WACŁAW ŚWIĄTKOWSKI, Płockie i południowa Lubelszczyzna. Trzecia wycieczka po kraju, Warszawa 1927

Opracowanie: ©Paweł Rydzewski / www.roztocze.horyniec.net


Zaklików

Miasteczko to leży nad Sanną w okolicy niskiej, błotnistej. Na obszernym rynku i w ulicach pełno błota, trudno przejść, przejechać. Prawdziwa topiel tworzy się na wiosnę i na jesieni. Zaklików posiada murowany kościół z XVI wieku i górę zamkową na łąkach. Mieszczanie, mularze z zawodu, rozchodzą się na lato po większych miastach, gdzie ruch budowlany wymaga rąk do pracy. Kobiety zostają na gospodarstwie, hodują ogrodowizny, tkają na warsztatach ręcznych. Przymusowa wędrówka za chlebem wnosi nie tylko dobrobyt, lecz j kulturę. Nic więc dziwnego, że zaklikowianie nie odczuwają biedy i wyróżniają się ogładą i inteligencją. Początek miasteczka sięga czasów Władysława Jagiełły.

Janów

O milę od Modliborzyc leży Janów, miasto powiatowe, połączone szosą z Lublinem. Na pierwszy rzut oka sprawia miłe wrażenie: nie widać w niem brudów, jak w innych miasteczkach. Boczne ulice i rynek nie miały jeszcze bruków, ani chodników, jedynie je miała pryncypalna ulica Zamojska, przez którą przeciągał Kościuszko i gdzie stał obozem. Na pamiątkę pobytu ukochanego bohatera i wodza powstał ogródek spacerowy i kolumna z piaskowca. Praca oświatowa i społeczna w Janowie szła dość sprawnie, rozwijała się i kwitła. Była tu i Macierz Szkolna, i czytelnia, i bibljoteka, i straż ogniowa, i Towarzystwo pożyczkowo-oszczędnościowe, tylko szkoły polskiej nie było, gdyż rząd odmówił koncesji. Janów leży w okolicy piaszczystej, mało urodzajnej, w pobliżu Białej, wpadającej do Sanu. Mieszczanie żyją z rolnictwa, z rzemiosł i drobnego handlu. Miasto zawdzięcza swe powstanie Zamoyskim i dlatego nosi nazwę Ordynackiego. Niegdyś słynęło z wyrobu sukien. Rok 1831 pogrzebał ten przemysł, który zatrudniał 360 robotników, niebywałą liczbę na owe czasy. Wspaniały kościół podominikański, słynny z cudownego obrazu Matki Boskiej, objawionej przy źródle, wzniósł w 1650 r. Tomasz Zamoyski. Co wieczór z wieży kościelnej, jak hejnał gdzie indziej, dziewięciokrotnie uderza dzwon na pamiątkę poległych rycerzy polskich pod Warną wraz z młodocianym wodzem Władysławem. Na gruntach Janowa hetman Zamoyski osadzał jeńców tatarskich, którzy wycisnęli tu pewne piętno w strukturze domów o księżycowem wygięciu górnej części drzwi. Zniknęli jeńcy w morzu polskiem i wynarodowili się zupełnie, wyznają katolicyzm i mówią czystą polszczyzną.

Goraj

Pagórkowata wyżyna Lubelska roztacza piękny i malowniczy krajobraz, głównie w okolicach Goraja, leżącego nad stawem, przez który przepływa Łada, dopływ Tanwi. Tu ziemie urodzajne, wszędzie łany pszenicy i zboża wspaniałe. Powierzchnia nadzwyczaj urozmaicona: wzgórza, wąwozy, jary, urwiska. Wśród tych cudów natury przykre wrażenie sprawia miasto. Chylące się od starości domy o dziurawych i zapadłych dachach wieńczą pełen błota i gliny rynek, przypominający raczej śmietnik wielki i gnojowisko, niż plac targowy. Jakiś obraz nędzy i zaniedbania. A ile to w tych pochylonych wiekiem domach oryginalności, ile artyzmu, naszego renesansu, a ile poezji! Fronton każdego niemal wspiera się na rzeźbionych słupach, tworzących podcienia, dach łamany, pełen wdzięku i smaku. Giną te cenne zabytki bezpowrotnie, czas je kosi; powstają nowe, bez stylu i duszy. Ulice gorajskie robią wrażenie wąwozów i rzek. Woda deszczowa je żłobi, rozmywa, tamuje ruch kołowy, a ojcowie miasta kiwają głowami i nic nie robią dla walki z żywiołem. Goraj zaliczał się niegdyś do miast zamożnych, dużych, posiadał zamek, kilka kościołów, z których tylko jeden pozostał; rozwijał się tu przemysł i rzemiosła. Dzisiejsi mieszczanie zajmują się rolnictwem, nieliczni wyrobem płótna na worki, garbarstwem.

Frampol

Bogaciej i czyściej przedstawia się pobliski Frampol z dużym bardzo, niebrukowanym rynkiem, otoczonym niebrzydkiemi domami. W miasteczku godne uwagi są liczne warsztaty płótna, ręczników, obrusów. Ładny kościół murowany znalazłem w stadjum gruntownej restauracji. Początek Frampola sięga 1705 roku. Założył go Franciszek Butler, który, dbając o jego rozwój, osadzał w nim garncarzy, tkaczy i szewców. Frampol, jak i Goraj, leży nad Ładą, której się trzymam aż do Biłgoraja.

Puszcza Solska

Wkraczam w granice powiatu Biłgorajskiego, obfitującego w piaski i lasy sosnowe. Południowa część powiatu ma glebę żyźniejszą i wioski liczniejsze. Mieszkańcy tutejsi wędrują do robót mularskich lub z sitami po kraju i po olbrzymich terenach Rosji. Wygodnych dróg bitych niema tu wcale, jak również i żelaznych; najbliższa stacja kolejowa - Lublin oddalona jest o kilkanaście mil uciążliwej drogi. Od Frampola do Biłgoraja i dalej aż po San ciągną się piaski i olbrzymie lasy, należące do ordynacji Zamoyskich. Całą drogę odbywam pieszo. Morze piasku tonie w zielonem morzu drzew iglastych. Piękny krajobraz leśny przypomina mi bardzo puszczę Kurpiowską. Jestem faktycznie w granicach puszczy, zw. Solską. Na drodze cisza. Nikt tędy nie idzie i nikt nie jedzie. W lesie też cisza, jak gdyby życie wymarło. Powietrze duszne, przesycone aromatem sosen. Upał dokucza bardzo, zupełny brak przewiewu. Zamilkły ptaszęta, drzemią w cieniu gałązek, tylko dzięcioł, ten wierny opiekun leśny, od czasu do czasu zapuka mocnym swym dziobem po pniu spróchniałym i spokój ogólny zamąci.

Biłgoraj

Nieznacznie z leśnych otoczy wyłania się Biłgoraj, opuszczony, zaniedbany, bez bruków prawie. Ulice toną w błocie; domy drewniane, dość czyste. Miasto nie ma zajazdu, ani jadłodajni, handel w ręku Żydów. Ozdobą Biłgoraja jest ogródek spacerowy i kościół z 1699 r., w którym na uwagę zasługuje grobowiec Nowakowskiego, szambelana Stanisława Augusta. Mieszkańcy tutejsi, bez różnicy płci i narodowości, wyrabiają sita i przetaki. W każdym domu wre praca na małych warsztacikach, przypominających kształtem i strukturą warsztaty tkackie. Podziwiać należy, jak misterna tkanka z włosia, łyka, jedwabiu czy nawet drutu szybko wychodzi ze zręcznych rąk biłgorajanki. Dziś wyrób sit podupadł; dawniej dosięgał olbrzymich liczb, a roczny obrót wynosił paręset tysięcy rubli. Biłgorajanie odznaczają się piękną budową ciała i czystą polszczyzną w mowie. Niegdyś Biłgoraj słynął z urody kobiet. W czasie mego przejazdu nie spotkałem prawdziwie przystojnej. Widocznie piękność biłgorajska już stała się legendą. Stroje  kobiece odznaczają się smakiem. Dziewczęta noszą spuszczone warkocze z wplecioną wstążką, kobiety upinają głowę jedwabną chustką w kwiaty. Białą lub kolorową spódniczkę przykrywa muślinowy fartuszek, a cienką koszulę z szerokim kołnierzem zdobi zgrabny kaftanik, wyszywany sznurkami i tasiemkami. Na szyi sznury korali i złote lub srebrne medaljony. Mężczyźni noszą sukienne, granatowe kapoty, pasem przepasane, a na nich w zimie płaszcz, podszyty baranami. Stale są poza domem, przychodzą tylko po świeży towar, zostawiając żonom zarobione pieniądze. Pod miastem wznosi się figura św. Jana, pod którą domownicy żegnają i witają każdego wyruszającego w świat daleki i wracającego zeń członka rodziny.

Józefów

Mały Józefów Ordynacki ma tylko duży rynek wokół zabudowany i nic więcej. Ciekawe i piękne są tu domy, tworzące malownicze podcienia od strony piaszczystego, niezabrukowanego rynku. Kościół parafjalny z dwiema niedokończonemi wieżami stoi na uboczu. Wielki ołtarz posiada artystycznej roboty obraz Matki Boskiej. Na wzgórku za miastem dymią się piece do wypalania wapna, którego tu obfitość wielka; jest tu i kamień piaskowy, z którego wykuwają pomniki, krzyże i słupy. Dla braku komunikacji przemysł ten nie daje odpowiednich zysków i zbyt towaru ogranicza się do szczupłych bardzo rozmiarów. Józefów leży nad Nepryszką, nikłym strumyczkiem, wpadającym do Tanwi. Jako miasteczko istnieje od 1725 r. Tomasz Józef Zamoyski wieś Majdan przemianował na miasto, które nazwał od swego imienia. W początkach XIX w. była tu drukarnia ksiąg hebrajskich; wkrótce podupadła i cały ruch wydawniczy przeniesiono do Warszawy. W roku 1863 w podjazdowych potyczkach pod Józefowem zginął zdolny i utalentowany poeta Mieczysław Romanowski.

Krasnobród

Do Krasnobrodu piaski i lasy. Błotniste, brudne i sznurem wyciągnięte miasteczko leży nad samym Wieprzem. Wygląda jak wyspa, rzucona pośród olbrzymich lasów. Niegdyś Krasnobród należał do Leszczyńskich, gorliwych wyznawców kalwinizmu, którzy doń zwoływali synody prowincjonalne, odbywające się pod przewodnictwem Tomasza Węgierskiego, słynnego kaznodziei. Od Leszczyńskich miasto przeszło w ręce Tarnowskich, w końcu do Zamoyskich. Poza miastem, nad Wieprzem, w lesie sosnowym wznosi się piękny bardzo kościół podominikański, słynący z odpustów i pielgrzymek. Maria Kazimiera, żona Jana Sobieskiego, odzyskawszy tu zdrowie, szczególniejszą opieką otacza klasztor. Na zgliszczach małego kościołka wznosi piękną świątynię murowaną, a przy niej cele zakonne. W wielkim ołtarzu znajduje się maleńki obrazek Maski Boskiej, cudami słynący, znaleziony jakoby za miastem po napadzie i rzezi kozackiej. Piękne jest urządzenie wewnętrzne świątyni, a głównie dwa identyczne z czarnego dębu ołtarze boczne, z których w rzeźbie ze smakiem wielkim zwiesza się gronostajowy płaszcz królewski. Oprócz kościoła są jeszcze rozrzucone w różnych kierunkach kaplice, przeważnie drewniane. Dwie z nich stoją na palach nad licznemi i obfitemi źródłami, gdzie woda wre, jak w kotle, tworzy odrazu silny i bystry strumień, pogłębiający znacznie słaby jeszcze Wieprz.

Zwierzyniec

Boczną, lecz piękną drogą jadę do Zwierzyńca, głównego zarządu ordynacji. Trzymam się doliny Wieprza. szybko mknącego po zielonym kobiercu. Siłę bystrego prądu i rozmach ukrócają częste tartaki drzewne, przerabiające cenny materjał (la meble gięte, których fabryki stoją nad rzeką. Cudna dolina Wieprza stale zmienia krajobraz: to szmaragd traw bujnych widzę, to szereg wzgórz kwiecistych, to lasy ciemne, świerkowe, to niwy, kłosami pełne. Naraz gęsta ściana leśna zaczyna się rozszerzać. wynurza się wielka polana ze stawem i wyspą jestem w Zwierzyńcu, gdzie ogniskuje się centralny zarząd olbrzymich dóbr Zamoyskich. Tu skupia się cała machina administracyjna, począwszy od plenipotenta, a skończywszy na gajowym i stróżu. Z licznych majątków i leśnictw zbiega się tu olbrzymia sieć telefonów, których główna stacja przewyższa niejedną centralę miejską. Niezwykłe wrażenie sprawia ta ludna osada urzędnicza: to miasto bez proletarjatu, to wieś bez kmieci. Piękny pałacyk zajmuje naczelny plenipotent, ładne i obszerne dworki parterowe z ogródkami wyżsi i niżsi urzędnicy i oficjaliści. Większość urzędników-to ludzie o wyższej kulturze i inteligencji. W wolnych od zajęć chwilach zbierają się w klubie, przy którym istnieje czytelnia, bibljoteka, sala do zabaw. Pośrodku Zwierzyńca urządzony jest duży park oraz olbrzymie plantacje sadzonek leśnych. Na wyspie, znajdującej się na stawie, wznosi się kaplica, a tuż na brzegu lasu-mogiły powstańców z 1863 r., którym nie wolno było wznieść nawet skromnego krzyża. Czczący pamięć bohaterów zwierzynianie, a głównie zwierzynianki stale zasypywały groby powstańców żywe m kwieciem, czego nie byli w stanie zabronić Moskale.

Na wypadek pożaru i dla obrony mienia zawiązano tu straż ogniową ochotniczą. Fabryk niema wcale; istnieje jedyna tylko do wyrobu mebli ogrodowych i posadzek. Rozległe dobra ordynackie, przenoszące wielkością niejedno księstwo Rzeszy Niemieckiej, posiadają 254 tysiące morgów lasów, sto osiemdziesiąt kilka tysięcy ziemi ornej, dwieście kilkadziesiąt folwarków, siedmiuset urzędników leśnych. Na poręby roczne przypada 3.700 morgów lasu. Dotychczas nie uregu1owano serwitutów chłopskich i z tego powodu w lasach niema należytego porządku. Nad Zwierzyńcem czujne oko miał rząd rosyjski, czyniący stale wstręty, nie pozwalał na rozwój i pracę narodową, często aresztował ruchliwszych oficjalistów, węsząc na każdym kroku propagandę polską. Pomimo nadzwyczajnych starań i wpływów zarząd dóbr nie uzyskał zatwierdzenia koła Macierzy, a na szkołę z językiem polskim koncesji.

Zawiązkiem osady był dwór myśliwski na wyspie, powstały w XVII w. Wtedy wielka przestrzeń lasu, otoczona wysokim płotem, mieściła jelenie, sarny, łosie, dziki słowem zwierzyniec cały, dający nazwę obecną.

W dalszej wycieczce znowu towarzyszy mi Wieprz, wijący się w pięknej oprawie wzgórz zielonych. Droga nie nudzi, krajobraz ładny, tylko przejazd uciążliwy i nawet niebezpieczny. Wyboje i doły do pasa sięgają. na dnie kamienie wielkie z szosy i błoto, trzeba je wprawnie wymijać.

Szczebrzeszyn

Szczebrzeszyn należy do większych miasteczek, liczy do 8 tysięcy mieszkańców. Położony nad Wieprzem i na wzgórzach mu towarzyszących, sprawia wrażenie dodatnie. Niewielkie parterowe domki, tonące w ogrodach, tworzą obszerny rynek i kilka ulic niebrukowanych. Niegdyś miasto posiadało mury obronne, zamek i bramy wjazdowe, z których śladu niema. Pozostała góra zamkowa nawodzi dawne wspomnienia. Szczebrzeszyn początkiem swym sięga ostatnich Piastów. W archiwach brak wszelkich dokumentów, gdyż te wraz z zamkiem zniknęły w płomieniach. Często zmieniali się właściciele zamku. Historja wymienia Dymitra i Iwana z Goraja, Leliwitów z Tarnowa, Różyców z Krzepic, Toporczyków z Tęczyna, Kmitów, Górków, Zamoyskich. Kościół katolicki powstał w 1620 r.; jest on niewielki, zeszpecony niezręcznie zapewne później przylepionemi skarpami. Na zewnętrznej ścianie, zwróconej do ulicy, ma niszę z obrazem św. Mikołaja al fresco. Wewnątrz znajduje się obraz św. Leonarda, cudami słynący. Dla nielicznej parafji prawosławnej istnieją aż dwie cerkwie: większa fundacji Górków, których prochy spoczywają w podziemiach, i mniejsza przerobiona z kościoła klasztornego szarytek. Przy tej cerkiewce pozostał szpital, na którego utrzymanie Zamoyscy złożyli znaczne sumy, nie przeczuwając, że piękne ich dzieło ulegnie konfiskacie a ściany klasztorne szpetnej maskaradzie w stylu bizantyjskim. W murach Szczebrzeszyna mieściły się słynne szkoły, stanowiące dalszy ciąg Akademji Zamojskiej. Gdy w 1809 r. Zamość stał się fortecą, a sale Akademji zajęło wojsko, wtedy Stanisław Zamoyski przeniósł tę wyższą uczelnię do Szczebrzeszyna, która, przechodząc na rozmaitsze fazy, przybierała coraz to inne nazwy: liceum, szkoły wyższej wydziałowej, wojewódzkiej, gimnazjum. "Dbały" o dobro oświaty rząd rosyjski w roku 1852 przenosi słynną szkołę szczebrzeszyńską do Lublina, a w opróżnionych gmachach lokuje wojsko. Tak znikła ta ważna placówka, tyle lat promieniejąca światłem nauki na daleką przestrzeń. W murach jej głosili czystą wiedzę mężowie wielkiej sławy, jak: Kowalski literat, Kudasiewicz gramatyk, Rychter-bibljograf, Sierociński-pedagog, Zienkowski agronom, Łochowski-naturalista. Dzięki niskiej opłacie, 24 zł. pol. rocznie, panowało przepełnienie w szkole. Wielu wychowanków zasłynęło z nauki: Bazeusz Wojciech gramatyk łaciński, Koihen talmudzista, Siestrzyński lekarz i jeden z pierwszych litografów, Brandt Józef artysta-malarz. Była tu i czteroklasowa szkoła żeńska. W niewielkiem stosunkowo mieście, przy braku inteligencji znalazłem aż dwa towarzystwa oświatowe: Macierz i Światło. Obie placówki, tak ważne i pożądane, suchotniczy prowadziły żywot dla braku funduszów. Prywata i ambicje nie pozwoliły na zlanie się tych dwu towarzystw o identycznych celach.

Zamojszczyzna

Za Szczebrzeszynem zaczyna się równina. Droga jeszcze gorsza, gdyż na niej panuje ruch większy, ciężarowy. W Klemensowie, rezydencji Zamoyskich, istnieje cukrownia. Ciężkie wozy stale tędy krążą i prędko niszczą szosę. Klemensów leży na prawym brzegu Wieprza na wzgórku przy trakcie. Napróżno tu szukałby kto wspaniałego pałacu lub zamku, godnego mieścić największego magnata w Polsce. Ród Zamoyskich żył tylko dla ojczyzny, nie dbając o blichtr i splendor. Prostota i skromność była stałą dewizą tego zasłużonego w dziejach polskich rodu. Nic więc dziwnego, że największy magnat mieszka w skromnym dworze polskim. Piękny ten typowy dwór staroszlachecki i gromady dziatwy wiejskiej. W lasach przeważa dąb i buk. który ciemną zielenią liści i jasną korą nadaje malowniczy wygląd wyżynie Lubelskiej. W zbożach gospodaruje szkodnik wielki i wróg rolnika chomik, przedstawiciel świata zwierzęcego południowych stepów, do których najbardziej zbliżają się wschodnie powiaty Lubelskiego.

Na żyznych gruntach Zamojszczyzny żyje lud rosły, krzepki. dorodny, pięknie zbudowany. Pod opieką swych możnych i humanitarnych panów nie zaznał ucisku, niedostatku i biedy; pracowity i oszczędny doszedł do dobrobytu, a przywiązany do tradycji przechował z pjetyzmem piękne swe stroje, znacznie różniące się od biłgorajskich nietylko krojem, lecz i ozdobami w postaci naszywanych sznurów i tasiemek kolorowych na sukmanie i bogatemi, szerokiemi pasami na biodrach. Malownicze te stroje wszystkim nam są znane. Nosi je orkiestra Namysłowskiego, muzyka-ziemianina powiatu Zamojskiego.

Po kilkunastodniowej wycieczce, pozbawionej możliwych dróg, dopiero teraz w stronę Tomaszowa mogłem bez zmęczenia przebyć kilkumilową przestrzeń gładką i wygodną szosą z klinkieru. Droga pełna urozmaiceń: to gładka równina się ściele. to pagórki, poprzerzynane jarami, jak fale morskie wznoszą się i piętrzą, to łąki bagniste, skąd Wieprz wypływa, zielenią się i srebrzą wodami, to piaski i wydmy bezkarnie swawolą i kurzą po pustych przestrzeniach, to piękne i bujne zboża szumią i kołyszą rytmicznie. Złota ich szata zaczyna już wzywać do pracy kmiotka. Po dworach trajkoczą żniwiarki, na kmiecym zagonie pieśń się rozlega i sierpy dzwonią. Wieś się wyludnia. Znużony upałem Burek, stróż wierny, szukając ochłody, zakopał się pod budą, a dziadek-starowina, siedząc na przyźbie, funkcje brytana pełni. Po lasach błogo, rozkosznie. Gęsty namiot liściasty nie dopuszcza palących promieni słońca, wabi, zaprasza na miły i zasłużony wypoczynek.

Tomaszów

W brzydkiej, błotnistej kotlinie, położonej na dziale wodnym Wieprza, Sanu i Bugu, zażywa błogiego pokoju Tomaszów Ordynacki. Ulice niebrukowane, pełne błota; po bokach wąskie drewniane chodniki; domki małe, parterowe, przeważnie z drzewa. Oto obrazek miasta powiatowego. Powstało ono za Jana Zamoyskiego, który ówczesną wieś Rogoźno od swego herbu przemianował na Jelitowo, a nieco później imieniem nowonarodzonego syna Tomasza nazwał. Był tu niegdyś klasztor trynitarzy z cudowną studnią. która nadmierną obfitością wody przepowiadała lata klęski i nieurodzaju, brakiem zaś-szczęście i dobrobyt. Dziś niema śladu z klasztoru i ze studni. Czas zrobił swoje, a klęski krajowe mu w tem dopomogły. Ocalał jeszcze kościół drewniany z oryginalną. piękną strukturą, cenny zabytek dawnego budownictwa. Cmentarz kościelny otaczają wieńcem olbrzymie lipy. Tomaszów nie wytworzył życia społecznego. Mieszczaństwo biedne, żyje z rolnictwa, Żydzi mocno trzymają w swem ręku handel.


 *Ewentualne wykorzystanie powyższego tekstu wymaga obligatoryjnie:

  • podania oryginalnego źródła: WACŁAW ŚWIĄTKOWSKI, Płockie i południowa Lubelszczyzna. Trzecia wycieczka po kraju, Warszawa 1927 oraz

  • podania źródła cytowania, tzn. imienia i nazwiska autora strony internetowej i jej adresu: Paweł Rydzewski, www.roztocze.horyniec.net

Inny sposób wykorzystania wyżej wymienionych materiałów jest sprzeczny z prawem autorskim.

Powrót