Ewentualne wykorzystanie poniższego tekstu lub jego fragmentów wymaga uzyskania zgody Autora oraz podania pełnej informacji bibliograficznej (K.D.Majus, An-ski w Lubaczowie, Tel Awiw 2003). Niezbędne jest również wskazanie adresu niniejszej strony internetowej www.roztocze.horyniec.net Inny sposób wykorzystania poniższego tekstu lub jego fragmentów jest sprzeczny z prawem autorskim.

Autor: Krzysztof Dawid Majus 

majus@bezeqint.net

 

AN-SKI W LUBACZOWIE

 

S. An-ski[1], rosyjski Żyd, dramaturg i dziennikarz, znany jest w Polsce i na świecie chyba wyłącznie ze swego dramatu „Dybuk”, noszącego podtytuł „Na pograniczu dwóch światów”. Dramat ten, pisany jednocześnie w językach rosyjskim i żydowskim, został opublikowany w roku 1919 w Wilnie[2] w języku żydowskim i tam też był po raz pierwszy wystawiony rok później. „Dybuk” był wielokrotnie wznawiany z powodzeniem na polskich i światowych scenach oraz dwukrotnie filmowany (1937 Polska[3]; 1968 Izrael). Mniej znany jest natomiast fakt, że S. An-ski podróżował w pierwszej połowie roku 1915 po okupowanej przez Rosjan Galicji, jako wysłannik petersburskiego żydowskiego Komitetu Pomocy, i że swe wrażenia z tej podróży barwnie i emocjonalnie opisał w manuskrypcie ukończonym w lutym 1920. Tam właśnie znajdują się krótkie fragmenty i wzmianki relacjonujące pobyt autora na terenie powiatu lubaczowskiego (ówcześnie był to powiat cieszanowski), a mianowicie w Lubaczowie, Oleszycach, Cieszanowie i Narolu.

S. An-ski urodził się w roku 1863 w Czasznikach (obwód witebski na Białorusi), a zmarł 8 listopada 1920 w Warszawie. Wychowywał się w religijnym środowisku chasydzkim, lecz jako młody człowiek uległ wpływom Haskali (tzw. żydowskiego Oświecenia) i teoriom populistycznej doktryny rosyjskich Narodników. Swą pierwszą powieść (w języku żydowskim) opublikował w roku 1884. Od 1892 do 1905 przebywał na przymusowej emigracji w Paryżu, gdzie związał się ze środowiskiem rewolucyjnej emigracji rosyjskiej. W latach 1911-1914 prowadził zakrojone na szeroką skalę badania etnograficzne wsi i miasteczek żydowskich na Wołyniu i Podolu, których artystycznym owocem był właśnie „Dybuk”. Po rewolucji bolszewickiej osiedlił się w Otwocku, a pochowany został na cmentarzu żydowskim w Warszawie. Zbiór wszystkich jego prac w języku żydowskim został opublikowany pośmiertnie w latach dwudziestych w piętnastotomowym wydawnictwie[4].

Wydawnictwo to objęło także wspomniany wcześniej rękopis, podzielony na cztery części, zatytułowany „Tragedia Galicji” (w żydowskim oryginale „Churban Galicje”). Tam właśnie, w części drugiej, znajdują się krótkie fragmenty relacjonujące pobyt autora w Lubaczowie i Oleszycach, a w trzeciej wzmianki o Cieszanowie i Narolu.

Tłumaczenie „Tragedii Galicji” na język hebrajski pod rozbudowanym tytułem „Tragedia Żydów Polski, Galicji i Bukowiny” ukazało się po raz pierwszy w roku 1929 w Berlinie[5], a po raz drugi i – jak na razie - ostatni w roku 1936 w Tel Awiwie[6]. Książka pozostawała w zasadzie nieznana czytelnikom, którzy nie władali żydowskim lub hebrajskim, aż do roku 2003, kiedy to została przetłumaczona na język angielski[7]. Niestety, angielskie wydanie jest obciążone trzema zasadniczymi wadami. Pierwszą z nich jest sam tytuł: “The Enemy at His Pleasure. A Journey Through the Jewish Pale of Settlement During World War I”. Termin “pale of settlement” znany jest historykom jako zachodnia część Imperium Rosyjskiego, jedyna w której zezwolono Żydom na osiedlanie się. Rozciągniecie tego terminu na opis okupowanej przez Rosjan w czasie I wojny światowej Galicji i Bukowiny jest zabiegiem co najmniej niewłaściwym, a już na pewno mylącym. Druga kwestia to niewiarygodne wręcz zniekształcanie przez tłumacza polskich i ukraińskich nazw miejsowych. Zdarza się nawet, że nazwa tej samej miejscowości podawana jest w dwóch różnych formach, co w tego typu wydawnictwie jest absolutnie niedopuszczalne. Dla przykładu: Pilzno to Filzne (s. 100), Krakowiec to Krukowjec (s. 125), Gródek Podolski to Paradek (s. 253), a Rzeszów występuje jako Rzeshov (s. 83) bądź jako Zheshov (s. 84). Największa jednak wada to pominięcie przez tłumacza wielu fragmentów, a nawet całych rozdziałów (rozdziały 16 i 17 w części pierwszej oraz rozdział 9 w części drugiej), bez zaznaczenia tego w jakikolwiek sposób. Czytelnik anglojęzyczny może odnieść mylne wrażenie, że dysponuje kompletnym przekładem, gdyż o pomijaniu pewnych fragmentów tłumacz nie wspomina nawet we wstępie. Niestety, w angielskim tłumaczeniu opuszczone zostały także w całości opisy pobytu An-skiego w Lubaczowie i Oleszycach oraz wzmianki o Narolu i Cieszanowie, i dlatego przetłumaczone przeze mnie poniżej opisy oparte są na hebrajskim wydaniu książki z roku 1936.

S. An-ski odbył od stycznia do maja 1915 trzy podróże po Galicji w różnych rolach, organizując z ramienia petersburskiego Komitetu Pomocy punkty opiekuńcze i koszerne jadłodajnie dla miejscowych Żydów, pozbawionych możliwości zarobkowania oraz wszelkich środków do życia w wyniku rekwizycji, zniszczeń, deportacji i pogromów dokonywanych przez walczące strony, głównie przez kozackie oddziały armii carskiej.

Celem uzyskania zgody władz wojskowych na wjazd na teren objętej działaniami wojennymi Galicji musiał S. An-ski zadbać o odpowiednie pełnomocnictwa, bez których taka podróż byłaby niemożliwa. Podczas pierwszej podróży, w trakcie której zatrzymał się w Oleszycach, wystąpił jako konwojent wojskowy eskortujący w styczniu 1915 dwa wagony medykamentów dla kompanii sanitarnej armii carskiej stacjonującej w Tarnowie i okolicy. Trasa wiodła z Moskwy przez Kijów, Brody, Lwów, Rawę Ruską do Tarnowa przez Jarosław i Rzeszów. W czasie tej podróży S. An-ski tylko przejeżdża przez Lubaczów i zatrzymuje się na kilka godzin w Oleszycach[8]:

        Podróż ciągnęła się z przerwami i prawie cały czas biegli z obydwu stron chłopi i chłopki, starsi i bosa młodzież, wychudzeni, prawdziwe szkielety, i wyciągając ręce do okien wołali przejmującym i przeciągłym głosem: „chleba!”, „grosza!”.

        Po przejechaniu kilku stacji od Rawy Ruskiej nasz pociąg zatrzymał się na dłużej na małej stacyjce Oleszyce. Dowiedziałem się, że powodem opóźnienia było to, iż nasza lokomotywa nie może uciągnąć składu pod górę i maszynista wrócił do Rawy Ruskiej, aby przywieźć stamtąd silniejszą. Gdy powiedziano mi, że do powrotu maszynisty minie kilka godzin, wykorzystałem ten czas i poszedłem zwiedzić miasteczko.

        Było ono oddalone od stacji o około dwie wiorsty. Typowe żydowskie miasteczko, biedne i zapomniane. Po przybyciu na miejsce natknąłem się na młodego chłopaka i poprosiłem go, aby zaprowadził mnie do domu rabina[9].

        Zaprowadził mnie do małego domku, w którym były dwie izby. W jednej leżała chora Żydówka, rabinowa, a przy niej siedziało kilka kobiet. W drugiej izbie odmawiano głośno modlitwę mincha[10].

        Przybycie osoby w eleganckim mundurze armii rosyjskiej przestraszyło, co zrozumiałe, osoby znajdujące się w domku. Gdy jednak powiedziałem im, że jestem Żydem uspokoili się.

        Okazało się, że rabin opuścił miasteczko wraz z Austriakami (możliwe też, że Rosjanie wzięli go jako zakładnika). Rabinowa, która pozostała w miasteczku wraz z dwiema córkami bez środków do życia, leży cały czas chora. Z drugiego pokoju wyszedł dajan[11] z dziwacznie ubranym Żydem palestyńskim, który pozostawał tu od początku wojny. Po nich kolejno wychodzili pozostali Żydzi, którzy skończyli odmawiać modlitwę mincha. Opowiedzieli mi, że całe miasteczko podupadło, kanały zarobkowania zostały zablokowane, a żołnierze nie przestają rabować pozostałego jeszcze dobytku[12].

        Spieszyłem się, aby nie spóźnić się na odjazd pociągu. Wręczyłem dajanowi 50 rubli, który przyjął je jak wielki dar. Serce tych ludzi napełniło się ciepłem, gdy zobaczyli, że ich bracia – rosyjscy Żydzi, przejmują się ich losem i przybywają dowiedzieć się o ich sytuację. Zrobiło to na nich większe wrażenie, niż tych kilka rubli. Rozstałem się z nimi wśród ciepłych pożegnań i obiecałem poprosić komitet lwowski, aby wysyłał im co miesiąc regularną pomoc. Po kilku tygodniach, na podstawie tej mojej obietnicy, przybył do Lwowa specjalny wysłannik gminy oleszyckiej, aby otrzymać z kasy miejscowego komitetu większe wsparcie.

        Pociąg, którym podróżowałem, i do którego były doczepione wagony ze środkami medycznymi, jakie wiozłem do Galicji, zakończył swój bieg w Rzeszowie. Byłem zmuszony zanocować tu i zaczekać na pociąg, który zabierze mnie, wraz z wagonami, do Tarnowa.

Drugą podróż do Galicji odbył An-ski w charakterze wysłannika armii carskiej skupującego skóry na potrzeby wojska. Tym razem, podróżując koleją w marcu 1915 ze Lwowa do Tarnowa przez Rawę Ruską, zatrzymuje się na nocleg w Lubaczowie[13]:

          Pierwszym miejscem, w którym się zatrzymałem, było miasteczko Lubaczów. Przybyłem tam przed wieczorem. Wychodząc ze stacji nie wiedziałem dokąd się zwrócić, gdyż miasto było oddalone od niej o trzy-cztery wiorsty. Gdy tak zastanawiałem się, wyszedł ze stacji oficer. Zapytałem go o drogę do miasta.

  Proszę iść ze mną. Ja także tam idę – odpowiedział.

        Poszliśmy razem. Oficer opowiedział mi, że zatrzymał się w mieście ze swoim batalionem. Zapytałem, czy będę mógł zdobyć w Lubaczowie miejsce w hotelu, aby przenocować.

– Hotel?! Wykrzyknął, po czym zaczął się śmiać – Widzę, że nie ma pan w ogóle pojęcia, co się stało w mieście. Nie tylko w hotelu, ale także w żadnym domu nie znajdzie pan miejsca na nocleg. Miasto zostało zniszczone i spalone[14].

  Czy toczyły się tu ciężkie walki?

  Jakie walki? Tu nie było żadnych walk. Tu zabawili się nieco nasi drodzy Kozacy. Ograbili i zniszczyli całe miasto.

Weszliśmy do miasta i mym oczom ukazał się ogrom zniszczeń. Rynek i przyległe ulice były spalone.

  Niech pan spojrzy – powiedział oficer – wszystkie domy i sklepy, które zostały spalone, należą do Żydów. Kozacy nie podpalili nawet jednego domu chrześcijańskiego. Gdy ogień ogarniał dom chrześcijański spieszyli oni, aby go ugasić, ale nie pozwalali gasić domów i sklepów należących do Żydów. Teraz ja i mój batalion cierpimy z powodu tych wyczynów. Obozujemy jak na pustyni. Nie można nic zdobyć za żadną cenę.

Gdy przechodziliśmy przez rynek oficer wskazał na murowany dom, który nie został zniszczony.

  Tu znajduje się biuro komendanta. Chodźmy do niego, a on wskaże panu nocleg. Inaczej nie zdobędzie pan miejsca do spania.

Nie miałem specjalnej ochoty iść do komendanta, który z pewnością spyta mnie o cel mego przybycia do Lubaczowa i o moje zamiary. Miałem, co prawda, dokumenty poświadczające, iż przybyłem tu w celu poszukiwania skór, ale uznałem za stosowne nie okazywać ich, dopóki nie będzie to konieczne.

Powiedziałem oficerowi, że pójdę za jego radą i że wejdę do komendanta, ale po pożegnaniu go udałem się do niezniszczonej części miasta. Wszedłem do żydowskiego sklepiku i aby spełnić swój obowiązek zapytałem, gdzie znajdę skład skór.

  A gdzież pan znajdzie tu skóry w takich czasach – odpowiedział mi sklepikarz z gorzkim uśmiechem – przed wojną była tu garbarnia i duże składy. Teraz jednak wszystkie zostały rozgrabione i spalone.

        Pomimo to zaprowadził mnie do domu, w którym przedtem mieszkał handlarz skór. Wszedłem do dużego pokoju, w którym gnieździło się wiele rodzin ze spalonych domów. Na ścianach wisiało kilkadziesiąt kawałków skór. Gospodyni, kobieta w podeszłym wieku, opowiedziała mi:

  Przed wojną mieliśmy skład, którego wartość dochodziła do pół miliona koron. Teraz z tego wszystkiego zostało tylko te kilkadziesiąt kawałków, które widzi pan na ścianach. Nasz skład mieścił się przy ulicy. Gdy weszli Kozacy zaraz podłożyli ogień na rynku i nie pozwalali ratować towarów ze sklepów. Jeden z moich sąsiadów, który miał skład skór zwierzęcych, wbiegł jednak do sklepu i dobył z niego szybko małą wiązkę drogich lisich skór, z których wyrabia się sztrajmle. Gdy wybiegł ze sklepu Kozacy zaczęli go gonić i jeden z nich ciął go szablą w szyję. Pomimo to, udało mu się dotrzeć do domu. Nazajutrz zmarł od rany. Z tych kilku uratowanych skór utrzymuje się teraz jego rodzina, ale on sam zszedł z tego świata. Także mój mąż chciał biec i ratować towar z naszego sklepu, ale nie pozwoliłam mu. Życie jest przecież ważniejsze.

Poprosiłem o zaproszenie tu kilku ważniejszych obywateli miasta. Po ich przyjściu omówiliśmy szczegółowo sytuację mieszkańców i dowiedziałem się, że jest ona bardzo zasmucająca. Obywatele ci utworzyli na miejscu komitet pomocy, któremu przekazałem osiemset rubli.

        Późną godziną wieczorną poszedłem w kierunku stacji. W drodze towarzyszył mi za przewodnika młody chłopak. Opowiedział mi, że przed wojną w mieście działo się wiele na polu kultury, istniały towarzystwa sportowe, zrzeszenia rzemieślnicze i inne organizacje. Było Zjednoczenie Syjonistyczne. Socjalistyczne partie żydowskie działały tu z dużym powodzeniem.

Musiałem przenocować na stacji. Nazajutrz udałem się w dalszą drogę.

Krótkie wzmianki o Narolu i Cieszanowie zawarł S. An-ski w opisie swej trzeciej podróży, odbytej w maju 1915 po okolicach położonych na północny-zachód od Lwowa, które pozostawały jeszcze pod okupacją rosyjską. S. An-ski odbył ją w towarzystwie członka kompanii sanitarnej, organizującej punkty pomocy medycznej i aprowizacyjnej[15]:

        Nazajutrz przyszedł do mnie po raz drugi Boncz-Osmołowski i poprosił, abym pojechał z nim do punktów, jakie zorganizował w Magierowie, Rawie Ruskiej, Bełżcu i Narolu[16]. Z jego wypowiedzi zrozumiałem, że zaprosił mnie do odwiedzenia tych punktów, po to, abym wpłynął na petersburski komitet pomocy, by ten udzielił wsparcia finansowego na sumę pięciu tysięcy rubli. Przy tej okazji poskarżył mi się Boncz-Osmołowski na swą asystentkę, Helmę Wiadrinę, która przeszkadzała mu w pracy, prowokowała kłótnie i chciała wszystko robić po swojemu. Po jego dwóch wizytach odwiedziła mnie Wiadrina. Ta z kolei skarżyła mi się na Boncz-Osmołowskiego, że zaczyna kilka rzeczy na raz, źle je organizuje, a potem wycofuje się w połowie dzieła, nie naradzając się z pozostałymi członkami kompanii. Dla przykładu: powstał punkt pomocy w Cieszanowie, gdzie mieszkańcy bardzo jej potrzebowali[17]. Teraz Boncz-Osmołowski zniszczył nagle całe to przedsięwzięcie bez żadnego powodu. Poprosiła mnie, abym pojechał z nią do Cieszanowa. Opowiedziała mi o zorganizowaniu pomocy poprzez zatrudnienie w wytwórni papierosów. Wspomniała, że pracuje tam nie dwadzieścia, ale siedem kobiet, i tylko jedna jest Żydówką. Kierowniczka wytwórni, Polka, nie pozwala zatrudniać Żydówek i to doprowadziło już raz do sprzeczki pomiędzy nią a Wiadriną. Trudno mi było rozsądzić, które z nich ma rację, Boncz-Osmołowski czy Helma Wiadrina.

Książka S. An-skiego zasługuje na solidne i opracowane naukowo tłumaczenie całości na język polski, gdyż zawiera kopalnię wiadomości o miastach i miasteczkach galicyjskich i bukowińskich w latach 1914-1916, znacznie bogatszych niż przytoczone tu skromne fragmenty o Lubaczowie, Oleszycach, Narolu i Cieszanowie. Niezbędne byłoby także odpowiednie ustosunkowanie się we wstępie do zdecydowanie tendencyjnych poglądów S. An-skiego, wiernego poddanego rosyjskiego, który często obarcza Polaków winą za wywoływanie nastrojów antyżydowskich w imperialnej armii carskiej, co jest twierdzeniem tyle dziwnym, co nieuzasadnionym, mającym zdjąć z okupacyjnych władz rosyjskich odpowiedzialność za dokonywane masowo w czasie I wojny światowej pogromy Żydów.

Miejmy nadzieję, że przyszłe polskie tłumaczenie ustrzeże się błędów popełnionych w tłumaczeniu angielskim.

Tel Awiw, 26 lipca 2003



[1]     S. An-ski to pseudonim artystyczny Solomona Zejnwiła Rapoporta.

[2]     S. An-ski, Zwischen Zwei Welten - Der Dybbuk, A Dramatische Legende In Vier Akten, wyd. J. Kwiat, Wilno 1919. Pierwsze tłumaczenie na język polski zatytułowane Na pograniczu dwóch światów (Dybuk), autorstwa Maksymiliana Korena, ukazało się nakładem Spółki Wydawniczej „Chwila” we Lwowie w roku 1922.

[3]     Reżyseria Michał Waszyński, produkcja Feniks Film.

[4]     S. L. Citron (red.), S. An-ski, Gezamelte schriften in fuftsehn bender, Warszawa 1920-1925.

[5]     S. An-ski, Churban Jehudej Polin, Galicja weBukowina, tłum. S. L. Citron, wyd. A. J. Stibel, Berlin-Charlottenburg 1929.

[6]     S. An-ski, Churban Jehudej Polin, Galicja weBukowina, tłum. S. L. Citron, wyd. A. J. Stibel, Tel Awiw 1936.

[7]     S. An-ski, The Enemy at His Pleasure. A Journey Through the Jewish Pale of Settlement During World War I, tłum. J. Neugroschel, wyd. Metropolitan Books, Henry Holt and Company, Nowy Jork 2003.               

[8]     S. An-ski, Churban …, część B, rozdział 6, s. 132-133.

[9]     Chodzi zapewne o rabina Naftalego Cwi Silbersteina, jak można wywnioskować z artykułu: Oleszyce [w:] Pinkas HaKehillot. Encyclopaedia of Jewish Communities. Poland, vol. II, Eastern Galicia, wyd. Yad Vashem, Martyrs' and Heroes' Remebrance Authority, Jerozolima 1980, s. 57.

[10]    Mincha – “ofiara”, synagogalny odpowiednik codziennej ofiary popołudniowej składanej w Świątyni, modły odprawiane o dowolnej porze po południu przed zachodem słońca (Kalendarz Żydowski 5746, wyd. Związek Religijny Wyznania Mojżeszowego, Warszawa 1985, s. 19).

[11]    Dajan – “sędzia”; Najpewniej Szlomo Szrencel; źródło – Oleszyce [w:] Pinkas HaKehillot..., s. 57.

[12]    Artykuł Oleszyce [w:] Pinkas HaKehillot…, s. 57, informuje: W czasie I wojny światowej Oleszyce znacznie ucierpiały pod okupacją rosyjską. Żołnierze dokonywali rozbojów, a nawet spalili kilka domów… W okresie okupacji rosyjskiej  (sierpień 1914 – maj 1915) Żydzi cierpieli prześladowania ze strony żołnierzy rosyjskich (okradanie sklepów i gwałty).

[13]    S. An-ski, Churban …, część B, rozdział 14, s. 176-178.

[14]    Artykuł Lubaczów [w:] Pinkas HaKehillot, s. 294, wspomina o tych czasach bardzo krótko: W trakcie wydarzeń I wojny światowej około 500 Żydów lubaczowskich porzuciło miasto i w sporej części powrócili oni do Lubaczowa dopiero w połowie lat 20-tych.; Z. Kubrak (Pod znakiem Św. Floriana, wyd. Muzeum w Lubaczowie, s. 13) precyzuje: 12 tego miesiąca [(wrzesień 1914) Rosjanie zniszczyli] Lubaczów. W czasie bitwy o Lubaczów, 16 czerwca 1915 r., miasto znów ogarnął pożar.

[15]    S. An-ski, Churban …, część C, rozdział 4, s. 202.

[16]    S. F. Gajerski (Zarys dziejów Narola, wyd. Polskie Towarzystwo Historyczne, Przemyśl 1986, s. 8) informuje: 10.IX.1914 austriacki 6 pu spalił prawie zupełnie miasteczko ...; Z. Kubrak (Pod znakiem..., s. 13) podaje: 10 września [1914] wojska austriackie spaliły Narol – spaliły się 282 budynki..

[17]    Artykuł Cieszanów [w:] Pinkas HaKehillot…, s. 450, informuje: W trakcie I wojny wiatowej Cieszanów został mocno ugodzony i liczba ludności spadła do 50% ilości przedwojennej. Gospodarka żydowska została całkowicie zniszczona i członkowie tej społeczności znajdowali się w dramatycznej sytuacji materialnej.; S. F. Gajerski (Zarys dziejów Cieszanowa, wyd. Polskie Towarzystwo Historyczne, Przemyśl 1981, s. 9) pisze: Podczas I wojny światowej miasto zostało spalone ... Z wojny tej wyszedł Cieszanów poważnie zniszczony ....; Z. Kubrak (Pod znakiem..., s. 13) precyzuje: 11 września [1914] Rosjanie zniszczyli Cieszanów.


Powrót