©Stanisław F. Gajerski, Materiały do historii ośrodków garncarskich w Potyliczu i okolicy, Polska Sztuka Ludowa, 1960, nr 1* Tekst opublikowany za zgodą autora

Opracowanie: ©Paweł Rydzewski / www.roztocze.horyniec.net


Przygotowując materiały do pracy pt. „Przemysł i rzemiosło w dobrach królewskich starostwa lubaczowskiego w okresie gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej", natrafiłem na ciekawe źródła historyczne dotyczące dwóch ośrodków garncarskich: wiejskiego w Dziewięcierzu i miejskiego w Potyliczu. Obydwa te ośrodki obecnie nie są już czynne. Dziewięcierz leży w pow. lubaczowskim i przecięty jest granicą oddzielającą terytorium Państwa Polskiego od Związku Radzieckiego, Potylicz zaś położony jest na wschód od tej granicy. Ze względu na związki, jakie w czasach feudalnych i później łączyły obydwa wspomniane ośrodki i z uwagi na to, że wyroby potylickie rozchodziły się od dawna po wsiach 1 miasteczkach dzisiejszego woj. rzeszowskiego - wydaje mi się celowe opublikowanie posiadanych materiałów dotyczących obydwu sąsiadujących ze sobą ośrodków.

Wiadomości zaczerpnięte ze źródeł historycznych uzupełniłem materiałami współczesnymi, zebranymi w czasie badań terenowych prowadzonych przez Sekcję Badania Plastyki Ludowej PIS w Krakowie oraz danymi z literatury, co w sumie pozwoliło również scharakteryzować rodzaj produkcji obydwu ośrodków garncarskich.

Materiały, które tu publikuję, pochodną: z lustracji dóbr królewskich starostwa lubaczowskiego z lat 1564/5, którą wydał M. Hruszewski i z 1766 r., która cytowana jest w „Słowniku Geograficznym"', z inwentarzy starostwa lubaczowskiego, które znajdują się w zbiorach Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Krakowie (Oddział na Wawelu), a pochodzących ze zbiorów Muzeum Czartoryskich w Krakowie, z „Teki Schneidra" Nr 470, znajdującej się we wspomnianym wyżej archiwum, oraz z Archiwum Sekcji Badania Plastyki Ludowej PIS w Krakowie.

Wiadomości zawarte w „Inwentarzach" stanowią cenne źródła do dziejów obydwu ośrodków. Pochodzą one z okresu, kiedy dobra królewskie starostwa lubaczowskiego były w posiadaniu Sieniawskich. Te corocznie sporządzane inwentarze (nie dochowane wprawdzie w pełnym komplecie do czasów obecnych) pozwalają nam śledzić stan liczebny garncarzy, ich powinności i obciążenia, a także dają wgląd w ich produkcję.

Najmłodszą, że się tak wyrażę, grupę źródłową stanowią materiały Archiwum PIS w Krakowie, które zostały zebrane w roku 1957. Są to wywiady z ludnością Dziewięcierza i okolicy, pozwalające poznać życie tamtejszych ośrodków garncarskich głównie na przestrzeni okresu międzywojennego.

W materiałach PIS występują jeszcze drobne wzmianki o innym ośrodku garncarskim z tej samej okolicy, a mianowicie o Werchracie położonej w pobliżu Dziewięcierza. W Werchracie przed II wojną światową było dwóch garncarzy, którzy mieszkali w przysiółkach graniczących z Dziewięcierzem. Jednym z nich był niejaki Skarupski, drugim - Michał Szuper, który pochodził z Dziewięcierza. Z czasem przybył tam trzeci garncarz, nazwiskiem Sznichur. W Werchracie wyrabiano naczynia podobne jak w Dziewięcierzu. Był to prawdopodobnie ośrodek zupełnie mały, co do którego żadnych materiałów archiwalnych nie posiadam.

Potylicz

O Potyliczu wspomina już Długosz około roku 1460. Leży on na terenie dawnego województwa bełzkiego i był własnością królewską, wchodząc w skład dóbr królewskich starostwa lubaczowskiego. W Potyliczu jako mieście królewskim dokonywane były co pewien czas lustracje, które zawierają cenne wiadomości z dziedziny gospodarczo-społecznej miasta. Leżąc na terenie, po którym często grasowały zagony tatarskie, było ono wciąż narażane na niebezpieczeństwo. Dowiadujemy się, że już w roku 1501 na skutek zniszczenia miasta przez Tatarów król Aleksander zwalnia Potylicz od wszelkich podatków na 8 lat, od ceł na 2, od czopowego na rok. W roku 1519 otrzymało miasto przywilej na jarmarki. Ponieważ w czasie napadów Tatarów „przywileje miejskie" zaginęły, w roku 1523 ponawia Zygmunt I Stary prawo magdeburskie. Potylicz musiał doznać jakiejś wielkiej klęski, skora w roku 1551 Zygmunt August, litując się nad ubóstwem mieszczan i pragnąc ich byt polepszyć, uwalnia wieczyście wszystkich jadących z towarami mieszczan potylickich od ceł w całym kraju. W roku 1655 zniszczyli Podlicz Kozacy. Po pierwszym rozbiorze Polski wraz z Galicją dostał się pod panowanie austriackie, a w czasie sprzedaży dóbr kameralnych w Galicji został onrównież sprzedany.

W Potyliczu było kilka cechów, m. in. i garncarski, któremu Zygmunt III nadał w roku 1615 ustawę, w 1649 roku potwierdził ją Jan Kazimierz, a w 1729 August II. O liczbie garncarzy i ich powinnościach w XVI wieku dowiadujemy się z lustracji starostwa lubaczowskiego z 1544/5, w której zanotowano: „Garncarze, których na ten czas jest czterdzieści i osiem, każdy z nich daje od rzemiosła swego po groszy osiem, a czechmistrzowi dwaj wolni od daniny; uczyni od nich złotych dwanaście i groszy dwadzieścia i cztery".

Lustracja ta również wymienia w Potyliczu ulicę Garncarską, przy której mieszkał „Piotrek garncarz". Przy ulicy zwanej „Zabuże" notuje lustrator: „Iacko garncarz", a dalej spisuje „domy ubogich ludzi", w których mieszka miedzy innymi „Misko garncarz". Lustrator notujący dochody wpływające wówczas z miasta Lubaczowa wymienia również myto, które liczą od garnków z Potylicza wywożących.

Wyroby potylickich garncarzy wywożone były nie tylko do Lubaczowa, ale jak świadczą o tym źrósła z końca XVI wieku wykorzystane przez Franciszka Kotule również i do innych miejscowości, czasem nawet bardzo odległych, jak np. Krosno, Rzeszów. Garnki potylickie traktowano jako wyroby luksusowe, które wymieniało się w testamentach i od których płaciło się wyższe opłaty targowe.

Inwentarze z lat 1710—1723 pozwalają zapoznać się z tym, jakie powinności ciążyły na garncarzach potylickich, jak one zmieniały się i jaka przybliżona ich liczba była w tym czasie. I tak w inwentarzu z 1710 roku jest zanotowane pod nagłówkiem: „Powinności miasta Potylicza": „Garncarze wszyscy lubo ich mniej lubo więcej będzie prócz (co dają do inwentarza dziewięcierskiego) złotych 50 czynszu płacą prócz innej powinności, niżej opisanej 8 złote". Ta powinność garncarzy jest stałą i w następnych inwentarzach niezmiennie się ją wymienia. Ciekawa do prześledzenia jest „garncarzów powinność" notowana w poszczególnych inwentarzach. W inwentarzu z roku 1710 brzmi ona jak następuje:

„Ci na potrzebę zamkową z rzemiosła oddać powinni na rok naczynia, jako to garnków jakich potrzeba będzie większych i mniejszych, polewanych, rynek, tyglów kop 6, zasobnych do nabiału na folwarki garnków prostych kop 3, kaflów zielonych na piec kop 6 lub w rekompensie ich jako przed tym mieli folgę piec w zamku lubaczowskim postawić gdy potrzeba będzie”.

Inwentarz z 1712 roku zawiera taką notatkę o powinności garncarzy: „Garncarze lubo ich więcej lubo mniej płacą jednakowo 8 zł. Ci garncarze wszyscy co rok oddać powinni na kuchenną potrzebę garnków mniejszych i większych polewanych kop sześć, garnków prostych do nabiałów kop trzy, kaflów dawali przed tym polewanych zielonych kop sześć i piec w zamku lubaczowskim kiedy potrzeba było stawiali we trzy lata, w czym mieli agrawację, bo ta powinność postanowiona była na ten czas kiedy ich było trzydzieści okołem. Teraz nie masz ich i połowy, dlatego dać powinni garnków polewanych większych i mniejszych kop sześć, prostych do nabiałów kop trzy. W Inwentarzu z 1715 roku czytamy: ..Ciż garncarze dawali kiedy ich z okładem 30 było (tu wymienia co mieli dawniej dawać, a ponieważ) „[...] w tym mieli wielką agrawację, bo ta powinność natenczas ustanowiona była, kiedy ich było kilkadziesiąt, potem tedy postanowiono, aby tylko dawali garnków polewanych większych i mniejszych kop sześć, niebielonych kop trzy, a kaflów nie wzmiankowano wiele. Więc że garncarzów jest niewiele i to ubóstwo całe kiedy po tak ciężkim roku przyjść do siebie me mogą, jednak dać muszą garnków większych i mniejszych polewanych kop trzy, nabielanych prostych kop trzy".

Inwentarz z 1717 roku po omówieniu, jaką powinność mieli gdy ich było trzydziestu — pisze: [...] teraz zaś ich nie masz tak wiele, a prawie i trzeciej części nie znajdzie się. Ci lubo ich tak wiele znajdowało sie jednak mieli sobie za uciemiężenie jako świadczą dawniejsze inwentarze, a że roku przeszłego 1716-go na wszelkie mieli cale miasto od JO.Imci Dobrodzieja podatki skarbowe defalke, więc na ten rok 1717 kop dwie garnków dać powinni i piec nowy w zamku lubaczowskim postawić mają, nie uciągając ich na dalszy czas w tę powinność". Co było powodem tego zubożenia mieszczan potylickich i zmniejszenia się liczby garncarzy- trudno w tej chwili definitywnie stwierdzić. Sądzę jednak, że miasto musiało zostać w tym czasie zniszczone.

Inwentarze z lat 1718, 1719 i 1720 w sprawie powinności notują jednakowo, że: „Ci garncarze powinni dać na kuchenną potrzebę garnków większych i mniejszych polewanych kop sześć, garnków prostych do nabiału kop trzy, kafli zielonych polewanych kop sześć i piec stawiać powinni gdzie rozkażą w lat trzy jeden". Inwentarz z roku 1721, po omówieniu powinności jak wyżej, podaje później jeszcze zanotowaną wiadomość: „Ten [tzn. piec - S. F. G.] w roku 1720 powinni będą stawić na wiosnę 1723 gdzie wskażą".

Inwentarz z 1723 roku nie notuje żadnych zmian w powinnościach garncarzy. Sądzić należy, że powinność ta nie uległa zmianie, gdyż w czasie lustracji miasta w 1766 roku zanotowano: [...] garncarze wedle swego prawa zł 8 wpłacają na potrzebę zamkową naczynia polewanego garnków większych i mniejszych, tyglów, rynek kop 6, prostych garnków do nabiału kop 3 i kafli polewanych kop 8 oddają. Piec kaflowy jeden we 3 lata, gdzie rozkażą stawiają".

W okresie porozbiorowym Potylicz dalej słynął z yrrobów garnków, co znalazło też swoje odbicie w „Geografii Galicji" z 1786 roku, w której napisano: „Potylicz fabryką garnków sławny".

Wśród materiałów zebranych do historii Potylicza w „Tece Schneidra" (Nr 1278) znajduje się „Spis członków gminy i przynależnych do niej, którzy są uprawnieni do wyrobu", sporządzony 21 czerwca 1870 roku. W spisie tym podane są zawody poszczególnych osób, m. in. wymienionych jest dwudziestu garncarzy, a nazwiska i imiona ich są następujące: (numer w spisie) Grzegorz Pruchniak — dom nr 12; 44. Hawrylo Kozow — dom nr 257; 95. Paszko Dulaha — dom nr 221; 109. Grzegorz Basaj — dom nr 394: 141 Iwan Badowski dom nr 48; 188. Pawło Wiszewski dom nr 399; 188. Fiel (sic!) Dulaba dom nr 198; 225. Josef Gasfinger — dom nr 572; 234. Wasyl Moskwityn dom nr 329; 238. Chaim Silber dom nr 7; 254. Abraham Klak dom nr 227; 266. Jtzig Katz — dom nr 577, 217. Schmul Gasfinger dom nr 19; 268. Andonch (sic!) Pruchniak — dom nr 463: 269. Judei Pulecz — dom nr 20; 270. Boruch Breuner — dom nr 582; 271. Schloime Breuner — dom nr 382: 272. Jtzig Frielman — dom nr 38; 275. Abraham Reiman — dom nr 496; 276. Efruzina Siarzyńska — dom nr 546.

Do dalszego rozpatrywania dziejów tego ośrodka będą służyły materiały zebrane przez Państwowy Instytut Sztuki. Podstawę źródłową tych materiałów stanowią wywiady z dwoma byłymi furmanami, którzy w okresie 20-lecia rozwozili wyroby potylickich garncarzy, a to z Michałem Słotwińskim (72 lata), który mieszka obecnie w Dziewięcierzu, i Janem Cichem, mieszkającym obecnie w Dachnowie, oraz z Andrzejem Mołoko (65 lat) z Dziewięcierza.

Na podstawie tych informacji dowiadujemy się, że do I wojny światowej było w Potyliczu dziesięciu garncarzy, a w okresie 20-lecia było ich pięciu. Garncarzami byli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Z Polaków wymieniają oni: Marcina Cichego, Pruchnika, Wyszyńskiego, Łełeka i Andrzeja Mołodno; z innego źródła znamy nazwiska Franciszka Wiśniewskiego i Ukraińca Hrynia Snibora".

Z relacji Michała Słotwińskiego dowiadujemy się. że w Potyliczu było 10 warsztatów, nazywanych przez niego „fabrykami", które były własnością Żydów. W każdym z nich pracowało 7-10 robotników-garncarzy.

Sądząc z analogii występujących na innych terenach, były to duże warsztaty zorganizowane na sposób kapitalistyczny, w których garncarze pracowali w charakterze płatnych robotników. Produkowano tam naczynia użytkowe (garnki, miski, dzbanki itp.) wykonane z jasnej bezżelazistej gliny o powierzchni wygładzonej szmatką (ślady prążków tkaniny widoczne są na ścianach zewnętrznych) i glazurowanej piękną, grubą szklistą glazurą w kolorze ciemnozielonym lub przeźroczystą z brązowymi nieregularnymi plamami. Niektóre dzbany posiadały dekoracyjnie rozwiązane szyjki w postaci głowy zwierzęcej pokrytej sierścią z cienkich wałeczków gliny przeciskanej przez rzadką tkaninę. Zapewne z okazji jakiejś wystawy wykonano w Potyliczu naczynie pierścieniowate o dzwonowatej, nieproporcjonalnie ciężkiej podstawie. Garncarze zatrudnieni w „fabrykach" pracowali również u siebie w domu na prywatny rachunek, wyroby ich posiadały kolor jasnożółty, wyjątkowo odcień czerwony lub brązowy. Były to - obok naczyń glazurowanych - nie posiadające szkliwa biskwity. Wyrabiano tam również kafle.

Wyroby potylickich garncarzy rozwożono furmankami (unikano transportu kolejowego) do Rymanowa, Sanoka, Dynowa. Tyczyna, Błażowej, Drohobycza, Przemyśla, Brodów, Brzeżan, Jarosławia, Przeworska, Rzeszowa. Sokala, Kryrtynopola i Lwowa. Na podstawie tradycji wiadomo mi jest, że wyroby ich przywożono też na targi do Cieszanowa, Lubaczowa i Oleszyc. Na podstawie materiałów wydanych przez F. Kotulę nasuwa się wniosek, że wyroby potylickich garncarzy musiały docierać do wyżej wspomnianych miast jeszcze przed rozbiorami Polski. Na wóz zabierano 3-4 kóp naczyń, przy czym kopa liczyła 60 „sztuk" garncarskich.

Dziewięcierz

Dawna wieś królewska, wchodząca w skład starostwa lubaczowskiego, leży w pobliżu Potylicza. Trudno mi w tej chwili definitywnie stwierdzić kiedy została założona, sądzę jednak, że w połowie XVI wieku już istniała. Lustracja z 1564/5 nic o takiej wsi nie wspomina, inwentarze zaś wymieniają ją i znajdujący się w niej folwark pańszczyźniany.

Garncarstwo w Dziewięcierzu posiada prawdopodobnie stare tradycje, ponieważ na terenie tej wsi znajduje się dobra glina, z której korzystali też garncarze potyliccy. O pokładach jej znajdujemy wiadomość w dzienniku „Kraj" z 1871 r., który, omawiając znajdujące się na tych terenach bogactwa, tak o niej pisał: „Podobny pokład kaolinu lubo nie tak czysty jak w Krakowskiem znajduje się [...] idąc od Glińska przez Magierów, Potylicz, Dziewięcierz aż do Horyńca. Drugi równoległy pokład idzie obok Rawy do Siedlisk. Długość tych dwóch pokładów wynosi razem mil siedem".

Na podstawie Inwentarzy można stwierdzić, że ludność Dziewięcierza w znacznym procencie zajmowała się garncarstwem, przy czym liczba garncarzy ulegała w poszczególnych latach znacznym wahaniom. I tak np. w roku 1710 było ich 17, w roku 1716 tylko 4. Okres ten był też ciężki i dla Potylicza. Następnie jednak - poczynając od raku 1716 - liczba ich zwiększa się.

Inwentarze pozwalają nam zorientować się, jakie powinności ponosili garncarze na rzecz dworu. A oto zestawienie garncarzy i płaconego przez nich czynszu: z roku 1710: „Sobko Tomków, Wawrzyniec Mecenasz, Stach Ziemba, Klimko, Iwanko Czerwony. Woyczech Bilak, Feysko Sznikuł, Michalko Zając, Iurko, Aleksander Szczerba, Ianko Kolenda, Iędrzej Lubaczowski, Pieteszka wdowa, Barsko. Tymko Byhowski, Mikołaj Łazasz (sic), Iacko Malask. Ci wszyscy dają ogółem z potylickiej góry florenów 9 a z dziewięcierskiej góry florenów 40”.

Garncarze płacą w zasadzie od samego rzemiosło opłatę jednakową w wysokości 15 zł, wyjątkowo istniały pewne ulgi w wypadku zubożenia, śmierci garncarza i prowadzenia warsztatu przez żonę (przy czym wdowy nie zawsze uzyskiwały zniżkę) lub gdy garncarz byt świeżo osiadły. Całkowite zwolnienie stosowano jedynie w wypadku porzucenia rzemiosła. Jeżeli garncarz nie wpłacił przypadającej na niego opłaty, pokrywana ona była z funduszów cechowych. Położenie materialne garncarzy nie było zbyt świetne, skoro notowane są wypadki ich zubożenia czy też ucieczki.

Niezależnie od opłat pieniężnych, garncarze dziewięcierscy ponosili pewne ciężary w naturze, a ponadto zobowiązani byli do pracy na gruntach folwarcznych. W „Inwentarzu" z 1710 roku zanotowano, że „Garncarze naczynie dają według proporcji". Późniejsze „Inwentarze" nic o tym nie wspominają, natomiast po wyszczególnieniu garncarzy znajduje się uwaga: „Ci wszyscy garncarze powinni po dniu odrobić na folwarku, to jest zazen, obzen i tłokę jedną w rok do żniwa. Innej żadnej nie podlegają powinności".

Na tym kończą się materiały pochodzące z Inwentarzy; resztę wiadomości do dziejów tego ośrodka zaczerpnąłem z archiwum Sekcji Badania Plastyki Ludowej PIS w Krakowie. Materiały te zebrane zostały na podstawie relacji Andrzeja Mołoko (lat 65) i Michała Grenia (lat 50) z Dziewięcierza oraz Jana Cicha zamieszkałego obecnie w Dachnowie.

Andrzej Mołoko, syn Dymitra (ur. 1843), uczył się trochę garncarstwa, ale później zrezygnował, mimo że istniała w rodzinie tradycja tego zawodu, gdyż dziadek i jego trzej bracia byli garncarzami, a także ojciec i stryj oraz rodzeni bracia - Michał i Dymitr. Jako główną przyczynę porzucenia garncarstwa podał informator, że garncarze musieli pracować nawet w niedziele i dni świąteczne, a nie chciał on „świętej niedzieli marnować", więc został murarzem.

Liczba garncarzy za czasów ojca Mołoki sięgała w Dziewięcierzu liczby 50 - 60, a przed 1939 rokiem miało ich być 10, co utrzymało się do pierwszych lat po II wojnie światowej. Ostatnim garncarzem był Michał Czobot który w 1949 roku wyjechał w Olsztyńskie.

Garncarstwem zajmowali się tylko Ukraińcy, i to najbiedniejsi, zwłaszcza zamieszkujący przysiółki zwane: Dolina, Łuh, Kiernica. Najwięcej garncarzy skupiało się w Dolinie, gdzie prawie każdy miał piec garncarski (dawniej było ich ponad dwadzieścia). Na Dolinie mieszkali m. in.: rodzina Mołoków, Czobot Michał, Gieron Szymon, Czerkas, Sniegur Grzegorz, Mamdziuk Piotr, Stefan i Siemion. Na Łuhu mieszkali: Łuka Michał, Szuper Jan, Olicki Dymitr i Ilko, Jurko Michał, a na Kiernicy - Reduka Jan, Mikołaj i Dymitr. Garncarze dziewięcierscy pracowali też w Potyliczu. Ostatnio zatrudnieni tam byli Tarabański i Szarko.

W Dziewięcierzu nie było tradycji wyrabiania naczyń przez kobiety. Jednak przed samą wojną nauczyła się i nawet dość sprawnie naczynia toczyła Ksenia Czobot. W ostatnich czasach nie było w Dziewięcierzu cechu garncarskiego, ale istniał on jeszcze przed 70 laty. Ostatnim cechmistrzem miał być Sahryn.

Garncarze korzystali z gliny miejscowej, która jest mało żelazista, a po wypaleniu biała i nieprzeciekliwa. Do wyrobu garnków używany był krąg, zwany „kruh", szybkoobrotowy na ruchomej osi drewnianej albo żelaznej. Górna jego tarcza, zwana „kruh", zrobiona była z gruszkowego drzewa. Dolna tarcza większa nosiła nazwę „spód". Oś, czyli „weretono", osadzona była wprost w ziemi bez podkładek. Za kręgiem zasiadano okrakiem, poruszając go jedną nogą.

W Dziewięcierzu wyrabiano garnki do gotowania, „hładuszki" na mleko (z szerszą krawędzią), dzbanki, bańki, makutry, talerze, rynki na nóżkach, pokrywki oraz szabasówki (informator nazwy nie pamiętał), które Żydzi wstawiali z potrawą do większego doniczkowatego naczynia z gorącą wodą. Z galanterii ceramicznej produkowano miniatury naczyń do zabawy, kogutki-świstaki, fajki glazurowane, ozdobione nacięciami w kratę. Podstawę produkcji stanowiły naczynia biskwitowe, koloru jasnokremowego. Biskwity informatorzy określają jako naczynia „białe" albo „zwykle". Ozdobione były na brzuścu powyżej największej wypukłości paskami z czerwonej albo brunatnej gliny. Miski nie były w ogóle zdobione. Glazury używało tylko kilku garncarzy (stryj Mołoki, Michał Czobot i Olecki). Naczynia albo całe glazurowano, albo traktowano glazurę jako dekorację, oblewając nią tylko wylew naczynia i malując dwie plamy koło dolnego zaczepu ucha. Rzadko robiono garnki „pasamoniaste", ozdobione pionowymi paskami z brązowej i zielonej glazury na biskwicie. Czasami na dzbankach przeznaczonych na świeconą wodę stosowano dekorację plastyczną w formie okrągłych, ozdobionych nacięciami guzków naklejonych na brzuścu naczynia.

Garnki, zarówno biskwity jak i glazurowane, wypalano w piecu, ustawiając je - z wyjątkiem pierwszej warstwy - dnem do góry. Do wypału używano drzewa z sosny, jodły lub osiki. Piece, zwane „horno", budowane z kamienia polnego - tzw. „opoczanego", stawiano na wolnym powietrzu. Niektóre posiadały kopuły układane z garnków. Piece były zaopatrzone w kratę poziomą, wspartą na biegnącym środkiem „kozie", oraz pionową, oddzielającą palenisko od komory na garnki. Nie posiadały komina. Wejście do pieca znajdowało się po przeciwnej stronie paleniska. Pojemność pieca była obliczona na jedną kopę naczyń.

Wyroby swe garncarze rozwozili furmankami sami, albo sprzedawali hurtownikom. Po wsiach brali za swe wyroby zboże, jaja, słoninę. Naczynia wywozili też na targi do miast. Hurtownikom sprzedawali tylko za pieniądze. Ceramika z dziewięcierskicgo ośrodka rozchodziła się w okolicy Sambora, Drohobycza, Jaworowa, Wielkich Oczu, Lubaczowa, Oleszyc, Cieszanowa. Bełżca i Sokala.

Uwagi końcowe

Na zakończenie należy zastanowić się nad zagadnieniem, dlaczego w wieku XVIII ośrodek w Potyliczu zaczął podupadać i jaka mogła być przyczyna powstania w okolicy kilku wiejskich ośrodków garncarskich.

Już w 1682 r. zanotowano w lustracji, że w Potyliczu „targowego i od garncarzów dostawało się zł 10, teraz iż miasteczko spustoszało upadł ten podatek, jednakże gdy przyjdzie do swojej perfektiey, ten podatek nie ma ginąć".

W tejże lustracji dalej zanotowano: „Querele mieszczan potylickich", gdzie podkreślono, że mieszczanie skarżą się na szlachtę a to na podkomorzynę derbską Bębnowską, Teofila Bukara komornika granicznego bełzkiego, Brodeckiego i Tomaszewskiego, „którzy prawie większą połowicę gruntów opanowali i domów naskupowali w tymże miasteczku Potyliczu, co się dzieje z wielką opresją tych ostatkach kilku mieszczan, gdyż żadnych powinności nie odprawują według prawa koronnego i praw miasta temu nadanych, ani podatku Rzeczpospolitej należących ani żołnierza podejmują, ale jeszcze na tych kilku mieszczan naprawują, i tym ludziom co na tych gruntach pod nimi siedzą dawać zakazują, i prawować się o różne postępki i swawoli przed Urzędem Miejskim zabraniają. We młynach wszyscy gdzie chcą mielą a choć mielą miarki nie dają, i w szynku przeszkody czynią przez co arenda zniszczała. Mieszczanów znieważają, biją, lasy pustoszą, ogrody gdzie chcą według woley swojey stawiają jako w dobrach dziedzicznych, przez co wielka szkoda w prowentach i oddawaniu czynszów miastu należących skąd prowent ginąć musi zamkowi, zaczym i umniejszenie quarty musi być i zgoła do żadnych powinności, jak według prawa powinni nie przykładają się, dlatego ostatek mieszczan rozejść się musi, nie mogąc wystarczyć tak wielkim ciężarom i podatkom, za których wszystkich te kilka mieszczan składają i płacą".

Materiał przytoczony wyżej pozwala nam w pewnym stopniu zrozumieć tragedię potylickich mieszczan, a więc i tamtejszych garncarzy. Z drugiej zaś strony, przeglądając materiały z drugiej połowy XVII i pierwszej polowy XVIII w. możemy zaobserwować nieustannie powtarzające się uwagi na temat zniszczeń wojennych na terenie Potylicza. Materiały te więc pozwalają na to, aby w formie hipotezy sytuację potylickich garncarzy przedstawić następująco.

W czasie wojen ludność miasta zubożała, a równocześnie szlachta oderwała część posiadłości miejskich i mieszczan. Cały ciężar obowiązków spadł na tych, co szczęśliwie przeżyli lata wojen i pozostali w mieście, i ci to właśnie garncarze w obronie przed uciskiem zbiegali do sąsiednich wsi. Tak więc przypuszczalnie obserwujemy powstanie nowych ośrodków wiejskich w Dziewięcierzu, Hrebennem i Kamionce Wołoskiej. Osiedlając się tam, równocześnie przenosili ze sobą organizację cechową na grunt wiejski. Przemawia za tym fakt, że lustracja z 1662 r. nic nie wspomina o garncarzach ani w Dziewięcierzu, ani w Hrebennem. Można więc sądzić, że od końca XVII w. zaczyna się dopiero rozwój tych nowych ośrodków wiejskich.


* W niniejszej internetowej wersji tekstu nie ma przypisów, które znajdują się w oryginale. Pominięto też kilka krótkich fragmentów tekstu.


Wszystkie prawa zastrzeżone. Wykorzystanie powyższego tekstu w druku lub w formie elektronicznej - bez zgody autora - zabronione. Zabronione jest również kopiowanie niniejszej internetowej wersji tekstu bez zgody autora strony.

POWRÓT