|
©Zygmunt Kubrak, Hutnictwo żelaza w Rudzie Różanieckiej w starostwie lubaczowskim w XVIII w., Rocznik Lubaczowski, 1996, t. VI.* Tekst opublikowany za zgodą autora Opracowanie: ©Paweł Rydzewski / www.roztocze.horyniec.net Od dawna na terenie starostwa lubaczowskiego rozwijało się hutnictwo żelaza oparte na miejscowych zasobach rudy darniowej i węgla drzewnego.1 Tradycje hutnicze sięgają co najmniej lat 80. XV w., kiedy to Ambroży Brożyna z królewskiego polecenia przystąpił do zbudowania rudy w pustce Wrocow nad rzeką Hedwisznią. W 1487 r. temuż rudnikowi Kazimierz Jagiellończyk nadał bory i lasy, zalecił zbudowanie młyna o 5 kołach, w tym 3 kół dla mielenia rudy. W pierwszej połowie XVI w. rejestry poborowe notują w starostwie lubaczowskich trzy rudy: wroczowską, szczutkowską i borchowską (1531). Nieco późniejszą metrykę może mieć ruda w Opace, o której wzmiankuje inwentarz starostwa lubaczowskiego z 1539 r. Także później datowana jest ruda w Baszni, wymieniona w lustracji w 1565 r. W drugiej połowie XVII w. rudy zaczęły podupadać, jak wroczowską, w której „żelazo jest złe, aż na potrzebę zamkową w inszych ziemiach żelazo kupują” , lub baszeńska. Ta ostatnia czynna była jeszcze w 1626 r., ale wkrótce potem upadła. Badaniem dziejów hutnictwa żelaza zajmowali się między innymi J. Osiński, H. Łabędzki, T. Korzon. W okresie międzywojennym hutnictwem galicyjskim zajmował się J. Karpiniec. Z powojennego dorobku można dla przykładu odnotować prace B. Zientary i M. Radwa-na, a także M. Horna o rzemiośle miejskim województwa bełskiego odnoszącą się choć częściowo do interesującego nas tematu i terenu. W sumie jednak stan wiedzy o miejscowym przemyśle metalurgicznym jest nader skromny, choć zasługuje na uwagę. W dobrach koronnych starostwa lubaczowskiego największym i najbardziej trwałym obiektem metalurgicznym była w XVIII w. kuźnica w Rudzie Różanieckiej. Pierwotna dymarka została tu założona w XVII w., potem funkcjonowała jako kuźnica i huta, a w końcu znów dymarka aż do drugiej połowy XIX w. Kuźnica była zbudowana w głębi lasów, ponieważ do wytopu surówki niezbędne były duże ilości węgli drzewnych. Nie mniejsze znaczenie miała też energia wodna leśnych strumieni, głównie rzeki Różaniec oraz stawów. Występowały tutaj pokłady rudy błotnej, o małej zawartości żelaza, które szybko musiały się wyczerpać, skoro już w 1706 r. rudę sprowadzono aż z Opaki. Na początku XVIII w. zakład metalurgiczny składał się z dymarki i kuźni. Każdy z tych obiektów posiadał po dwa koła wodne do poruszania miechów i młotów. Urządzenia były w złym stanie technicznym, a sam budynek dymarki zrujnowany tak dalece, że „gdy wiatr uderzy, to w tej dymarce żadną miarą rzemieślnicy robić nie mogą”. Także mechanizmy, jak miechy dymarskie były „stare i złe”. Przed 1716 r. dzierżawca tej kuźnicy Łukasz Borowski odbudował dymarkę i kuźnię z „drzewa obłego”, dachy pokrył dranicami, a także wymienił zużyte urządzenia, jak pogródki, po remoncie „dobre z łodziami”, jak też „koła walne dobre, jedno młynowe, drugie do miechów” . Wybudował również budynek „do mieszkania” z drewna tartego z sienią, izbą, alkierzem i piekarnią. Inwentarze Rudy Różanieckiej z łat 1706-1729, które skrupulatnie wymieniają wszystkie narzędzia i urządzenia żelazne świadczą, że proces technologiczny w tejże dymarce był podobny do innych tego rodzaju zakładów w ówczesnej Rzeczypospolitej. Tak na przykład w inwentarzu z 1706 r. czytamy: „Naczynie przy tej dymarce takowe: wał młotny, na którym dwie obręcze żelazne, z czopami żelaznymi, młot przy tym wale, pod którym młotem kowadło z obręczą żelazną (...) wał drugi dymarski miechowy, na którym cztery obręcze żelazne z czopami dwiema żelaznymi. Miechów dymarskich dwa (...) Haczenie ręczne do tej dymarki” . Zasadniczy proces technologiczny przebiegał w piecu dymarskim. Na przedzie dymarki znajdował się sklepiony otwór służący do wyciągania wytopionego żelaza, tzw. łupki. W tylnej ścianie był otwór zwany formą, przez który miechy tłoczyły powietrze. Wewnątrz pieca było wgłębienie zwane zaprawą, wylepione gliną, gdzie zbierało się wytopione żelazo. Do zaprawy wkładano węgiel drzewny, na węgiel sypano rudę przemieszaną z niegaszonym wapnem, które przyspieszało topienie. W wyniku topienia rudy w piecu dymarskim otrzymywano surową łupkę. Łupkę obtłukiwano, aby odbić żużel, czyli „cyngowano”, następnie cięto na kilka kawałków, aby ją potem przekuć młotem, w końcu powtórnie wygrzać i przekuć na kształt szyny. Służyły do tego celu odpowiednie narzędzia wymienione w inwentarzach z lat 1706 i 1716: „Hak żelazny do łupy ciągnienia, kliszcze do łupy cyngowania, szrutyzel do łupy przecinania”, a także „kowadło do cyngowania” . Na początku drugiej połowy XVIII w. stwierdzamy w Rudzie Różanieckiej istotny postęp technologiczny polegający na zastosowaniu wielkiego pieca do wytopu surówki. W 1762 r. był tu „piec wielki kuźniczy” . Proces technologiczny wymagał użycia węgli drzewnych, podobnie jak w dymarce, ale w znacznie większej ilości. Obok wielkiego pieca znajdować się musiała węglarnia. Był to budynek solidnej konstrukcji, od którego na górę pieca, czyli szychtę prowadził pomost drewniany zwany szych tarką. Po takim pomoście szychciarz wywoził węgle na górę i sypał w gardziel pieca. Wytopiona surówka mogła mieć tylko ograniczone zastosowanie na bardzo proste odlewy. Dlatego w drugim etapie technologicznym należało ją odwęglić w ognisku fryszerskim i przekuć młotem. Do tego celu służyły cztery fryszerki zbudowane przy stawach: jedna nieopodal wielkiego pieca na tym samym stawie, trzy inne „w różnych miejscach” na stawach dla fryszerek wyrobionych, choć także zarybionych . W skład załogi wielkiego pieca wchodzili: majster piecowy, dwóch smelcarzy - wytapiaczy pracujących na dole przy piecu oraz trzech szychciarzy pracujących na górze przy zasypywaniu pieca węglem i rudą. Załoga fryszerki składała się z majstra fryszera, dwóch - trzech kowali i jednego kositarza. W sumie przy fryszerkach w Rudzie Różanieckiej musiało pracować przynajmniej 13 osób, w tym czterech fryszerzy. Funkcje kierownicze pełnili fachowcy, jak można sądzić z nazwiska - pochodzenia cudzoziemskiego. W końcu XVIII w. w charakterze majstra występuje między innymi Jan Nemetz „szycht magister”, Antoni Loret - „magister magno piec”, Sebastian Miller - „magister ferricudinarius”. W hierarchii i uposażeniu wybijali się także pisarze: „kuźniczny” i „magazynowy”. Jako siły roboczej używano głównie darmowej pracy chłopów pańszczyźnianych, których przybywało wraz z kurczeniem się obszarów leśnych, osiadali na nowinach z lasu wyrobionych: w 1716 r. było 17 osiadłych poddanych, w 1729 r. - 20, w 1764 r. - 50 . Poddani posiadali po dwa woły niezbędne do robocizny „pociężnej”, nieliczni tylko robili pieszo: w 1716 r. jedynie „Michał Guty pieszo robi” , a w 1729 r. „pieszych 3”. Za dzień pańszczyzny wywozili z leśnych węglarek po dwa kosze węgli, albo po 18 koszy rudy. Mieli również wyznaczony szarwark do naprawy stawu kuźniczego i dymarskiego. Jeszcze w drugiej połowie XVIII w., mimo wzrastającej roli najmu, inwentarze i lustracje notują znaczne rozmiary robocizny pańszczyźnianej świadczonej przez chłopów do obiektów przemysłowych w Rudzie Różanieckiej. W 1765 r. chłopi z tej wsi oraz z Lublińca i Huty Różanieckiej odrobili do zespołu kuźniczego ogółem 8 008 dni pańszczyzny, w tym ciągłej dni 6344 i pieszej dni 1664 . Była to głównie robocizna przy wyrębie drewna oraz transporcie węgla i rudy. Częściowo za zaliczeniem robocizny w poczet pańszczyzny pracowali węglarze, zwani także „kurzaczami”. W latach 1764-1765 pięciu kurzaczom palącym węgle do wielkiego pieca potrącono od wynagrodzenia 94 dni robocizny zaliczanej do obowiązujących powinności. Za wynagrodzeniem pracowali fachowcy: fryszerze, szychtarze, smelcarze, kowale, a także węglarze i płókarze rudy. Wywodzili się oni z miejscowych chłopów, których potomkowie do dziś zamieszkują w Rudzie Różanieckiej. Poza smelcarzami i szychtarzami, którzy mieli stałą tygodniową stawkę, inni byli wynagradzani w zależności od wykonanej pracy. Tak np. węglarzom płacono od kosza węgli - 15 gr, płukarzom od kibla rudy - 5 gr, fryszerzom od kosza węgli użytych do wykucia żelaza. - 1 złp. Produkcja hutnicza wykazywała dużą różnorodność. Produkowano tutaj żelazo kute w trzech gatunkach, które było przerabiane na kotły, armatki, moździeże, „naczynia” kowalskie, młyńskie i kuźnicze. Żelazo kute „podlejsze” przeznaczano na „naczynia rolne”, narogi, trzusła, lemiesze. Ze spławem do Gdańska związana była produkcja kotwi i haków do szkut. Roczna produkcja w 1765 r. wynosiła 1483 cetnary, 24 funty żelaza. Podane wskaźniki produkcyjne nie uwzględniają gwoździ gontowych, które wyrabiała kuźnica w dużej ilości - „fasek 44”. Wartość tych gwoździ wyceniono na 1056 złp. Do wytopienia tej ilości surówki i wyrobu żelaza fryszowanego użyto łącznie ponad 4 tys. koszy węgli, w tym do wielkiego pieca 1871 koszy i do fryszerek około 2343 kosze. Oczyszczenie surówki sposobem fryszerskim w tym obiekcie wymagało więcej węgli, aniżeli w innych ówczesnych hutach, gdzie dwa kosze węgli przeznaczono na wykucie 3 cetnarów żelaza. W Rudzie Różanieckiej, jak czytamy w lustracji „kuźnia nie jest zupełnie uregulowana, więc na wykucie cetnara i utarcie prochu rachuje się koszów 2”. Wyroby huty przeznaczone były częściowo na potrzeby własnej gospodarki folwarcznej w starostwie, ale głównie na sprzedaż. Tak np. w 1765 r. dla własnych potrzeb przeznaczono 36 kotłów, 42 garnki, sprzedano zaś między innymi 270 moździeży, wszystkie gwoździe (44 faski), 8 blach herbowych, 39 różnych części żelaznych do urządzeń młyńskich, 30 kotew do szkut. Wszystkie wydatki tej huty wynosiły 20 033 złp 22 gr, z czego przypadało na opłaty dla dwóch pisarzy, majstrowi przy wielkim piecu z robotnikami, fryszerzy i kowali - 6582 złp 11 gr oraz za węgle do wielkiego pieca i fryszerek - 4294 złp. Resztę stanowiły inne wydatki na naprawę pieca oraz na „różne naczynia i potrzeby kuźnicze”. Czysty zysk wynosił 8993 złp 22 gr. Produkcja zakładów w Rudzie Różanieckiej wykazywała znaczne wahania, na co składało się wiele przyczyn. Istotnym czynnikiem musiał być stan techniczny, jak np. w 1765 r., kiedy lustratorzy zanotowali, że kuźnia nie jest „uregulowana”. Nie bez znaczenia dla poziomu produkcji była zależność od warunków zewnętrznych, zdarzały się przestoje spowodowane brakiem wody lub jej zamarzaniem. Brakowało także rudy żelaznej. Ruda, którą kopano w okolicy nie dawała więcej jak 20°/o żelaza. W końcu XVIII w. huta zaczęła podupadać. W 1791 r. przy wielkim piecu były jeszcze trzy fryszerki, ale braki wody, a szczególnie rudy, jak też duże wydatki na uposażenie pisarzy, majstrów i robotników wpływały na małą rentowność zakładu. Kończąc ten krótki zarys warto jeszcze zasygnalizować funkcjonowanie tego obiektu w XIX stuleciu. W latach 1809-1811 pracowało tutaj 19 majstrów i 19 czeladników. Huta nie miała już wielkiego pieca, lecz tylko dymarkę. Rocznie produkowano do 250 cetnarów kutego żelaza. Wyroby były przeznaczone dla potrzeb dóbr kameralnych. Wprawdzie w 1821 r. pisano o hucie, że „dobrze urządzona” „, ale chodziło o korzystną sprzedaż dóbr. Po sprzedaży huta znajdowała się w rękach prywatnych (baron Józef Brunicki). W 1846 r. produkowano w hucie 519 cetnarów surówki o wartości 18161 guldenów . UWAGI KOŃCOWE Prześledzenie funkcjonowania huty żelaza w Rudzie Różanieckiej pozwala na sprecyzowanie kilku uwag stanowiących uogólnienie wcześniejszych rozwiązań. Powstanie i rozwój Rudy Różanieckiej, osady typu rolniczo-przemysłowego jest przykładem wzajemnych związków między rozwojem przemysłu leśnego a procesami osadnictwa. Zawiązkiem tej wsi była osada dymarska nad rzeką Różaniec. Na początku XVIII w. (1706) „rębacze” różanieccy wrębywali się w ścianę lasu, palili węgle tworząc rozle głe poręby, zwane węglarkami. Na wyrobionych polach wokół dymarki osiadła wieś pańszczyźniana. Proces technologiczny wytopu surówki żelaza i jego dalszy przerób uzależniony był od zapewnienia ogromnych ilości węgla drzewnego. Wypalanie węgli prowadziło do intensywnej trzebieży puszczy. Roczne zapotrzebowanie wielkiego pieca i fryszarek różanieckich wynosiło conajmniej 4 tys. koszy węgli (32 tys. korcy). Stąd częste doniesienia służby leśnej o rabunkowej eksploatacji lasów, jak. np. z 1775 r.: „Widziałem najprzód wyciętych wiele bardzo sosen, których od kilku tysięcy można by narachować, z których jedne jeszcze leżą, drugie w stosy porąbane, trzecie już na węglarke założone”. Poziom techniczny i rozmiary produkcji wielkiego pieca były zbliżone do innych tego typu ówczesnych obiektów. 1 Używamy tutaj terminu hutnictwo w znaczeniu współczesnym w odniesieniu do XVIII w., kiedy przez hutę rozumiano piece szklarskie, a hutnikiem nazywano wytwórcę szkła. Obiekt służący do wytopu rudy żelaznej nazywano „rudą”, a wytapiacza rudy w dymarce - „rudnikiem”, potem odpowiednio „kuźnią” i „kuźnikiem”, gdy zastosowano mechaniczne urządzenia napędzane kołem wodnym, a dymarki zostały zastąpione przez wielkie piece do wytopu płynnej surówki. Przez cały wiek XVIII używano obu terminów na oznaczenie tego samego * W niniejszej internetowej wersji tekstu nie ma przypisów, które znajdują się w oryginale
|