwykle malownicze - atrakcja dla rowerzystów (trzeba jechać cały czas prosto). My idziemy dalej, nie skręcając. Po chwili wkraczamy do centrum Wielkich Oczu. Tu - wiele atrakcji. Na wstępie - po lewej Urząd Gminy w budynku starego dworu obronnego. Następnie - bardzo oryginalna cerkiew z tzw. muru pruskiego. Opodal - budynek dawnej synagogi. Niemal naprzeciw - sanktuarium maryjne z uroczymi kapliczkami. Zdecydowanie warto wybrać się na pobliski cmentarz żydowski. Cmentarz ten został odrestaurowany z inicjatywy Krzysztofa D. Majusa i ks. Józefa Kluza.  

Koniec wycieczki W Wielkich Oczach w zasadzie można zakończyć wycieczkę, jadąc do Lubaczowa autobusem PKS (12.43, kursuje w dni robocze). Z Lubaczowa autobus pospieszny do Warszawy przez Lublin, 15.00. Z Lubaczowa do Zamościa - pospieszny 15.50, z Lubaczowa do Jarosławia - 15.05. 


Proponowane przedłużenie do Lubaczowa Nie jest to jednak jedyne możliwe rozwiązanie: dla niestrudzonych - propozycja samodzielnego przejścia (lub przejechania na rowerze) do Lubaczowa. Zacznijmy od propozycji dla turystów pieszych: starą drogą gazowniczą. O drodze gazowniczej wspomniałem przy okazji zwiedzania starego parku w Wielkich Oczach. Przy samym parku - niemal prostopadle do alei grabowej odchodzi (początkowo w kierunku północno - zachodnim) utwardzona droga przecinająca pola i wprowadzająca do lasu. To jest początek drogi gazowniczej, którą podążamy. Wkrótce mijamy po prawej jeziorko śródleśne. Idziemy cały czas utwardzoną drogą w kierunku północnym, z lekkim odchyleniem zachodnim. Przecinamy skrzyżowanie dróg leśnych (w prawo - do Wólki Żmijowskiej lub do Cetyni - w zależności od wyboru kierunku na kolejnym skrzyżowaniu). Idziemy prosto, wychodząc na rozległą leśną polanę. Po pewnym czasie - kolejne skrzyżowanie dróg (w lewo do Tarnawskich i Łukawca, w prawo do Majdanu Lipowieckiego). Utrzymujemy dotychczasowy kierunek. Mijamy bardzo malownicze okolice. Ostatecznie przed nami pojawia się budynek kopalni gazu w Dąbrowie, który omijamy w lewej strony. Na wysokości kopalni kolejne skrzyżowanie - tu skręt w lewo - w kierunku wsi Szczutków. Mijamy las i wchodzimy do wsi. W samym centrum wsi, po prawej - odszukujemy drogę wyprowadzającą na pola w kierunku północnym, z lekkim odchyleniem wschodnim. Ta piaszczysta polna droga prowadzi lekko pod górę na rozległą wierzchowinę. Będąc na samym szczycie(214,5 m npm) można zrobić krótką wycieczkę boczną w lewo - w kierunku doliny Lubaczówki. Stąd piękne, rozległe widoki. Na piaszczystym, suchym skłonie doliny przed lasem - liczne jaszczurki. Od szczytu wierzchowiny podążamy drogą łagodnie opadającą w dół, równolegle do ściany pobliskiego lasu po lewej. Schodzimy do niewielkiej dolinki, której dnem przepływa potok. Po drugiej stronie - las Niwki. Tu droga się kończy. Kierujemy się nieco w prawo, w stronę brodu. W zależności od sytuacji hydrologicznej potok można przekroczyć niemal suchą stopą (ewentualnie do gałęziach, które zwykle tam ktoś kładzie). W porze bardziej wilgotnej najlepiej zdjąć buty i przebyć rozlewisko potoku boso (woda sięga najwyżej do połowy łydek). Po drugiej stronie - las i leśna droga, która wyprowadzą nas na skraj doliny. Bardzo przyjemne miejsce. Znakomite na wypoczynek. Dalej - poruszamy się w dotychczasowym kierunku, przecinając jedną, a następnie drugą drogę leśną. Ta druga droga - wyraźna i piaszczysta. Ostatecznie dochodzimy do niewielkiej leśnej polanki, przecinającej w poprzek naszą trasę. Wzdłuż dolinki przepływa mała struga. Trzeba odszukać najlepsze miejsce do przeprawy (możliwości jest kilka). Po drugiej stronie zwykle można napotkać ślady pozostawione przez "odpoczywających" tu konsumentów napojów wyskokowych z Lubaczowa. Po przejściu polany kierujemy się nieco w prawo i niemal zaraz w lewo, w wyraźną prostopadłą drogę leśną, która doprowadza nas do skraju lasu i rozległej polany, z wysypiskiem śmieci po prawej. Z pewnością nie jest to atrakcja turystyczną, ale ciekawostką jest, iż właśnie na obrzeżach tego wysypiska rośnie turzyca wąskolistna (Carex stenophylla). Jest to jedno z dwóch stanowisk tej rzadkiej rośliny w Polsce (wpisanej do polskiej Czerwonej Księgi roślin). Przechodzimy obok wysypiska i docieramy do poprzecznej wyraźnej polnej drogi. Skręcamy w lewo i idąc wzdłuż ściany lasu dochodzimy do zabudowań wsi Mazury. Przechodzimy przez wieś (na rozwidleniu - w prawo) i dochodzimy do początku drogi asfaltowej. Dalej można iść wspomnianą drogą asfaltową, dochodząc do poprzecznej szosy, a właściwie już ulicy Lubaczowa. Tu - skręt w lewo. Kilkaset metrów dalej, po lewej - budynek starego spichlerza, obecnie siedziba Muzeum Regionalnego w Lubaczowie. Na tyłach muzeum - najstarszy zabytek Lubaczowa: niewielka kapliczka. Po przekroczeniu mostu na Lubaczówce zbliżamy się powoli do centrum miasta. Na wprost - wyłania się bryła prokatedry . Na skrzyżowaniu - po lewej - murowana cerkiew pw. św. Michała. Przechodzimy krótką uliczką pomiędzy obiema świątyniami i wychodzimy na skraju rynku, w którego centrum - obszerny skwer, czy może raczej niewielki park - z charakterystyczną studnią pośrodku. Tu kończymy wycieczkę. Turyści korzystający z usług PKP lub PKS powinni udać się z rynku w kierunku północnym. Obydwa dworce położone obok siebie, w odległości ok. 1 km od centrum.

Propozycja dojazdu z Wielkich Oczu do Lubaczowa (dla turystów rowerowych). Opuszczamy Wielkie Oczy kierując się szosą na północ. Mijamy piękne urozmaicone lasy i zbliżamy się do wsi Łukawiec. Tu zjazd w dół. Jednak nie warto zbytnio się rozpędzać - po drodze, z prawej strony - zabytkowy kościółek modrzewiowy, z charakterystyczną dzwonnicą. Nieco dalej, po lewej - odbudowana po pożarze piękna cerkiewka. Jedziemy dalej przez wieś. Za ostatnimi zabudowaniami - rozległa wierzchowina przecięta przez potężne słupy wysokiego napięcia. Za słupami - piękne krajobrazy. Dojeżdżamy do mostu na Lubaczówce. Po prawej, na wzniesieniu - ładna cerkiew, w pobliżu cmentarz ze starymi nagrobkami. Powracamy do mostu na Lubaczówce - stąd kierujemy się na północ i docieramy do wsi Opaka. Tu - po lewej, w odległości ok. 200 m od szosy - piękna, choć zniszczona drewniana cerkiew. Obok dzwonnica i cmentarz. Podążając dalej szosą mijamy Dąbków (hodowla strusi po prawej) i zjeżdżając z niewielkiego wzniesienia docieramy do Lubaczowa. Na rozwidleniu dróg - prosto. Wjeżdżamy do miasta. Po lewej - murowana cerkiew. Dalsza część - patrz opis powyżej.


*Ewentualne wykorzystanie powyższych tekstów wymaga obligatoryjnie uzyskania zgody autora oraz - w przypadku uzyskania takiej zgody - podania źródła, tzn. imienia i nazwiska autora strony internetowej i jej adresu: Paweł Rydzewski, www.roztocze.horyniec.net.

Powrót